"Usuwaliśmy inwazyjne gatunki roślin, a przy okazji czyściliśmy rowy melioracyjne. Spowoduje to obniżenie poziomu wód gruntowych i wyrównanie się przyrodniczo, tego, co tam jest. Obiektem ochrony są łąki, a nie tereny bagienne. Nieprowadzenie prac spowodowałoby, że łąki nowohuckie zmieniłyby się w bagno. A żyjące tam mrówki i modraszki nie byłyby w stanie funkcjonować ze względu na podmokłość terenu" - tłumaczy w rozmowie z Radiem Kraków Piotr Kempf.
Jak dodaje, użycie ciężkich maszyn było konieczne ze względu na niespotykany dotąd poziom wód gruntowych, wynikający z zaniechania wcześniejszych prac, pod naciskiem stowarzyszenia Łąki Nowohuckie.