Spektakl „Wyspa” opiera się na osobistej historii reżyserki, Eugenii Balakirevej. Kanwę przedstawienia stanowią wspomnienia związane z białoruską wsią Pachomowo, która w latach 60. została zalana podczas budowy zbiornika wodnego systemu Wilejka–Mińsk. Przymusowe opuszczenie domu staje się punktem wyjścia do refleksji nad pamięcią i traumą. Uniwersalnym przesłaniem spektaklu jest także zaduma nad przyszłością – nad światem, który w obliczu licznych zagrożeń może utracić zarówno ludzi, jak i miejsca. Twórcy przyglądają się współczesności i stawiają pytania o odpowiedzialność za przyszłość: czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi na nadchodzące wyzwania?
Miejscem akcji jest m.in. dom, który ma zostać zburzony i zalany. Bohaterami spektaklu są mieszkańcy miejscowości: Ala (Marta Konarska), jej matka Halina (Bożena Adamek), silnie związana z tradycją i wioską, syn Igor (Karol Kubasiewicz), który marzy o wyjeździe, a także badacz sztuki ludowej i etnolog Damian (Krzysztof Zarzecki) oraz mieszkanka wsi Maria (Wanda Skorny). Akcja dramatu rozpoczyna się w chwili, gdy zapada decyzja władz zmuszająca mieszkańców do opuszczenia swoich domów.
Do jednego z tysięcy takich miejsc, które zniknęły z mapy w imię wielkiej idei postępu, trafia przybysz. Tak rozpoczyna się opowieść o wsi i o tożsamości. O mieszkańcach, którzy muszą opuścić swoje domy, by zrobić miejsce dla zbiornika wodnego, oraz o tym, co po nich pozostaje. Przybysz zbiera ślady przeszłości, spisuje tradycje i pieśni ludowe. Trafia jednak do miejsca, w którym nikt już nie śpiewa. Wyspa jest tym, co pozostaje po katastrofie – czytamy w materiałach prasowy teatru.
A tak o inspiracjach do spektaklu mówi reżyserka Eugenia Balakireva:
„Moją główną inspiracją do tego spektaklu jest historia mojej rodziny, która wywodzi się z małej wsi Pachomowo. Wsi, która w latach sześćdziesiątych została zalana, gdy w tym miejscu powstał wielki zbiornik systemu wodnego Wilejka–Mińsk. Kiedy byłam dzieckiem, moja babcia często opowiadała mi o swoim dzieciństwie w tej wiosce – o dziadkach, rodzinnych spotkaniach i o tym, jak gotowała jajka w piasku nad jeziorem, nad którego brzegiem stał ich dom. Opowiadała o tym z wielkim smutkiem, bo wiedziała, że dla mnie to już tylko historia, której nigdy nie będę mogła doświadczyć.
Moja matka jest przekonana, że pokoleniowa tułaczka – obejmująca ją, moją babcię, ciocię i mnie, bo mieszkamy w różnych krajach i nie mamy własnych domów – wynika z traumy, której moja babcia doświadczyła w tamtym czasie. Nie wiem, czy to prawda. Wiem tylko, że przez całe życie tęskniłam za czymś, czego nie ma. W tym spektaklu chciałabym choć na chwilę tego dotknąć. Inspirując się przeszłością i czerpiąc impuls z teraźniejszości, próbuję także dotknąć przyszłości, która z perspektywy mojego pokolenia nie wygląda najlepiej. Chciałabym zadać pytanie: czy jako ludzkość jesteśmy na nią gotowi? Czy zdamy egzamin z człowieczeństwa, kiedy pod wodą znajdą się całe kraje?”