Obiekt przy ulicy Pachońskiego nie jest zwykłym kioskiem z logo piekarni, to kontener handlowy, który zgodnie z prawem jest traktowany jako budynek. Stoi poza "nieprzekraczalną linią zabudowy" - w planie miejscowym nazywa się tak granicę, poza którą nie można postawić żadnego obiektu budowlanego.
Magistrat nigdy nie wydał na pozwolenia, bo przepisy nie dają takiej możliwości. Dla właściciela rozwiązaniem problemu są tablice rejestracyjne. Dwie tablice znajdujące się na ścianie kiosku mocno dziwią okolicznych mieszkańców:
A rzeczywiście tu są dwie, bo pewnie buda podzielona jest na na dwie części, później to się łączy, tak podejrzewam. Kółek nie widać. To musi być pewnie ściągane jakimś dźwigiem. Pytanie właśnie, czy to traktowane jako pojazd, czy to już nie jest jako na stałe ustawione? Ktoś dla hecy tak przykleił, przecież to nie jest pojazd. Myślę, że może ktoś dzierżawi i stąd to się bierze. A tablica? Nie wiem. To jest taki mały kawałek trawnika i to wejście - nie od strony ulicy, tylko od strony parkingu - jest mało widoczne. W zasadzie z ulicy nie wiadomo co to jest.
500 złotych w kółko
Tablice są nieprzypadkowe. Pojawiły się dopiero, gdy sprawą zainteresował się Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Krakowie. W trakcie kontroli dzierżawca terenu przekonywał inspektorów, że kontener handlowy to dwie przyczepy na kołach, przykryte specjalnym materiałem i dlatego koła są niewidoczne. W ten sposób właściciel chciał udowodnić, że obiekt stoi legalnie i nie ma powodu do zmartwień. Jak komentuje Aleksandra Piotrowska z Akcji Ratunkowej dla Krakowa, która nagłośniła sprawę, to zwyczajne ignorowanie prawa:
Jest to problem ogólnopolski i narasta. Kraków to atrakcyjne miasto dla różnego rodzaju inwestycji. Jak widać są sposoby obchodzenia prawa budowlanego, prawa miejscowego (plan zagospodarowania przestrzennego), które ma porządkować przestrzeń dookoła nas.
Krakowski magistrat potwierdza, że piekarniany punkt to samowola budowlana. Sprawę bada PINB, ale tu zaczynają się prawne kruczki. Urzędnicy walczą nie z właścicielem kontenera, ale ze spółdzielnią mieszkaniową, która wydzierżawiła swój teren pod kiosk.
Na razie jest postanowienie wobec spółdzielni mieszkaniowej, która złożyła zażalenie do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Sprawa jest rozpatrywana, ale wydaje się, że WINB podtrzyma decyzję o samowoli budowlanej. Wtedy będzie nakaz rozbiórki, a jak nie, to kary. Mówimy o wielokrotności 500 złotych, karze, którą można powtarzać w nieskończoność
- wyjaśnia Dariusz Nowak z biura prasowego urzędu miasta.
Kiosk stoi przy ulicy Pachońskiego od listopada i na razie nie zanosi się na jego likwidację. Ze względu na skomplikowane przepisy i proces administracyjny - oraz możliwe odwołania - sprawa może ciągnąć się przez wiele miesięcy, a nawet lat.