"W ciągu tych wszystkich długich lat od wyzwolenia z tych piekieł na ziemi, nie przestaję opowiadać, czego doświadczyłam wtedy, czego byłam ofiarą i naocznym świadkiem" - mówiła Halina Birenbaum.
To właśnie przemówienia ocalonych były najważniejszymi głosami, wybrzmiewającymi podczas uroczystości 77. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, która zakończyła się w czwartek po południu.
Jak mówiła urodzona w 1929 r. w Warszawie Birenbaum, przez całe życie nosi w sobie obraz utraconej rodziny oraz "towarzyszy losu" - w getcie, na Majdanku, Auschwitz i w obozach w Niemczech. "Widok ich cierpień nadludzkich i masowych śmierci wyryty jest w mojej duszy, jak ten numer wytatuowany w Auschwitz na ramieniu" - mówiła była więźniarka.
Oceniła, że "w obecnym świecie, pełnym aktualnych palących problemów, ciężkich konfliktów, nowych śmiertelnych chorób, pandemii, coraz mniej absorbuje ludzkość Holokaust". "Ten ogrom straconych istnień, życia, cierpień daremnych, zadawanych mąk, śmierci niewinnych. Czas i niewiedza mogą zatrzeć ślady o nich" - dodała.
Głównym motywem tegorocznych obchodów był początek zagłady w Auschwitz wiosną 1942 r. Wówczas to Niemcy rozpoczęli masowe deportacje Żydów do Auschwitz, a władze obozowe zdecydowały o utworzeniu dwóch prowizorycznych komór gazowych w pobliżu obozu Auschwitz II-Birkenau; obok nich najpierw kopano masowe groby, a następnie ciała ofiar zaczęto spalać na wolnym powietrzu.
Podczas czwartkowych uroczystości przywołano wspomnienia trzech byłych więźniarek ze Słowacji, które przybyły do obozu w oficjalnie pierwszym transporcie Żydówek w marcu 1942 r.
"Nie miałyśmy w ogóle pojęcia, co się dzieje. Było nas pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt, siedziałyśmy w środku i czekałyśmy, żeby gdzieś dojechać. Nawet nie zdawałyśmy sobie sprawy, co się z nami dzieje. Siedziałam w kącie i patrzyłam na to, co się dzieje. Niektórzy krzyczeli, płakali - ale nikt nie był w stanie przewidzieć, co miało nadejść" - opowiadała w nagraniu Elisabeth Silberstein Bence. Z kolei Judith Spielberg Mittelman i Edith Friedman Grosman opowiadały o bolesnych rozstaniach z bliskimi.
Kolejny ocalałym, który zabrał głos, był urodzony w 1932 r. w stolicy Bogdan Bartnikowski, który trafił do Auschwitz po Powstaniu Warszawskim. Jak wspominał, przybyłe wraz z nim do obozu dzieci, nazywano "małymi bandytami z Warszawy". Liczbę dzieci w transporcie z ocenia na około pół tysiąca; sam, wraz ze swoimi kolegami trafił do obozu męskiego w Birkenau. W kolejnych tygodniach dzieci wielokrotnie pytały kapo o przyczynę swojego pobytu i podkreślały, że chcą wolności. "Stąd na wolność wychodzi się przez kominy" – odpowiadali, według relacji ocalonego, obozowi kapo.
Bartnikowski wspominał także swoje niedawne spotkanie z uczniami jednej ze szkół, którzy pytali go, czy w Birkenau była szkoła. "Była to szkoła przetrwania. Chciano z nas zrobić niewolników i pozbawić nadziei na jakiekolwiek życie, tak abyśmy karnie pomaszerowali do komory gazowej. Birkenau było przecież nie obozem koncentracyjnym, ale zagłady – Vernichtungslager" – powiedział ocalony. "Nie daliśmy się złamać naszym nauczycielom, czyli esesmanom i kapo, którzy w szkole Birkenau przygotowywali nas do potulnej śmierci lub pracy dla III Rzeszy. W tych tragicznych warunkach zachowaliśmy ludzkie odruchy i marzenia o wolności. One pozwoliły nam dotrwać do końca" - mówił były więzień.
Dyrektor Muzeum Auschwitz podkreślał z kolei wagę pamięci i jej znaczenie dla przyszłości. "W tym miejscu i w tej chwili trzeba przypomnieć, że "hasło +Nigdy więcej+ nie powstało po wojnie" - zauważył Piotr Cywiński. Jak podkreślił, ten apel słuchać było już w obozie. "I nie był to krzyk o wieczną pamięć, ale o opamiętanie, swoiste motto dla czasów przyszłych. A czasy są takie, jakie chcieliśmy i zdołaliśmy stworzyć. Nadal w naszej pamięci zbyt mało rodzi się owego moralnego niepokoju, który każe nam podważać naszą zbyt częstą obojętność" - ocenił.
Według dyrektora Muzeum Auschwitz, "nie o taką pamięć chodziło ofiarom, byłym więźniom, ocalałym". Zaapelował do wszystkich "o chwilę ciszy, o własną refleksję nad swoją własną odpowiedzialnością, własną obojętnością i własnym zaangażowaniem". "To jesteśmy winni ofiarom i temu przede wszystkim ma dziś służyć pamięć" - podsumował.
Podczas tegorocznych obchodów mocno wybrzmiała też kwestia konieczności podtrzymywania pamięci o Zagładzie, co niestety, w dobie trwającej pandemii i ograniczeń w podróżowaniu, staje się coraz trudniejsze.
Ronald S. Lauder, przewodniczący Światowego Kongresu Żydów, podkreślił rolę nowych technologii w propagowaniu pamięci i wiedzy. "Upłynęło 77 lat i trzy pokolenia od chwili wyzwolenia obozu Auschwitz, a są wśród nas młodzi ludzie, którzy nic o nim nie wiedzą" – mówił przewodniczący nowojorskiej Auschwitz-Birkenau Memorial Foundation, która w Stanach Zjednoczonych wspiera misję polskiej Fundacji Auschwitz-Birkenau.
Wskazał, że to zwłaszcza młodzi powinni zobaczyć, co pozostawiło po sobie okrucieństwo wojny, jednak w obecnych czasach jest to coraz trudniejsze; dlatego też powstała nowa koncepcja edukacji – zdalne zwiedzanie na żywo z przewodnikiem. "Nie będzie to tylko nagrany wcześniej materiał, ale i spotkanie na żywo z przewodnikiem, który oprowadzi, wytłumaczy, odpowie na pytania. To nie to samo co zwiedzanie osobiste, ale najbliższe tradycyjnym wizytom rozwiązanie" - ocenił Lauder.
Do korzystania z nowej technologii zachęcał też m.in. historyk, publicysta, działacz społeczny Marian Turski, były więzień obozu. "Kiedy będziecie z przewodnikiem online wędrowali tą drogą, którą ja w innych warunkach kroczyłem, drogą moich cierpień, nie myślcie o tym, ale przede wszystkim o sobie - co ja mogę zrobić, co ja powinienem zrobić, żeby coś takiego mnie, czyli wam, się nie przydarzyło" - apelował. "Jak w innych warunkach człowiek człowiekowi zgotował los; ale można go uniknąć, trzeba, musi się go uniknąć. To rzecz dla was" - podsumował Turski.
W uroczystości, poza grupą ocalonych, wzięli udział też przedstawiciele władz, m.in. premier Francji Jean Castex i prezydencki minister Wojciech Kolarski. Wydarzenie swoim patronatem objął prezydent Andrzej Duda.
Uroczystości zwieńczyła wspólna modlitwa w intencji zgładzonych, ocalonych i o pokój na świecie. Następnie na pomniku w Birkenau złożone zostały znicze. Z kolei przed obchodami ocalali z obozu złożyli znicze przy pomniku znajdującym się pomiędzy ruinami komór gazowych i krematoriów II i III w Auschwitz II-Birkenau.
Z powodu epidemii program obchodów 77. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau został znacznie ograniczony. Przez cały dzień miejska delegacja z Oświęcimia składała wiązanki kwiatów i znicze w kilkunastu miejscach związanych z historią KL Auschwitz. To między innymi miejsca dawnych podobozów, czy tablice upamiętniające bohaterstwo Polaków, działania ruch oporu, czy rotmistrza Witolda Pileckiego.
Znicze zapłonęły m.in. przy rampie w Brzezince, gdzie przybywały pierwsze transporty deportacyjne, a także przed historycznym budynkiem w Brzeszczach, gdzie w czerwcu 1942 r. zakwaterowano więźniarki karnego komanda kobiet KL Auschwitz-Bor/Budy.
Uroczystość zorganizowała Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau, działająca m.in. na rzecz ratowania artefaktów związanych z byłym niemieckim obozem i jego byłymi podobozami, których tereny są obecnie w rękach prywatnych. Fundacja opiekuje się m.in. budynkiem w Brzeszczach Borze, gdzie podczas wojny Niemcy ulokowali obozową karną kompanię kobiet.
W czwartek w budynku kwaterowania więźniarek Fundacja zaprezentowała przedmioty związane z zagładą w KL Auschwitz - oryginalne sienniki, materace z łóżek częściowo wypełnione ludzkimi włosami, puszki po ziemi okrzemkowej z gazem cyklon B, szamoty z pieców krematoryjnych oraz części grac do obsługi pieców i metalowe zworniki z ich konstrukcji.
"Niemcy zaplanowali Holokaust i ludobójstwo podbitych narodów z bardzo dużą dokładnością. Chcieli, by po ludziach nic nie zostało, żeby zostali wymazani z pamięci. Dziś pozostały po nich przedmioty, które mówią za nich" – wyjaśnił Dagmar Kopijasz z Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau.
Pod internetowym adresem https://youtu.be/ASHL18ghH54 można zobaczyć krótki film, omawiający problematykę zagłady poprzez opowieść o obozowych przedmiotach, będących pod opieką Fundacji. Motywem przewodnim tegorocznych obchodów wyzwolenia obozu jej przedstawiciele uczynili początek rozpoczętej wiosną 1942 r. zagłady. "Dziś dla nas zagłada zaplanowana i rozpoczęta w 1942 r. przez nazistowskie Niemcy to przede wszystkim pamięć o ofiarach" - podkreślił Dagmar Kopijasz.
W czwartek przed budynkiem kwaterowania więźniarek karnego komanda kobiet KL Auschwitz-Bor/Budy złożono kwiaty i zapalono znicze. Niemcy utworzyli karną kompanię po ucieczce z obozowego komanda kobiecego Polki Janiny Nowak. Żeby zaostrzyć dyscyplinę zastosowali odpowiedzialność zbiorową. Wszystkim dwustu kobietom z jej komanda ogolono głowy, zaś komando przekształcono w karną kompanię. 25 czerwca 1942 r. polskie więźniarki, a także dwieście Żydówek, m.in. ze Słowacji, Jugosławii i Czech, Niemcy odesłali do utworzonego podobozu w Borze/Budach.
Polki i część więźniarek żydowskich zostało ulokowanych w przedwojennym murowanym budynku szkoły, a reszta Żydówek w stojącym obok drewnianym baraku. Więźniarkami funkcyjnymi w karnej kompanii były Niemki, głównie prostytutki i kryminalistki przeniesione z innych obozów, jak Ravensbrueck.
Więźniarki z karnego komanda pracowały w pobliskim lesie przy wyrębie drzew - oczyszczały pnie z gałęzi i przygotowywały je do wywozu z lasu. Pogłębiały też pobliskie rybne stawy hodowlane, czyściły ich brzegi z sitowia oraz wykonywały większość prac rolniczych na okolicznych polach. Była to praca ponad ich siły. Ciężkie warunki pracy oraz okrutne traktowanie przez więźniarki funkcyjne dla wielu kończyło się śmiercią.
Z końcem marca 1943 r. karna kompania została zlikwidowana i przeniesiona do obozu kobiecego w KL Birkenau. Natomiast na początku kwietnia w podobozie w Borze/Budach Niemcy umieścili 200 Polek. Formalnie były one więźniarkami obozu kobiecego Auschwitz II-Birkenau. Z biegiem czasu stan osobowy systematycznie rósł. W marcu 1944 r. wynosił 455 Polek i Żydówek. Niemcy w podobozie utworzyli kilka komand do prac rolnych, robót leśnych, przy budowie kolejki wąskotorowej i wału przeciwpowodziowego. W styczniu 1945 r., w obawie przed sowiecką ofensywą, Niemcy ewakuowali podobóz.
Przedstawiciele Fundacji zapalili także w czwartek znicze przed tzw. Judenrampe w Brzezince, gdzie przybyły pierwsze transporty deportacyjne, jeszcze zanim w 1944 r. powstały tory prowadzące do Birkenau i rampa wyładowcza wewnątrz obozu.
"To właśnie to miejsce - Judenrampe Birkenau, od wiosny 1942 roku stało się początkiem zagłady. To właśnie w tym miejscu pół miliona ludzi różnych narodowości zostało wyładowanych i podzielonych na tych, mogących żyć, i tych, przeznaczonych na natychmiastową zagładę w komorach gazowych. Tych ostatnich było więcej - około 70 proc. szło prosto do komór gazowych" – powiedział Dagmar Kopijasz.
Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau powstała w 2013 r. Działa na rzecz ratowania rzeczy, przedmiotów i artefaktów związanych z b. niemieckim obozem i jego b. podobozami, których tereny znajdują się obecnie w rękach prywatnych. Opiekuje się m.in. budynkiem w brzeszczańskim przysiółku Bór, w którym w 1942 r. mieściła się karna kompania więźniarek. Prezentowane są tam eksponaty związane z więźniami.
Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 r., aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć kilkudziesięciu podobozów.
Pamięć ofiar KL Auschwitz oraz jego podobozów upamiętniono także w czwartek przed trzema pomnikami w Brzeszczach i pobliskich Jawiszowicach, gdzie działał podobóz Jawischowitz. Pierwszy transport 150 więźniów z Auschwitz został tam skierowany 15 sierpnia 1942 r. Byli to Żydzi deportowani z Francji. Podobóz był pierwszym w niemieckim systemie obozowym, w którym więźniowie pracowali pod ziemią. W 1944 r. podobóz osiągnął maksymalny stan liczbowy - ponad 2,5 tys. osób. W 95 proc. byli to Żydzi. Jedynym obiektem po tym obozie jest budynek dawnej obozowej łaźni.
Główne uroczystości 77. rocznicy wyzwolenia nazistowskiego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau rozpoczęły się w czwartek po południu. Z uwagi na pandemię w ceremonii bierze udział ograniczona grupa, głównie ocalonych. Wydarzenie można śledzić w internecie. Podczas uroczystości zamiast przemówień polityków zapadnie - jak informowało Muzeum Auschwitz - „wymowna minuta ciszy i refleksji".
Internauci usłyszą przemówienia pięciogra ocalonych: Haliny Birenbaum i Bogdana Bartnikowskiego, urodzonych w Warszawie; oraz Elisabeth Silberstein Bence, Judith Spielberg Mittelman i Edith Friedman Grosman, które - w odtworzonym nagraniu - będą wspominały pierwszy transport Żydów do Auschwitz. Deportowanych w nim zostało 999 Żydówek ze Słowacji. Dotarły do Auschwitz 26 marca 1942 r. Transport 999 Żydówek z Popradu na Słowacji był pierwszym zarejestrowanym, który został skierowany przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy do Auschwitz w ramach "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej".
To właśnie początek zagłady w Auschwitz wiosną 1942 r. ma być głównym motywem tegorocznych obchodów. Wówczas to Niemcy rozpoczęli masowe deportacje Żydów do Auschwitz, a władze obozowe zdecydowały o utworzeniu dwóch prowizorycznych komór gazowych w pobliżu obozu Auschwitz II-Birkenau, obok nich najpierw kopano masowe groby, a następnie ciała ofiar zaczęto spalać na wolnym powietrzu.
Czwartkowe uroczystości zwieńczy wspólna modlitwa w intencji zgładzonych, ocalonych i o pokój na świecie.
Transmisja obchodów jest m.in. na stronie internetowej www.auschwitz.org.
Wydarzeniu patronuje prezydent RP Andrzej Duda.
Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 r., aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała zarazem sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości.
W 2005 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych uchwaliła dzień 27 stycznia Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu.
77 lat temu Armia Czerwona wyzwoliła niemiecki obóz Auschwitz
27 stycznia 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej otworzyli bramy niemieckiego obozu Auschwitz. Skrajnie wyczerpani więźniowie, których było w nim jeszcze ok. 7 tys. - w tym pół tysiąca dzieci - witali ich jako wyzwolicieli.
Niemcy rozpoczęli przygotowania do likwidacji Auschwitz w sierpniu 1944 r. Sukcesywnie ewakuowali więźniów w głąb Rzeszy. Do połowy stycznia 1945 r. wyekspediowali ok. 65 tys. osób, w tym niemal wszystkich Polaków, Rosjan i Czechów. Mimo zbliżania się oddziałów sowieckich Niemcy kontynuowali uśmiercanie Żydów. Komory gazowej po raz ostatni użyli w listopadzie 1944 r.
Pod koniec 1944 r. Niemcy palili dokumenty i zacierali świadectwa zbrodni: zasypywali doły z ludzkimi prochami, rozebrali do fundamentów krematorium IV i przygotowali do wysadzenia pozostałe trzy. Zniszczyli je tuż przed opuszczeniem obozu.
17 stycznia 1945 r. odbył się w KL Auschwitz ostatni apel. Stanęło do niego 67 012 więźniarek i więźniów, w tym w obozie Auschwitz I i Auschwitz II-Birkenau 31 894, a w podobozach 35 118 osób.
Ostateczną likwidację obozu Niemcy zaczęli, gdy ruszyła ofensywa sowiecka. Rozpoczęli ewakuację więźniów "marszami śmierci". Z obozu macierzystego Auschwitz I oraz podobozów wyprowadzili 58 tys. osób.
Piesze kolumny docierały głównie do Wodzisławia Śląskiego i Gliwic, skąd otwartymi wagonami transportowano ich do obozów w głębi Rzeszy. Podczas akcji zginęło co najmniej 9 tys. więźniów.
W Auschwitz i Birkenau zostało ok. 9 tys. więźniów, w tym ok. 500 dzieci. Esesmani uznali, że nie nadają się do pieszej ewakuacji i zamierzali ich zgładzić. Zdążyli zabić ok. 700 z nich.
26 stycznia obóz opuściła większość załogi. Więźniowie, nie zważając na ostrzeliwujących ich ostatnich wartowników, szukali żywności i odzieży. Wielu zginęło. Umierali też z powodu zjedzenia zbyt dużych ilości żywności. Część więźniów, głównie personelu szpitali obozowych, podjęła próbę samoorganizacji życia obozowego i pomocy obłożnie chorym.
Rozkaz zajęcia Oświęcimia otrzymała 60. Armia I Frontu Ukraińskiego, która nacierała lewym brzegiem Wisły od strony Krakowa w kierunku Górnego Śląska. Celem było częściowe okrążenie Niemców i zmuszenie do wycofania się z niezwykle ważnego regionu przemysłowego.
26 stycznia czerwonoarmiści przekroczyli Wisłę. Dzień później zwiadowcy 100. Lwowskiej Dywizji Piechoty przed południem weszli do podobozu Monowitz. W południe dotarli do centrum Oświęcimia, a krótko potem skierowali się w rejon obozu macierzystego Auschwitz I i obozu Auschwitz II-Birkenau. Przy pierwszym napotkali na opór wycofujących się Niemców, który przełamali. Obozy wyzwolili ok. godz. 15.
W walkach z Niemcami w rejonie Auschwitz I, Auschwitz II-Birkenau, podobozu Monowitz i miasta Oświęcim zginęło 231 żołnierzy Armii Czerwonej. 66 zginęło w strefie obozowej.
W Auschwitz, Birkenau i Monowitz wyzwolenia doczekało łącznie ok. 7 tys. więźniów. Armia Czerwona wyzwoliła też pół tysiąca więźniów w podobozach w Starej Kuźni, Blachowni Śląskiej, Świętochłowicach, Wesołej, Libiążu, Jawiszowicach i Jaworznie.
Zdaniem historyków Muzeum Auschwitz, Armia Czerwona nie była w stanie wcześniej dotrzeć do Auschwitz, gdyż bliższe informacje o obozie otrzymała dopiero po zajęciu Krakowa, 18 stycznia.
Część byłych więźniów tuż po wyzwoleniu wróciła do domów. Pozostali zostali umieszczeni w szpitalach zorganizowanych w byłych już obozach przez sowieckie wojskowe służby medyczne oraz mieszkańców Oświęcimia i okolicy. Leczonych w nich było ponad 4,5 tys. byłych więźniów z ponad 20 krajów, w większości Żydów. Wśród nich było ponad 200 dzieci. Chorzy znajdowali gościnę w prywatnych domach. Większość byłych więźniów opuściła szpitale w ciągu trzech-czterech miesięcy po wyzwoleniu.
Niemcy założyli obóz Auschwitz latem 1940 r., aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości.