"Z uwagi na trwające postępowanie jest decyzja pana prezydenta o zawieszeniu pani dyrektor do momentu wyników postępowania" - mówiła wiceprezydent Krakowa ds. edukacji Katarzyna Cięciak. Wyniki postępowania mają być znane jeszcze w grudniu. Jak powiedział Radiu Kraków Artur Pasek z Kuratorium Oświaty, jeśli rzecznik po zebraniu dowodów potwierdzi, że w przedszkolu dochodziło do łamania prawa, o losie dyrektorki zdecyduje komisja dyscyplinarna.
Kuratorium może ukarać dyrektorkę naganą, a nawet wydalić z zawodu nauczyciela. Jeśli zaś uzna, że nie doszło do złamania prawa, postępowanie zostanie umorzone. Do czasu wyjaśnienia sprawy przedszkolem kieruje zastępca dyrektorki. - Obowiązki dyrektora powierzono osobie, która do tej pory pełniła rolę tak zwanego społecznego zastępcy. W małych przedszkolach nie ma formalnego stanowiska zastępcy i w przypadku nieobcności dyrektora taka osoba dostaje pełnomocnictwo" - mówi Dariusz Domajewski, zastępca dyrektora Wydziału Edukacji.
Zawieszona dyrektorka nie przychodzi do pracy, pobiera tylko zasadnicze wynagrodzenie.
Według relacji części rodziców przedszkolaki miały mieć zaklejane plastrem usta, miały być zmuszane do jedzenia, zamykane w łazience i straszone pobytem w kopalni. Trzy tygodnie temu, gdy sprawa wyszła na jaw, wiceprezydent Krakowa spotkała się z przedszkolankami. Nauczycielki potwierdziły tylko zarzut dotyczący wyjazdów do kopalni, mówiły też o podnoszeniu głosu na dzieci.
Z relacji rodziców wynika, że takie metody wychowawcze miała stosować woźna, która opiekowała się grupą trzylatków w czasie, gdy tę opiekę powinna sprawować dyrektorka. Tę kwestię również bada rzecznik dyscyplinarny. Woźna już wcześniej została zwolniona z pracy.
(Aleksandra Ratusznik/ew)
Obserwuj autora na Twitterze: