Pan Wojciech został przewieziony do Szpitala w Nowym Targu. Tam okazało się, że lekarze nie są w stanie przyszyć ręki, a następnie, że żaden z ośrodków w Polsce tego dnia nie pełnił dyżuru replantacyjnego.
Pomocy udzielił szpital imienia Rydygiera w Krakowie, który wykonał operację. W trakcie dnia wolnego pacjenta przyjęła ordynator Małopolskiego Centrum Oparzeniowo-Plastycznego Anna Chrapusta.
Karetką pojechałem do szpitala w Nowym Targu. Powiedzieli mi, że tylko mogą mi zrobić kikuta, bo nie dadzą rady przyszyć tej dłoni. Powiedziałem, że z kikutem to tak nie bardzo. W końcu wzięli mnie do Krakowa do szpitala Rydygiera. Nie bolało nawet, jak było urżnięte. Jak zobaczyłem przyszytą dłoń, łzy mi się polały. Wielkie szczęście, że to się wszystko jeszcze rusza
- mówi pan Wojciech.
Już rusza palcami tak, jak pozwala na to opatrunek. Ja zawsze bardzo pilnuję, żeby stabilizacja kostna była tak wykonana, żeby pozwalała na ten ruch i zabezpieczenie się przed wzrostem rekonstruowanych ścięgien w tym miejscu, gdzie się je szyje. Za jakieś pięć tygodni będziemy robić rentgen kontrolny. Za pięć do siedmiu tygodni będę usuwać mu druty i wtedy będzie mógł rozpocząć już rehabilitację profesjonalną. Za około sześć miesięcy będziemy sprawdzać powrót czucia
- wyjaśnia Anna Chrapusta.
Od momentu wypadku do przetransportowania pacjenta do szpitala Rydygiera minęło sześć godzin. Operacja trwała kolejne sześć. Mężczyzna w piątek wraca do domu. Konieczna będzie rehabilitacja i obserwacja ręki. Może już ruszać palcami, ale nie ma czucia.