"Marek Lasota,choć związany z Krakowem, mieszka w Olkuszu, a pracuje głównie w Wieliczce i będzie musiał opierać się na doradcach, którzy będą go instruować i mogą nim manipulować" - oceniał prezydent Krakowa. Kandydat zjednoczonej prawicy na prezydenta swoja kampanię wyborczą ma rozpocząć dziś od wizyty w Nowej Hucie.
Zapis rozmowy Jacka Bańki z prezydentem Krakowa, Jackiem Majchrowskim.
Ma pan z kim przegrać w listopadowych wyborach?
- Pan mnie pyta, jak kiedyś premiera Tuska.
A jest z kim?
- Zawsze jest. Nigdy nie można być zbyt pewnym siebie. Wybory to wybory.
Mówię o Marku Lasocie. Jest ceniony i ma dobre nazwisko. Chyba nie można odpuścić tej kampanii?
- Nie zamierzałem odpuszczać. Mogę potwierdzić, że Marek Lasota jest zdolny, inteligentny i kulturalny. Problem jest jeden. Jest tak jak z premierem Buzkiem. Kto inny firmuje a kto inny podejmuje decyzje. Wiadomo, że to nie on jest główną postacią. Na konferencji prasowej byli panowie Gowin, Adamczyk i Terlecki, którzy moderowali dyskusję.
Czyli według pana Krakowem moderowaliby posłowie PiS?
- Boję się, że nie tylko z tylnego siedzenia. Boję się, że by weszła cała grupa ludzi do urzędu. To niebezpieczeństwo.
Na czym polega to niebezpieczeństwo?
- Na tym, że fachowców zastąpi się pseudopolitykami.
Rozumiem, że liczy pan w II turze na poparcie PO?
- Ja zawsze mówiłem tak, że nie liczę na żadne partie, ale na mieszkańców. Pracuję dla mieszkańców a nie dla partii. Wszystkie partie krakowskie składają się z kilkudziesięciu, kilkuset członków. To jest w sumie około 2000 osób. Większość z nich to nie są działacze, ale członkowie.
Zawsze jest tak, że pan rozgrywa środowiska polityczne. Raz popiera pana PO a raz PiS. Pewnie teraz też tak będzie. Tym bardziej, że do zarządu regionu PO wraca Ireneusz Raś, sygnatariusz porozumienia pana z PO.
- To jest pytanie do PO a nie do mnie. Nie wiem, jak będzie.
Ale nie liczy pan na poparcie?
- Ja liczę na rozsądek.
Jak pan słyszy Marka Lasotę, który mówi o źle, które się dzieje w Krakowie, to co pan myśli?
- Muszę powiedzieć, że to dotyczy wcześniejszej wypowiedzi. Marek Lasota niestety będzie instruowany. Ktoś kto mieszka w Olkuszu, nie może znać Krakowa od podszewki. Będzie się opierał na doradcach, którzy mu powiedzą bzdury. On to będzie powtarzał w dobrej wierze. To określenie, że dzieje się zło jest PiS-owską retoryką. Jak nie oni, to wszystko jest złe.
Zatrzymam się przy roszadach. Są jakieś rozmowy z PO?
- Nie. Czytam komentarze i nie prowadzę rozmów z żadnymi partiami. Nie ma mowy o koalicjach. Ja się dziwie ludziom, którzy to opowiadają. Nie wykluczam, że na moich listach do rady miasta będą osoby związane z różnymi środowiskami, ale to nie są osoby desygnowane przez partie, ale które ja wybrałem.
Wybrał pan osobę ze środowiska Jana Hartmana?
- Oni mi podrzucili listę i jedną osobę wybrałem. To rozsądny młody człowiek, na którego warto postawić. Nie jest zacietrzewiony ideologicznie.
Kiedy poznamy plan na Kraków? Niezależni już opowiadają o swoich pomysłach.
- Ja przedstawię program, jak zarejestruję cały zespół. Wtedy będzie program.
Czyli jeszcze kilka dni?
- Jeszcze kilka dni. Do 7 października można rejestrować.
Mamy ponad 430 projektów w ranach budżetu obywatelskiego. Jak pan na to patrzy to myśli pan, że się udało czy wyszedł potworek?
- Częściowo się udało. Jak idzie o główne dzielnicowe sprawy, to się udało w 80%. Aczkolwiek trudno powiedzieć, żeby to były powalające pomysły. To powtarzanie tego, co się dzieje normalnie. Jak idzie o ogólnomiejskie projekty, to jest tak jak przewidywałem. Wszyscy mi mówili, dlaczego nie wierzę. Nie sądziłem, że mieszkańcy będą w stanie skonstruować taki program. Paru się to udało i chwała za to. Jednak zaczyna się polskie piekiełko. Dostaję skargi od jednej grupy, że trzeba ukrócić inny projekt.
Weźmy dwa projekty z tych ogólnomiejskich: remont podwórka w zespole szkół lub plac zabaw przy ulicy Padniewskiego. Gdzie to jest?
- To typowo dzielnicowy projekt.
Jakie wnioski na przyszły rok? Będzie mniej czy więcej pieniędzy?
- Ja uważam, że pieniędzy powinno być więcej. Rozmawiałem z panem Dziewitkiem, który wyszedł z pomysłem. On powiedział, że to jest projekt edukacyjny. On dopiero zadziała za 2-3 lata. Niektórzy to już chcieli robić, ale to się nie udało. Za 2-3 lata będą dobre projekty. Ja uważam też, że większość funduszy, które są dzielnicowymi, powinna być dzielona jako projekty obywatelskie. Ci ludzie są blisko mieszkańców, niech słuchają i dzielą. To by kilkukrotnie podniosło wskaźnik finansowy. To co nie wejdzie w ramach głosowania powinniśmy włożyć do przyszłego budżetu.
W tym roku było 4,5 miliona. Ile będzie w przyszłym roku?
- Nie jestem w stanie tego powiedzieć, ale znacznie więcej.