Idealny obwód czy dorodna korona? Co decyduje o tym, by zdobyć tytuł drzewa roku? Okazuje się, że strona wizualna nie jest taka ważna. Liczy się przede wszystkim to co jest niewidoczne na pierwszy rzut oka, czyli ciekawa historia. "Waunkiem przyjęcia do konkursu było zgłoszenie drzewa związanego z jakąś historią. Musiało to być drzewo z opowieścią. To drzewo ma udokumentowaną historię" - mówi Krystyna Śmiłek, zastępca dyrektora wydziału kształtowania środowiska krakowskiego magistratu.
Historia sięga daleko - do dawnych austriackich map, które powstały w czasie zaborów. "To były pierwsze mapy, które były od momentu zaboru robione. Tutaj są zaznaczone pozostałości lasu dębowego. On się ciągnął jak potok w stronę zachodnią" - mówi Piotr Gzyl, społeczny strażnik dębu.
Dąb Henryk jest najprawdopodobniej pamiątką po tym lesie. Samo drzewo widziało kawał historii. Niewiele brakowało, by Henryk został wycięty w czasie niemieckiej okupacji. Jego imiennik, Henryk Bartyzel od którego wzięła się nazwa dębu, ostrzegł jednak drwali, że to ważne miejsce na austriackich mapach. "Funkcjonariusz mówił, że on przedzwoni do Wiednia. Jeśli sie okaże, że kłamał to mieli go odpowiednio potraktować. Drugi raz się nie pokazali. W ten sposób drzewo stoi do dzisiaj" - dodaje Gzyl.
Henryk widział też stojącą obok niego radziecką katiuszę i rozbudowę zakopianki z gruntowego traktu do obecnej drogi z dwoma jezdniami. To nie oznacza jednak, że można go uważać za staruszka, ponieważ jak zapewniał reportera Radia Kraków Piotr Gzyl, przed dębem jeszcze wiele lat życia. "Spokojnie 100-200 lat. Pana dzieci powinny być pod tym drzewem i wnuki" - podkreślił. Ważne tylko by o niego dbać i odwiedzać, by Henryk mógł poznać nowe historie.
Henryk zdobył ostatecznie ponad trzy tysiące głosów. Sam dąb świętuje swój tytuł ogromną ilością żołędzi, które można znaleźć u jego stóp. Jak mówił Piotr Gzyl, dawno nie było ich tak wiele.
(Bartłomiej Grzankowski/ko)