Choinek nie wolno wyrzucać do śmietników, ale przecież nikogo to nie obchodzi. Mieszkańcy pozbywają się ich cichcem w nocy, podobnie jak starych mebli, czy poremontowego gruzu.
Miasto wrpawdzie organizuje punkty odbioru choinek, ale jak przewieźć sypiące się drzewko? Tak źle i tak niedobrze.
Może więc kupować takie choinki, którym można dać drugie życie? Trzeba im wprawdzie poświęcić trochę czasu i uwagi, ale naprawdę warto.
Ta choinka ma 15 lat. To znaczy znam ją od 15 lat. Ile lat wcześniej rosła - nie wiem, gdy ją kupowaliśmy miała ponad metr wysokości.
Była wybrana starannie - sprawdziliśmy, czy nie ma zbyt przyciętych korzeni. Została delikatnie przewieziona i postawiona na parapecie. Brzydką doniczkę zasłonił papier w złote gwiazdki.
Okno było lekko uchylone, żeby nie było jej zbyt sucho i gorąco, nie zapominaliśmy o podlewaniu.
Stała dumna, błyszcząca, ozdobiona bańkami i lampkami, gałęziami okryła stos prezentów.
Poczekaliśmy na kilka cieplejszych dni, żeby nie przeżyła szoku termicznego i została wyniesiona na balkon. Tam, od czasu do czasu podlewana, z doniczką zasłoniętą przed mrozem, doczekała wiosny.
Wtedy - z panem zajmującym się zielenią wokół domu - znaleźliśmy jej miejsce. Została przesadzona i odpowiednio nawieziona. I tyle.
Dziś jest dużym, pięknym drzewem. Codziennie, gdy ją mijam mówię: cześć moja jodełko. A ona odpowiada świergotem stada sikorek, które znalazły schronienie między jej gałęziami.