Konary to mała podkrakowska wieś licząca około 1000 mieszkańców. I właśnie w tej miejscowości funkcjonuje szkoła, która przyciąga rodziców z całego regionu. Sekretem jest teoria inteligencji wielorakich Howarda Gartnera, którą wykorzystują nauczyciele w pracy z dziećmi. Chodzi w niej o to, aby określić rodzaj inteligencji małego człowieka, a później dobrać odpowiednią metodę pracy - bo jak wierzą nauczyciele i dyrekcja placówki, inaczej należy uczyć dziecko uzdolnione matematycznie, a inaczej humanistę.
Czytaj: Inteligencja niejedno ma imię. Fenomen szkoły w Konarach
Jeszcze trzy lata temu szkoła była na skraju bankructwa. Teraz rodzice biją się o miejsca. Podczas ostatniej rekrutacji chętnych do klasy pierwszej było bardzo wielu, ale szkoła może utworzyć tylko jeden oddział. A rodzice blisko 20 dzieci nie chcą pogodzić się z faktem, że ich podania zostały odrzucone przy rekrutacji.
- Nasze dzieci nie zostały przyjęte, ale zasugerowano nam, że jest możliwość utworzenia dodatkowego oddziału. Wójt na początku był przychylny - mówi Radiu Kraków Joanna Puchała, której dziecko nie zostało przyjęte do szkoły w Konarach. Jak relacjonują rodzice, podczas rozmów między nimi a włodarzami gminy, wójt Piotr Piotrowski obiecał, że jeśli radni znajdą oszczędności, to dodatkowy oddział zostanie utworzony.
Radni oszczędności znaleźli. Uznali, że potrzebne 26 tys. zł. można przeznaczyć z pieniędzy zaoszczędzonych przy budowie chodnika. Wójt przygotował uchwałę. Niestety była niekompletna i radni nie mogli zagłosować. Zamiast poprawić niekompletną uchwałę, wójt znalazł dodatkowe wydatki. Jak mówi w rozmowie z Radiem Kraków, stoi przed wyborem: czy przeznaczyć 26 tys. na utworzenie dodatkowego oddziału dla dzieci spoza gminy lub 30 tys. zł na wydłużenie godzin otwarcia świetlic i etaty dla osób wydających posiłki na stołówkach. Rodzice twierdzą, że oszczędności są na tyle duże, że można sfinansować zarówno dodatkową klasę, jak i stołówki i świetlice.
- Nie chcę powiedzieć, że ci rodzice nie znają się na finansach, bo mają prawo wyrażać swoje opinie. Natomiast opieram się na tym, co powie finansista - mówi Piotr Piotrowski i dodaje, że wydanie blisko 60 tys. zł jest wykluczone. Rodzice nie rozumieją takiego zachowania.
- Wójt, jeśli zrezygnuje z utworzenia tej klasy, wykaże się dużą niegospodarnością. Obliczyliśmy, że ta klasa pomniejszy deficyt w budżecie o około 40-50 tys. zł w związku z subwencją - zaznacza jedna z mam, Marta Czarnecka. - Można spojrzeć przez pryzmat sześciu lat i mamy około 300 tys. do zagospodarowania - dodaje. Gmina dostaje rocznie blisko 9000 zł rządowej subwencji na każde dziecko. Rodzice przekonują włodarzy gminy Mogilany, że każde dodatkowe dziecko, to dodatkowe pieniądze. - O co tu chodzi, panie wójcie? To brak dobrej woli? - pyta Robert Sibila, ojciec, który chciałby zapisać do szkoły w Konarach nie tylko 6-letnie dziecko, ale także starszą córkę, która teraz uczy się w prywatnej szkole w Krakowie.
Rodzice próbują przekonać wójta od kilku miesięcy i jak mówią, do września będą próbować. Znaleźli dla swoich dzieci szkoły rezerwowe, ale nie ukrywają, że wolą je dowozić. - Jesteśmy zdeterminowani i będziemy robić wszystko, żeby to się udało. Jeśli nie, to pozostanie niesmak i poczucie niesprawiedliwości - dodaje jedna z mam, Ewa Kosmala.
(Teresa Gut/ew)
Obserwuj autorkę na Twitterze: