Według przepisów, drzewa nie mogą rosnąć w odległości mniejszej niż 15 metrów, bo zagraża to bezpieczeństwu podróżnych. Krakowian bulwersuje jednak fakt, że władze miasta zgodziły się na wycinkę i nie zażądały od kolejarzy posadzenia nowych drzew. - Nie mogliśmy tego zrobić - tłumaczy Ewa Olszowska-Dej z krakowskiego magistratu. - Decyzja była wydawana nie na podstawie ustawy o ochronie przyrody, tylko na podstawie ustawy o transporcie kolejowym. Ta ustawa nie przewiduje wprowadzania żadnej rekompensaty, w przypadku drzew, które należy usunąć - dodaje Olszowska-Dej.
Jedyne, co pozostaje, to posadzenie przez PKP drzew z własnej woli albo zmiana ustawy. Zdaniem Olszowskiej-Dej błędem kolejarzy było to, że dopuścili do wyrośnięcia drzew w miejscu, gdzie nie powinno ich być.
Maciek Skowronek/jg