Lawrence’a Foster, rocznik 1941, ma problemy z poruszaniem się. Na co dzień korzystał z wózka inwalidzkiego, ale na estradę wszedł o własnych siłach, powoli, małymi kroczkami, jakby stopami chciał przytrzymać podłogę. W każdym kroku czuło się niepewność i strach, niemal drżenie jego mięśni. Ale gdy usiadł za pulpitem dyrygenckim i zaczął dyrygować, stał się młodszy o wiele lat, pełen werwy, ognia, precyzji i doświadczenia, które pozwoliło dać muzykom przestrzeń do gry; sugerować, ale nie przeszkadzać. Tak, już po pierwszych dźwiękach było wiadomo, że to jest ten sam artysta, który słynie z porywających, pełnych ekspresji interpretacji utworów o zróżnicowanym charakterze, prezentowanych z powodzeniem w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji; to jest ten artysta, który od lat promuje George’a Enescu.
W Filharmonii Krakowskiej zabrzmiały trzy utwory, kompozytorów z różnych lat, którzy urodzili się w Monarchii Austro-Węgierskiej, a więc pochodzili z tego samego tygla kulturowego: Tańce z Galanty Zoltana Kodaly’a, II Koncert fortepianowy A-dur Ferenca Liszta i Tańce słowiańskie Antonina Dvořáka. W partii solowej usłyszeliśmy bardzo młodego, 22-letniego, świetnego technicznie, pianistę z Izraela Yoava Levanona. Pięknie grał, żadnych trudności. Artysta ten, obdarzony jest wielką muzykalnością i urodą – bardzo podobny do młodego Liszta. I tak sobie wtedy pomyślałam o słynnym powiedzeniu, które tu idealnie pasowało: „młodzi biegają szybko, ale to starzy wiedzą dokąd powinni biec”. I ten duet Foster i Levanon, doświadczenie i młodość, wypadł bardzo dobrze. Ale prawdziwe mistrzostwo maestro Lawrence’a Fostera poczułam w tańcach Kodaly’a i Dvořáka. Tutaj zrodziła się jakaś niezwykła więź między dyrygentem a muzykami orkiestry. Grali jak uskrzydleni (doskonałe partie solowe muzyków orkiestrowych). O takich koncertach można powiedzieć, że zdarzyła się muzyka!
Warto zdawać sobie sprawę, że muzyka rodząca się w Monarchii Austro-Węgierskiej w XIX i na początku XX wieku stanowiła wyjątkowe zjawisko kulturowe, wynikające z wielonarodowego charakteru państwa. Współistniały tam bowiem tradycje niemieckie, węgierskie, czeskie, słowackie, chorwackie czy rumuńskie. Ta różnorodność sprzyjała powstawaniu stylów narodowych w muzyce, a jednocześnie utrzymywaniu silnych związków z tradycją wiedeńską. W tym kontekście szczególną rolę odegrali kompozytorzy właśnie tacy jak Franz Liszt, Antonín Dvořák oraz Zoltán Kodály, których twórczość ukazuje różne sposoby wykorzystania folkloru i tradycji narodowej w muzyce.
Między twórczością tych trzech kompozytorów można wskazać zarówno podobieństwa, jak i różnice. Wszyscy trzej postrzegali muzykę ludową jako ważne źródło inspiracji, jednak stosowali ją w odmienny sposób. Liszt traktował folklor raczej jako efektowny materiał stylistyczny, Dvořák – jako element budowania narodowej tożsamości w ramach klasycznej formy, natomiast Kodály – jako autentyczne źródło muzycznego języka, które należy zachować w możliwie niezmienionej postaci. Różnice te wynikają także z epoki: Liszt reprezentuje romantyzm, Dvořák późny romantyzm narodowy, a Kodály – muzyczny modernizm XX wieku.
Przyznam się, że głównie suita orkiestrowa Tańce z Galanty Kodaly’a, która zabrzmiała na koncercie w Filharmonii Krakowskiej, zrobiła na mnie największe wrażenie. Pojawiają się w niej melodie inspirowane tradycją węgierską regionu Galánta. Styl Kodály’a charakteryzuje się tu modalnością, nieregularnymi rytmami oraz większą prostotą faktury. Ale jak te wszystkie drobne elementy wyciągnął z tkanki muzycznej Maestro Foster, to mnie zachwyciło. Nie tylko mnie. Publiczność dziękowała długo, oklaskując artystów na stojąco. Warto było być na tym koncercie!