Kalita miał potwierdzić u pracowników placówki, że muzeum poniosło koszty prac konserwatorskich, za które odpowiedzialna była zewnętrzna firma. Tymczasem zajęli się tym pracownicy etatowi.
"Z moich informacji wynika też, że Państwowa Inspekcja Pracy, która przeprowadzała w muzeum kontrolę, między innymi podnosi to, że pracownicy przeprowadzali tę konserwację w sposób który urąga przepisom bezpieczeństwa pracy" - mówi Adam Kalita.
Rzecznik Muzeum AK, Piotr Koziarz twierdzi, że pracownicy etatowi wykonywali tylko proste czynności przy konserwacji broni, takie jak dokumentacja fotograficzna czy czyszczenie.
"To jest zbyt duża rzecz, żebyśmy stracili nad tym kontrolę. To, że pracownicy wykonywali proste czynności pomocnicze - czyli kwestia reinwentaryzacji, nadanie nowych numerów, dokumentacja fotograficzna i wykonywanie prostych czynności podczas tej konserwacji - to jest rzecz naturalna" - powiedział w rozmowie z Radiem Kraków Piotr Koziarz.
Koziarz dodaje, że za konserwację kolekcji broni była odpowiedzialna firma, która opiekuje się całą ekspozycją Muzeum AK. Prace miały być wykonane w ramach wynagrodzenia ryczałtowego.
Kolekcja broni Muzeum AK jest jedną z największych w kraju i stanowi jeden z filarów ekspozycji stałej tej placówki. Zwiedzających przyciąga szczególnie cenny kanadyjski zbiór Stanisława Wcisło z różnymi typami broni długiej i krótkiej. Najstarsze egzemplarze pochodzą z połowy XIX wieku.
(Magdalena Zbylut/jp)