Czego dokładnie oczekują od władz miasta protestujący? Najważniejszym postulatem jest, by urzędnicy wycofali się z decyzji o przyjęciu planu zagospodarowania przestrzennego. Chodzi o 215 działek w różnych częściach Krakowa. Protestujący obawiają się, że po wprowadzeniu planu - na swoich działkach nie będą mogli wybudować na przykład domów jednorodzinnych czy budynków gospodarczych. "Nawet własnych działek nie możemy przeznaczyć pod budowę. My nie myślimy o sprzedaży ziemi, chcemy ją oddać naszym dzieciom. Czemu urząd to blokuje? Może ma w planach wykup od nas działek po niskich kwotach i sprzedaż właśnie deweloperom?" - mówią protestujący.
Urzędnicy z kolei tłumaczą, że celem planu ma być właśnie ochrona miasta przed chaotyczną zabudową przez deweloperów.
"Plan zagospodarowania przestrzennego dla zielonych terenów miasta musi zostać przyjęty" - tłumaczy wiceprezydent Krakowa Elżbieta Koterba. Jej zdaniem, mieszkańcy, którzy protestowali przed budynkiem magistratu nie rozumieją zamysłu urzędników. Jak podkreśla Koterba mieszkańcy mieli wystarczająco dużo czasu, żeby wypowiedzieć się w tej sprawie. "Plan był wyłożony do publicznego wglądu, wypowiedzieli się też wszyscy eksperci. Bez tych planów i ochrony terenów przed dalszym zainwestowaniem - Kraków bardzo dużo straci. Obserwujemy to już teraz. Jak się jedzie ul. Glogera w kierunku Zielonek. Tam już nie powstaje zabudowa jednorodzinna wolnostojąca, a wręcz koszarowa" - twierdzi wiceprezydent Krakowa.
Radni krakowskiego klubu Prawa i Sprawiedliwości deklarują poprawki w uchwale. Jak dodają, podczas przygotowywania planu zagospodarowania przestrzennego dla terenów zielonych postulowali, aby podzielić go na kilka mniejszych. Pomysł nie spodobał się jednak wiceprezydent Krakowa - Elżbiecie Koterbie, dlatego radni szukają teraz pomysłu na to jak pomóc protestującym. "Poprawka ta de facto wyłączy tereny spod planu miejscowego oraz spod ochrony przed zabudową. Chodzi o tereny, które bezpośrednio przylegają do zabudowy jednorodzinnej, gdzie nie ma presji deweloperskiej. Przyjmiemy jednolitą zasadę, która będzie w pewien sposób pokazywała, że nie ma równych i równiejszych. Żeby z jednej strony ludzie mogli budować się na własnych działkach, a z drugiej strony, żeby zieleń w Krakowie była chroniona i żeby można było poszerzać to w sposób cywilizowany" - wyjaśnia radny Włodzimierz Pietrus z krakowskiego klubu Prawa i Sprawiedliwości. Jak dodaje, liczy na to, że głosując radni wezmą pod uwagę argumenty protestujących.
(Joanna Orszulak/ko)