Zapis rozmowy Karola Surówki z Marcinem Hyłą z inicjatywy "Miasta dla rowerów".
Jest kolejna odsłona masy krytycznej w Krakowie. Rowerzyści z "akademickiej masy" przekonują, że jeszcze w Krakowie nie jest tak dobrze z infrastrukturą rowerową, jak być powinno. Zgadza sie pan, że jeszcze jest potrzebna praca?
- Tak, ale nie wiem, czy przez masę krytyczną. W masie bierze teraz udział 50-100 osób a przez rondo Mogilskie dzienie przejeżdża ich 7 tysięcy. 20-kilka lat temu, jak zaczynały się demonstracje rowerowe, to ludzie wyciągali rowery z piwnic i przywozili je samochodami na demonstracje. Dziennikarze się z tego śmiali. Teraz jak jedzie masa, to w przeciwna stronę jedzie tyle samo rowerzystów co w masie. W zeszłym roku było referendum, gdzie ludzie mogli się wypowiedzieć w sprawie ścieżek. 175 tysiecy osób zagłosowało za budową ścieżek rowerowych. To dotarło do polityków i są prace nad zmianą budżetu, nad wdrożeniem rekomendacji. Trzeba pamiętać, że od niedawna połowa mieszkańców Krakowa ma dostęp do podstawowej sieci rowerowej. Jest droga dla rowerów na ulicy Mogilskiej i na alei Pokoju. W ten sposób okazało się, że właściwie cała Nowa Huta, centrum, Krowodrza i Podgórze są ze sobą połączone.
Już teraz możemy być zadowoleni z sieci dróg rowerowych w Krakowie?
- Zadowoleni nigdy nie będziemy. Rowerzyści są zawsze roszczeniowi i zawsze im mało. Kraków jednak jest w tej dobrej sytuacji, że o ile faktycznie brakuje infrastruktury na południu, o tyle ta infrastruktura, która już jest, nie wymaga zaorania. To sukces. NIe jest tak jak w innych miastach, że istniejąca infrastruktura jest na przykład z kostki.
Rowerowe masy krytyczne jeździły także w innych miastach, na przykład na Podhalu. Jak to wygląda w innych miastach? Tam też jest ten rozwój?
- Dobre pytanie. Mamy 23. rocznicę masy krytycznej na świecie. Wtedy w San Francisco wybuchła pierwsza masa. Ona była też w Zakopanem. To miasto wymaga wstrząsu rowerowego. Była masa w Tylmanowej. Tam mieszkańcy mają problem z drogą wojwódzką. Tam te masy moga zrobić wiele dobrego.
W Małopolsce jest planowana budowa 700 kilometrów tras rowerowych, głównie wzdłuż rzek. Jak te inwestycje się zakończą, to będziemy mogli powiedzieć, że Małopolska jest województwem rowerów?
- Myślę, że tak. Trzeba pamiętać, że te 700 kilometrów w części będzie służyło mieszkańcom. Te trasy mają przyciągnąć turystów. Małopolska ma potencjał, ale trzeba wybudować łatwe i przyjemne trasy wzdłuż rzek, bo one nie płyną pod strome góry. Każda rodzina z dziećmi będzie mogła przyjechać i spędzić tydzień na rowerze. Może się pojawić ciekawa sytuacja, kiedy Małopolska będzie konkurowała z Austrią, która ma świetnie rozwiniętą turystykę rowerową, także dla osób starszych i dzieci. Szykuje się bardzo ciekawa zmiana. Nie tylko będziemy tu przyjeżdżać na narty, ale także na rower.