Dlatego z wielką ciekawością wybrałam się na koncert „1025. Muzyka Katedr”, który odbył się w poniedziałek, 25 sierpnia, w Bazylice Mariackiej. Wieczór był prezentacją trzech kompozycji Aleksandra Dębicza, pianisty i kompozytora, który od lat łączy z dużym powodzeniem muzykę klasyczną, filmową i improwizowaną. Były to: „Pasa Catedral” z 2019 roku oraz skomponowane w obecnym roku „Muzyka Katedr – Interludium” oraz specjalnie na zamówienie z okazji 1000-lecia koronacji i śmierci Bolesława Chrobrego sześcioczęściowy utwór – „1025”.
I od razu zaskoczenie: dawno nie widziałam tylu tak dobrych artystów razem na scenie. To była świetna wróżba, bo muzykę najnowszą trzeba wykonywać z najlepszymi. Tylko najlepsi mogą jej nadać odpowiedni kształt i sprawić, że nowe utwory będą nam się podobały, że zainteresują innych wykonawców i wreszcie, że wejdą w obieg koncertowy.
Tu solistami byli: Iwona Hossa, sopranistka niezwykle wszechstronna, obdarzona głosem o olbrzymiej skali, śpiewająca wysokie dźwięki na granicy ludzkiej możliwości. To dla niej pisał wysokie partie Krzysztof Penderecki, upewniając się czy będzie mogła zaśpiewać; Bartłomiej Nizioł – wirtuoz skrzypiec, m.in. laureat I nagrody w Konkursie Wieniawskiego z 1991 roku, zdobywca czterech Fryderyków za nagranie m.in. utworów Wieniawskiego i Bacewicz. Ale to nie wszystko, wśród solistów był jeszcze Maciej Frąckiewicz - wirtuoz akordeonu, który ma na swoim koncie prawykonania m.in. 100 utworów ,laureat Paszportu Polityki (2013) i także ,zwycięzca wielu międzynarodowych konkursów, w tym Konkursu Akordeonowym Arrasate Hiria (Hiszpania, 2012) oraz Łukasz Kuropaczewski – wirtuoz gitary, artysta który występuje w największych salach koncertowych, w tym w słynnej Carnegie Hall w Nowym Jorku, nagrywa płyty i prowadzi liczne lekcje mistrzowskie na wielu uczelniach zagranicznych.
Solistą (w pierwszym utworze) był także kompozytor – Aleksander Dębicz. To bardzo sprawny, koncertujący pianista, poruszający się w klasyce i jazzie. Tylko przypomnę, że nie tak dawno temu mogliśmy go usłyszeć z Orkiestrą Filharmonii Krakowskiej oraz z Sinfoniettą Cracovią wykonującego Gershwina. Do tego dodać trzeba jeszcze Orkiestrę św. Marcina pod dyrekcją Dariusza Tabisza.
Kulminacją tego wieczoru stał się utwór „1025”. Kompozycja została zainspirowana tysiącletnią historią polskiej państwowości. Nie zabrakło więc muzycznego odniesienia do słynnej średniowiecznej pieśni, polskiego hymnu „Bogurodzica”. Pod względem stylu ta opowieść połączyła brzmienia klasyczne i filmowe. Kompozytor nazwał ten styl bliski jego estetyce twórczej i określił go mianem „cinematic classical”. Słuchało się tej muzyki niezwykle dobrze, miała ona wyważone proporcje, ciekawą harmonię tonalną, piękne tematy i mistrzowskie wykonanie. Słychać było, że muzycy mają sporo przyjemności w prezentowaniu tych utworów.
Koncert „1025. Muzyka Katedr” miał trasę koncertową po Polsce i oprócz Krakowa był prezentowany jeszcze w: Kołobrzegu, Gnieźnie, Poznaniu, Wrocławie i Warszawie.
I jedno zdziwienie. W Bazylice Mariackiej koncert został nagłośniony. Czy było to niezbędne? Przecież przestrzeń katedr, do której nawiązywał ten projekt, jest najdoskonalszą przestrzenią dla muzyki pod względem akustycznym. Kiedyś przecież wiedziano jak budować aby dźwięk się dobrze rozchodził. I ten „dialog muzyki z średniowieczna przestrzenią”, o której pisał w programie Przemysław Kieliszewski, dyrektor artystyczny tego projektu, byłby pewnie bardziej intymny, gdyby nie był wspomagany elektroniką.
Ale koncert wspaniały. Warto było przyjść i posłuchać.