Zapaść w całej Polsce
Polski Alarm Smogowy opublikował wyniki badania opinii gmin na temat programu "Czyste Powietrze". Ocena nowej wersji programu jest bardzo zła: skomplikowane zasady, przerośnięta biurokracja i ciągnące się miesiącami procedury, wykluczenie najuboższych oraz poważna zapaść wizerunkowa - to tylko niektóre z wymienianych problemów.
Mamy zapaść w programie. Wszystkie stare problemy zostały nierozwiązane: jak mieliśmy do czynienia z biurokracją, tak dalej mamy z nią do czynienia, jak były zatory i wielomiesięczne opóźnienia, tak nadal są. Nie ma też zainteresowania programem
- przekonuje Andrzej Guła z Alarmu Smogowego.
Statystyki potwierdzają diagnozę aktywistów. Od rozpoczęcia działania programu na nowych zasadach pod koniec marca do końca grudnia ubiegłego roku złożono niecałe 50 000 wniosków. W analogicznym okresie 2024 roku złożono ponad 205 000 wniosków, a więc 4-krotnie więcej. To dane ogólnokrajowe, a są gminy, gdzie sytuacja wygląda gorzej.
Przy obecnym tempie cele programu nie zostaną osiągnięte nawet za 40 lat. Jak przypomina PAS, celem rządowego programu jest wymiana źródeł ciepła i termomodernizacja 2,5 milionów do 2032 roku.
Dotacje dla najbogatszych i najwytrwalszych
Zastępca burmistrza Skawiny Tomasz Ożóg mówi otwarcie, że samorządy zabiegały o reformę "Czystego powietrza". Szczególnie ważna dla gmin była zmiana, dzięki której stały się operatorem programu - co pozwoliło wspierać bezpośrednio swoich mieszkańców, zarówno na etapie składania wniosku, jak i rozliczenia wniosku (wcześniej operatorami były wyłącznie Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej). Choć - oczywiście - wiąże się to z dodatkową pracą dla lokalnych urzędników.
Ożóg przyznaje jednak, że cała reszta wprowadzonych zmian pozostawia wiele do życzenia - i przytacza skawińskie statystyki:
Rok 2024. Wniosków do "Czystego powietrza": 254. Rok 2025. Wniosków: 56. Mamy pięciokrotny spadek zainteresowania programem. To wynika z kilku powodów, przede wszystkim barierą jest konieczność kompleksowego podejścia: teraz trzeba wykonać i wymianę źródła ciepła, i termomodernizację. Znaczna część naszych mieszkańców zrezygnowała już tylko przez ten fakt. Dlaczego? Bo to są ogromne pieniądze, a na zwrot czeka się długo. Ludzie woleliby to robić etapami.
Kolejnym straszakiem na potencjalnych beneficjentów programu jest konieczność wykonania audytu energetycznego budynku. To szczegółowa analiza techniczna, dzięki której można określić aktualne zużycie energii i dzięki temu przygotować najbardziej opłacalne metody jego zmniejszenia. Taki audyt to koszt około 2 tys. złotych i mieszkaniec musi wyłożyć te pieniądze z własnej kieszeni przed przystąpieniem do programu - bez gwarancji, że wyniki pozwolą na zakwalifikowanie się i w efekcie zwrot kosztów audytu.
Lidia Kuć, kierownik wydziału ochrony środowiska i gospodarki odpadami w Urzędzie Gminy Zabierzów, przyznaje, że poziom skomplikowania zasad i próg wejścia do programu są większe niż przed reformą - a więc odniosła ona wprost przeciwny skutek.
Mieszkańcy znacznie częściej potrzebują wsparcia naszych ekodoradców, jeśli w ogóle pozostaną wytrwali w tym, by wziąć udział w programie. W praktyce oznacza to zwiększenie liczby indywidualnych konsultacji. Kiedyś wystarczało jedno spotkanie, teraz to nawet kilka rozmów.
W Zabierzowie również spadła liczba wniosków mieszkańców o udział w programie. W 2023 roku było ich 234, w 2024 roku - 273, a w ubiegłym roku już tylko 42. Zainteresowanie "Czystym powietrzem" w tej gminie spadło więc aż siedmiokrotnie.
Ludzi od "Czystego powietrza" odstręczają też kolejki. W obydwu gminach część mieszkańców, którzy korzystali z programu przed reformą, nadal nie otrzymała zwrotu środków. Opóźnienia wypłat dotacji sięgają nawet kilku lat.
W ocenie samorządowców zmiany sprawiły więc, że program dotacji, który w zamyśle miał umożliwić transformację energetyczną przede wszystkim osobom uboższym, stał się dostępny wyłącznie dla tych, którzy nie muszą przejmować się uszczupleniem portfela o kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych na dłuższy czas.
Niepoprawny optymizm rządu
Relacje samorządów Skawiny i Zabierzowa są o tyle cenne, że to jedne z małopolskich gmin, które przez lata najprężniej działały na rzecz poprawy jakości powietrza. Tempo wymiany "kopciuchów" w obydwu gminach było albo dobre, albo bardzo dobre.
Zarówno Ożóg, jak i Kuć przyznają, że program jest potrzebny - tak mieszkańcom, jak i gminom. W zgodnej opinii samorządowców samorządowców zasady powinny być jednak maksymalnie uproszczone. Aby utrzymało się tempo wymiany bezklasowych bądź niskoklasowych źródeł ciepła, po reformie "Czystego powietrza" samorządy są zmuszone dać mieszkańcom alternatywę dla rządowego programu, a przez to - wydawać większe pieniądze na gminne programy dotacji. Takie decyzje zapadły w ostatnich miesiącach między innymi w Skawinie i Zabierzowie.
Andrzej Guła z PAS przekonuje, że po reformie - program potrzebuje kolejnej zmiany bądź dopracowania, bo walka ze smogiem w całym kraju wyhamowała. Jego zdaniem, impuls dałaby na przykład możliwość skorzystania z bonu na audyt energetyczny dla najuboższych, co umożliwiłoby im przeprowadzenie analizy bez ponoszenia kosztów. Ministerstwo Klimatu i Środowiska faktycznie rozważa wprowadzenie takiego rozwiązania.
Pomimo złych wyników programu oraz krytyki samorządowców i organizacji pozarządowych, stanowisko rządu pozostaje optymistyczne. "Zapewniam, że w programie dzieje się więcej niż kiedykolwiek" - mówiła w mediach w grudniu szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska. Fakty przeczą tym wypowiedziom nie tylko na poziomie lokalnym, małopolskim, ale i krajowym: w całej Polsce średnia liczba wniosków złożonych w 2024 roku wyniosła ponad 5 200 tygodniowo. Najnowsze dane ministerstwa pokazują, że w tygodniu od 17 do 23 stycznia złożono zaledwie... 643 wnioski.