To kolejny już proces pseudokibiców Białej Gwiazdy w ostatnich miesiącach. Był to proces najważniejszy, bo dotyczył przede wszystkim trzonu "działalności biznesowej" Sharksów. W sumie chodziło o sprowadzanie z zagranicy, produkcję i wprowadzenie na polski rynek co najmniej kilku ton narkotyków - od marihuany, przez kokainę, po amfetaminę. Sąd uznał, że tym zajmowali się pseudokibice pod wodzą właśnie Pawła M. i Grzegorza Z. Łączna wartość nielegalnych substancji sięgnęła niemal 54 mln złotych.
Hersztem gangu był "Misiek". Gdyby pojawił się w sądzie, usłyszałby wyrok 6,5 roku więzienia. Jego prawa ręka, "Zielak", był na rozprawie w asyście funkcjonariuszy CBŚP, którzy dbali o jego bezpieczeństwo. On usłyszał - 9 lat więzienia.
Mimo że członkowie gangu o "Miśku" mówili, że "był dla nich jak papież" albo, że działali jak w stalinowskiej Rosji i "jeden telefon od Miśka wywoływał u każdego lęk", dostał on mniejszy wyrok, bo w sprawie Sharksów jest tak zwanym małym świadkiem koronnym. To między innymi jego zeznania pozwoliły na rozbicie gangu.
Poniedziałkowy wyrok to jeszcze nie koniec sprawy, bo jest on nieprawomocny. Dopiero gdy uprawomocni się ten, ale i inne, z poprzednich lat, wówczas zostaną one połączone. Właśnie wtedy zarówno "Misiek", jak i "Zielak" usłyszą, ile lat łącznie spędzą za kratami za działalność w "Sharksach". Na razie obydwaj panowie odpowiadają z wolnej stopy.