Gdyby wniosek został złożony w ostatnim możliwym terminie, czyli 26 marca, referendum mogłoby zostać zorganizowane na przykład w długi czerwcowy weekend. Tego chce uniknąć Jan Hoffman, inicjator zwołania referendum.
- Jeżeli okaże się, że 58 tysięcy podpisów jest ważnych, wtedy dojdzie do referendum - podkreśla.
"Uważam, że referendum to najlepsze, co mogło mi się przytrafić jako politykowi" - to ostatni komentarz prezydenta Krakowa zamieszczony w jego mediach społecznościowych.
Aleksander Miszalski zapowiedział wielką korektę przepisów o strefie czystego transportu, darmowe niedziele w strefie płatnego parkowania oraz obniżkę cen biletów miesięcznych.
- Te trzy decyzje, które część mieszkańców zdenerwowały, korygujemy - dodawał.
W akcję zbiórki podpisów włączyły się największe partie opozycyjne - PiS, Konfederacja i ugrupowanie Grzegorza Brauna. Z kolei główny rywal Miszalskiego w wyborach samorządowych w Krakowie, Łukasz Gibała, przyznał, że opłaca część osób zbierających podpisy.
Zgodnie z przepisami, aby zwołać referendum w Krakowie, trzeba zebrać co najmniej 10 procent podpisów osób uprawnionych do głosowania, czyli w praktyce około 58-60 tysięcy mieszkańców. Sprawdzaniem ważności podpisów zajmie się PKW. Żeby referendum było wiążące, w głosowaniu musi uczestniczyć minimum 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborze prezydenta miasta. W tym wypadku to 158 tysięcy krakowian.