Potem komisarz ma 30 dni na przeliczenie, czy zebrano wystarczającą liczbę ważnych podpisów.
Jeżeli okaże się, że 58 tysięcy podpisów, z hakiem, jest ważnych, to dojdzie do referendum. I mam nadzieję, że najpóźniej 24 maja Aleksander Miszalski zostanie przez mieszkańców odwołany, i jego Rada Miasta Krakowa też
- mówi Jan Hoffman, inicjator referendum w Krakowie.
Pomysł referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego pojawił się na początku roku. Dokument o zamiarze przeprowadzenia referendum trafił do komisarza wyborczego, a jego złożenie potwierdził Hoffman, który jest jedną z twarzy inicjatywy.
Po rejestracji komitetu rozpoczęła się zbiórka podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum. Zgodnie z przepisami trzeba zebrać co najmniej 10 procent podpisów osób uprawnionych do głosowania, czyli w praktyce około 58–60 tysięcy mieszkańców. Eksperci zwracają jednak uwagę, że nawet po zebraniu wymaganej liczby podpisów organizacja skutecznego referendum jest trudna, bo kluczowy jest jeszcze wysoki próg frekwencji potrzebny do jego ważności.
Referendum z kontekstem
Według informacji podawanych przez inicjatorów liczba podpisów szybko rosła. Najpierw mówiono o kilkunastu tysiącach podpisów, później o kilkudziesięciu tysiącach, a w ostatnich tygodniach organizatorzy twierdzą, że zebrali już ponad 80 tysięcy podpisów poparcia pod wnioskiem o referendum. Dane te mają jeszcze zostać formalnie zweryfikowane.
Inicjatorzy referendum wskazują kilka powodów, dla których – ich zdaniem – mieszkańcy powinni zdecydować o przyszłości prezydenta w głosowaniu. Wśród najczęściej wymienianych zarzutów pojawiają się przede wszystkim rosnące zadłużenie Krakowa oraz kontrowersje związane z planami wprowadzenia Strefy Czystego Transportu.
Sprawa referendum od początku ma też kontekst polityczny. Zwolennicy inicjatywy przekonują, że jest to narzędzie obywatelskiej kontroli nad władzą samorządową, przeciwnicy - że polityczną „dogrywką” po przegranych wyborach samorządowych przez opozycję.
Jeśli komisarz wyborczy uzna zebrane podpisy za ważne, kolejnym etapem będzie wyznaczenie terminu referendum. Żeby jego wynik był wiążący, w głosowaniu musi wziąć udział odpowiednia liczba mieszkańców. Dlatego, jak podkreślają eksperci, samo zebranie podpisów nie przesądza jeszcze o powodzeniu całej inicjatywy.