"W Rzeszowie się da, w Krakowie, jak zwykle się nie da. Procesy decyzyjne w Krakowie przebiegają powoli. Pewnie nie doczekamy się w tym sezonie grzewczym żadnych systemów oczyszczania powietrza w żłobkach i przedszkolach. Władze Krakowa powinny podjąć wszystkie działania, które ochronią dzieci. To grupa bardzo narażona na złą jakość powietrza" - tak opieszałość krakowskich urzędników komentuje Andrzej Guła z Krakowskiego Alarmu Smogowego.
Gdy w Rzeszowie rozpoczyna się montaż urządzeń, w Krakowie dopiero powstają ekspertyzy. Krakowscy radni przegłosowali uchwałę kierunkową, w świetle której urzędnicy magistratu mieli sprawdzić, czy taki pomysł jest możliwy do realizacji. Jeśli tak - mieli rozpocząć jego realizację.
- Kraków podchodzi do tego inaczej niż Rzeszów. Czekamy na ekspertyzę, która rozwieje wszelkie wątpliwości co do zastosowania tego rozwiązania. Jak będzie 100% pewności, że to rozwiązanie jest dobre, będziemy realizować ten projekt - mówi Jan Machowski z krakowskiego magistratu.
Miasto powołuje się na opinie Państwowego Zakładu Higieny oraz Instytutu Matki i Dziecka, w których - według Jana Machowskiego - znajduje się "szereg wątpliwości co do zastosowania tego systemu". Chodzi tu między innymi o to, że na polskim rynku nie ma urządzeń, które mogłyby oczyszczać powietrze w dużych pomieszczeniach, a także o kwestie zbyt dużego hałasu, który mogą powodować oczyszczacze. Jak się jednak okazało, miasto powołało się na dokumenty, których... nie było. Reporter Radia Kraków zadzwonił bowiem do Instytutu Matki i Dziecka i dowiedział się, że taka opinia dla UMK nigdy nie powstała. Urzędnicy uderzyli się w pierś. "Błędnie to zostało nazwane opinią. To było nasze wystąpienie do Instytutu Matki i Dziecka z prośbą o opinię na temat tego projektu. Dostaliśmy odpowiedź, że Instytut nie opiniuje takich projektów, bo nie ma doświadczeń w tym zakresie" - wyjaśnia rzecznik prasowy magistratu.
Drugą instytucją, która według magistrackich urzędników nie wystawiła pozytywnej opinii systemowi oczyszczaczy powietrza w żłobach, przedszkolach i szkołach, miał być Państwowy Zakład Higieny. Tam również zatelefonowaliśmy i również okazało się, że takiego dokumentu nie wystawiono.
Andrzej Guła dziwi się, że miasto nie tylko ociąga się z realizacją pomsłu, ale także - powołuje się na dokumenty, które nie istnieją. - Wracamy do tego krakowskiego "nie da się". Proces sprawdzenia systemu to przecież nic skomplikowanego. To wymaga dobrej woli, decyzji oraz szybkiego i sprawnego procesu. Być może mamy do czynienia z taką sytuacją, że tej dobrej woli nie ma - zastanawia się prezes Krakowskiego Alarmu Smogowego.
Przedstawiciel krakowskiego magistratu dodaje, że wkrótce powstanie ekspertyza, na podstawie której podjęta zostanie decyzja czy montować oczyszczacze powietrza w krakowskich placówkach edukacyjnych. Dla porównania, w Rzeszowie cały proces sprawdzenia funkcjonalności systemu antysmogowego w żłobkach, przedszkolach i szkołach trwał trzy tygodnie.
Krakowski radny miejski Łukasz Wantuch, który jest pomysłodawcą montażu takich urządzeń w placówkach edukacyjnych, chwali rzeszowskich urzędników za ich dynamiczne działanie w tej kwestii. "Rzeszów jest pierwszym miastem w Polsce, który coś takiego wprowadza. Mam nadzieję, że w Krakowie uda się to też zrobić. Może teraz pewne decyzje w Krakowie zostaną przyspieszone. Każdy sposób, który doprowadzi do pojawienia się tych oczyszczaczy w Krakowie, jest dobry" - mówi.
W Rzeszowie do końca sierpnia w żłobkach zainstalowanych zostanie 37 oczyszczaczy, które kosztowały 55 tysięcy złotych.
(Grzegorz Krzywak/ko)