W hali odlotów najpierw pojawili się członkowie sztabu. Rozległy się zatem brawa, ktoś z tłumu zaintonował Mazurka Dąbrowskiego. Następnie wyszedł Adam Małysz i powinofował, że mistrzowie świata nie pojawia się na lotnisku. Jak mówił, taka była decyzja trenera.
Skoczkowie nie pojawili się na lotnisku, pojechali prosto do domu - mówi Adam Małysz@RadioKrakow pic.twitter.com/11UqthcVWu
— Teresa Gut (@TereskaGut) 5 marca 2017
Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner pół żartem pół serio powiedział, że z mistrzostw świata Polacy wracają z pięcioma medalami: „Oczywiście nominalnie są dwa, ale przecież drużyna otrzymała cztery i do tego dołożył Piotr Żyła swój brązowy. Myślę, że taki ciężar nie zachwiał samolotem. Wczoraj widać wyraźnie było w oczach zawodników szczęście. Bardzo się cieszyli. Tak naprawdę warunki w sobotę, w trakcie pierwszej serii sprzyjały +obiektywnej+ rywalizacji. W trakcie drugiej pogoda już była niepewna. W jej trakcie +kiksy+ przytrafiły się Austriakom, Niemcom, Norwegom. Jednak nie dlatego wygraliśmy, tylko dlatego, iż nasi zawodnicy skakali najrówniej”.
Szef "Pierwszego oficjalnego Fanklubu Kamila Stocha" z Proszowic Rafał Chmiela wracał z MŚ tym samym samolotem co skoczkowie: "Te emocje, które ostatnio przeżywali spowodowały, że są oni mocno wyczerpani" - tłumaczył dziennikarzom.
Kibice byli nieco rozczarowani. Niektórzy czekali od 16.00, niektórzy przyjechali specjalnie, licząc na autograf...
Przed polskimi skoczkami teraz turniej w Norwegii. Jak powiedział Adam Małysz, mają na odpoczynek kilka dni i w środę lub czwartek wylatują do Oslo.
MAMY ZŁOTO! Polska drużynowo w Lahti nie daje rywalom szans!
Teresa Gut/PAP/bp