"Cała ulica zamieniła się w szpaler różnokolorowych czapeczek i szaliczków, które ocieplają nasze słupki. Stroje przygotowujemy sami. Właściwie giną one codziennie, ale liczymy, że zabierają je ludzie, którzy też chcą ubrać swoje okoliczne słupki. Oczywiście również na znak sprzeciwu wobec pojawiania się w mieście tychże słupków" - tłumaczą reporterce Radia Kraków artyści.
Przez to, że na ulicy pojawiły się słupki, artyści nie mają gdzie zostawić samochodu i rozładować sprzętu. "Nasza pracownia znajduje się w pobliskiej kamienicy, na trzecim piętrze. Przywozimy tu ciężki sprzęt, np. 50-kilogramową dostawę gliny na zajęcia z ceramiki. Kiedy tu przyjeżdżamy, każdorazowo, niestety, łamiemy prawo. Na całej ulicy wprowadzono bowiem zakaz zatrzymywania się i postoju. Inne argumenty nie trafiają. Nawet jeśli nie uda się niczego wywalczyć, to niech nasza akcja będzie jakimś komentarzem. Jest równie absurdalna jak absurdalne są ostatnio poczynania ZIKiT-u w mieście" - komentuje artystka.
Jak mówi Michał Pyclik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu - ta akcja ociepla wizerunek słupków, ale nic nie zmieni, bo na tej ulicy jest zakaz zatrzymywania i postoju, który wcześniej - gdy stał tylko znak - nie był przestrzegany.
(Dominika Baraniec/ew)