Zacznijmy od Podgórza. Co sprawiło, że z dzielnicy, która niedawno uchodziła za gorszą część Krakowa, stała się dzielnicą modną, pełną kawiarni i z kładką?
- Tu pan wspomniał o tym czynniku. To kładka. Możemy krytykować rewitalizację Krakowa, brak spójności. Decyzja o budowie kładki była jednak dobra. Pytanie jak rozumiemy rozwój. Te zmiany, które zachodzą na Podgórzu są rozwojem, ale nie zawsze pozytywnym. Też zależy z czyjego punktu widzenia. Nie wszyscy mieszkańcy będą z tego zadowoleni. Dzielnica jednak ożyła. Na naszych oczach zachodzą tam zmiany. To zasługa kładki. Poza tym to bardzo atrakcyjna dzielnica, rozwój musiał się tam przedostać. Kładka pomogła. To naturalny proces. Kazimierz kiedyś był tam, gdzie niedawno było Podgórze. To też była dzielnica, gdzie się nie chodziło po zmroku. Na początku była kolonizowana przez artystów. Teraz jest przejęta przez biznes, turystów i rozrywkę. To też nie wszystkim odpowiada. Stąd kolonizatorzy zaczęli szukać nowych miejsc. Drugie w kolejnosci było Podgórze.
Trzecie w kolejności są Dębniki? Na razie nie tak ożywione, ale to scenariusz, który czeka każdą zabytkową dzielnicę?
- Każda z tych dzielnic ma swój charakter. Dębniki są bardzo zróżnicowane. Jak mówimy o Podgórzu to mówimy o starym Podgórzu. Już coś się dzieje wokół rynku dębnickiego. Ono ma jeszcze zaciszny charakter. Tam jest zwarta społecznosć mieszkańców. Na Podgórzu to się przerzedziło. Nie jest powiedziane, że na Dębnikach nie pójdzie to w tym samym kierunku. To też atrakcyjna dzielnica. Te procesy w ten sposób zadzałają.
Pewnym nowym zjawiskiem w Krakowie jest to, że niekoniecznie się jedzie w okolice Rynku Głównego, żeby miło spędzić czas. Zostaje się w swojej dzielnicy. Co się zmieniło w świadomości krakowian, że niekoniecznie jadą spotkać się pod Adasia?
- Między innymi to, że sa możliwości, żeby zostać u siebie. Kraków składa się z kilku miast historycznych. Wokół nich powstały lokalne tożsamości i społeczności. W momencie kiedy one zaczęły się rozwijać, są miejsca gdzie można spędzić czas, jest logiczne, że lepiej czas spędzić u siebie. Centrum jest zajęte przez turystów. NIe każdemu odpowiada zgiełk. Lokalne centra oferują coś bliższego i bardziej swojskiego. Nie jest to nakierowane na tłumy, ale na lokalnych mieszkańców.