Jak przedstawia się Pan dziś – jako szeregowy urzędnik?
Wczoraj ktoś zwrócił się do mnie „Panie Łukaszu” i to było miłe. A tak zupełnie poważnie - jako pracownik. Po prostu.
Jak pan jako pracownik czuje się z tym, co się wydarzyło? Był urlop, telefon w trakcie urlopu, sporo kontrowersji.
Myślę, że taka jest kolej rzeczy. To było 10 lat pracy. Udało się zrobić bardzo dużo i jestem dumny z firmy, z zespołu, z ludzi, z którymi współpracowałem. Prezydent jest pracodawcą i realizuje swoją politykę kadrową. Rolą pracownika nie jest ocenianie tych decyzji, tylko podporządkowanie się im. Jest decyzja – ja się jej podporządkowuję. Patrzę spokojnie w przyszłość i myślę o nowych wyzwaniach.
Na razie zostaje pan w urzędzie ze względów formalnych.
Tak. Obowiązuje trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Jest wiele spraw do zamknięcia. To zbyt duży obszar działania, by jednego dnia – jeszcze pierwszego po urlopie – zrobić „cięcie brzytwą”. To byłoby niekorzystne dla funkcjonowania jednostki. Dlatego obowiązki będą przekazywane stopniowo. Dyrektorem już nie jestem, ale są zobowiązania, spotkania i projekty, które trzeba dokończyć i przekazać następcom.
Kto obecnie pełni obowiązki dyrektora?
Dotychczasowy zastępca.
Po ogłoszeniu decyzji pojawiły się listy poparcia - od organizacji transportowych i od pracowników. To była duża fala wsparcia.
To bardzo miłe, zwłaszcza że w publicznej dyskusji wokół mojego nazwiska nie brakowało złych emocji. Byłem pozytywnie zaskoczony skalą wsparcia i merytoryczną oceną tego, co udało nam się zrobić. Moją rolą było zarządzanie zespołem, który te projekty realizował. Reakcja pracowników była dla mnie ważna - pracowaliśmy w formule partnerskiej, zżyliśmy się przez lata, budowaliśmy tę instytucję od początku.
Uważam - to oczywiście subiektywna ocena - że osiągnęliśmy bardzo dużo. Jesteśmy dobrze oceniani w kraju przez inne zarządy transportu, zarówno pod kątem projektów, jak i codziennego zarządzania, nie tylko transportem zbiorowym. Dzięki współpracy w ramach europejskich struktur mamy możliwość porównywania się z innymi i wypadamy naprawdę dobrze. Taka zmiana zawsze wywołuje emocje. Dla mnie ta fala wsparcia to najwyższa laurka za wspólną pracę.
Zgodzi się pan z opinią, że w całej tej referendalnej atmosferze został pan wystawiony na pierwszy ogień?
Nie komentuję tego. To są decyzje, którym trzeba się podporządkować. Od początku podejmowaliśmy trudne tematy - jak Strefa Czystego Transportu czy inne projekty budzące kontrowersje. Ktoś musiał je realizować w mieście. Nigdy nie baliśmy się wyzwań, więc przyjmujemy też wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą.
Jest jeden zasadniczy plus - kolejne decyzje transportowe nie będą już opatrywane pana nazwiskiem.
Tak, teraz będę mógł być obserwatorem. Życzę następcy - lub następczyni - jak najlepiej. Otrzyma świetny zespół, który ma jeszcze wiele do zrobienia i sporo ambitnych projektów przed sobą. Nie mam w sobie złych emocji. Na pewno będzie więcej komfortu w patrzeniu z boku, bez konieczności firmowania wszystkiego twarzą i nazwiskiem.
Dziesięć lat to też ogromny bagaż doświadczeń.
Ogromny. Czasem żartowano, że jestem aktywistą. Jeśli tak, to teraz aktywistą z bardzo dużym bagażem wiedzy.