|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
12 630 62 06 (reklama)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
reklama@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Profesor Paweł Laidler: Myślałem, że Hillary Clinton sobie poradzi, mimo że to była słaba i negatywna kampania

To już pewne. 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie republikanin Donald Trump. W kampanii pokonał, uważaną za faworytkę wyścigu do Białego Domu, demokratkę Hillary Clinton.

Posłuchaj rozmowy z prof. Pawłem Laidlerem

fot: RK

Republikanie zyskali także większość w Senacie i Izbie Reprezentantów. Co zwycięstwo Trumpa mówi nam o Ameryce i Amerykanach? Czy zrealizuje on swoje wyborcze obietnice, jak chociażby tę o budowie muru na granicy z Meksykiem? Co nowy prezydent Stanów Zjednoczonych będzie oznaczał dla Polski?

 


Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z prof. Pawłem Laidlerem, amerykanistą z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Jest pan zaskoczony tym wynikiem?

- Tak. Wielokrotnie powtarzałem, bez znaczenia jak układały się sondaże, że Hillary Clinton wygra. Mobilizacja elektoratu i wielkie wsparcie establishmentu partyjnego do tej pory wystarczały do pokonania przeciwnika. Myślałem, że Hillary Clinton sobie poradzi, mimo że to była słaba, negatywna i niemerytoryczna kampania. Myślałem, że zdobędzie tych kilkadziesiąt głosów elektorskich więcej. Tak się nie stało. To niespodzianka. Nerwowo reaguje świat ekonomiczny, wielu przywódców z dystansem odniesie się do zwycięstwa. Wszyscy pogratulują Trumpowi, ale nikt nie wie jakimi ludźmi Trump się otoczy i jaka to będzie prezydentura.

 

Co nam to mówi o Ameryce? Jak dzisiaj spoglądałem na szczegółowe dane exit polls, można się było z nich dowiedzieć, że na Trumpa głosowali częściej mężczyźni, na Clinton kobiety; na Trumpa częściej biali, na Clinton kolorowa ludność USA. Osoby z mniejszych miast to elektorat Trumpa, większe miasta to Clinton. Jaka Ameryka rysuje się panu z wyniku tych wyborów?

- Przez pryzmat elektoratu okazuje się, że te zapowiedzi, które od lat mają miejsce, że era białego człowieka się kończy, że elektorat latynoamerykański i afroamerykański będzie determinował kierunek wyborów... Były badania, które wskazują, że zmiany społeczne w stanach południowych spowodują, że niedługo żaden stan nie będzie czerwony.

 

Czyli republikański?

- Tak. Republikanie będą musieli zweryfikować swoje poglądy. Wydawało mi się, że pomysł z Marco Rubio – młodym politykiem - który ma latynoskie korzenie, to element nowej strategii. Jednak okazało się, że Trump, który mówił jak biały człowiek przez cała kampanię, osiągnął sukces. Mówienie wbrew tym mniejszościom, które w 2008 i 2012 roku zdeterminowały wynik wyborczy, może przynieść sukces. Tu dochodzi też element religijny. Mimo że Trump do tego się wiele razy nie odnosił, w stanach południowych silną pozycję ma religia chrześcijańska. Wyborcy, którzy się z tym utożsamiają twierdzili, że poprą Trumpa. Nie mamy jeszcze danych, ale rysuje się to w sposób zaskakujący w stosunku do przewidywań. Okazuje się, że kandydat mało republikański został wybrany przez tradycyjnych wyborców partii republikańskiej. To przywiązanie do wartości jest dla Amerykanów bardzo ważne, nawet jak nie są pewni, że ten kandydat te wartości będzie chronił.

 

Pan zgadza się ze stwierdzeniem, że o ile system instytucjonalnych i konstytucyjnych hamulców nie pozwoli mu zbytnio pogrzebać w krajowej polityce to będzie mógł narobić dużych szkód w polityce zagranicznej?

- I tak i nie. Jak chodzi o politykę wewnętrzną to trzeba patrzeć na wyniki wyborów do kongresu. Okazuje się, że w Izbie Reprezentantów i Senacie większość będą mieć Republikanie. Jak establishment partyjny będzie wspierał Trumpa to on jest w stanie przeprowadzić wszystkie reformy. On może wiele w kontekście gospodarczym i społecznym. Jak chodzi o politykę zagraniczną to zgadza się, że głównym aktorem tej polityki jest prezydent. Jak jest nawet kwestia ratyfikacji traktatów to wspiera go Senat. Znowu Trump miałby wsparcie. Jest tak, że prezydenci mają potencjał. Zawsze politykę zagraniczną determinuje to, co się dzieje na świecie. Można być przygotowanym lub nie, ale nagle jakieś wydarzenie spowoduje, że trzeba zareagować. W przypadku Obamy brak reakcji i niepewne reakcje osłabły jego pozycję. Drugi przykład z Obamy. Dano mu pokojową nagrodę Nobla zanim cokolwiek zrobił. On pierwszymi swoimi ruchami próbował pokazać, że będzie prezydentem, który zmienia retorykę Busha. Ona była inna. Czy Obama okazał się dobrym przywódcą świata, który walczy z terroryzmem i złem? Wiele decyzji było błędnych. Wiele słów nie zostało zrealizowanych. To pokazuje, że prezydent USA nie ma takich narzędzi, żeby zupełnie zmieniać kierunek stosunków międzynarodowych.

 

Do tego zwycięstwa przyczyniło się bardziej to, że Trump ujął ludzi prostymi diagnozami sytuacji, czy bardziej to Hillary Clinton i odchodząca administracja Baracka Obamy tak zniechęciła Amerykanów, że oddają pełnię władzy w ręce Trumpa?

- Na pewno establishment partyjny i tak zwany "Waszyngton" zniechęcił Amerykanów. Wahałbym się czy można powiedzieć o Trumpie jako o człowieku całkowicie antyestablishmentowym. Wielkie pieniądze powodują, że jest się blisko polityki.

 

Pamiętamy zdjęcia Trumpa jak się obściskiwał z Clintonami.

- Oczywiście. Trump grał na siebie, nawet nie na partię. Jego wygrana nie jest ideowa, ale polityczna. To wygrana człowieka, który działał antysystemowo. Siła twoja w słabości przeciwnika. Tak wyglądała kampania. Mało było pozytywnych elementów, budowania programu i odwoływania się do wartości. Dużo było pokazywania słabości przeciwnika. W ten sposób nie zyskiwaliśmy zwolenników, ale przeciwnik tracił. To była kampania czarnego PR. Trump odrobił zadanie lepiej. Clintonowie dali mu argumenty. Nieprawidłowości, maile – to dla Amerykanina większe zagrożenie niż to, że ktoś jest człowiekiem mówiącym różne rzeczy i zachowującym się mało moralnie. Billowi Clintonowi pewne rzeczy wybaczono. Ten kierunek negatywnej kampanii Clinton w stosunku do Trumpa okazał się mniej skuteczny niż to, że Trump wykreował Clinton jako osobę, która nie panuje nad tym co się dzieje wokół niej, albo świadomie działa na niekorzyść USA. On pokazywał, że to za nią stoi wielki biznes. On potrafił pokazać, że to zło i wszystko to co Amerykanom nie podobało się w prezydenturze Obamy, będzie kontynuowane. Postawcie na mnie, jest szansa, że Ameryka znowu będzie wielka. Choć nikt nie wie, do którego momentu w historii Trump się odnosił. Na pewno wielki dzień dla Trumpa jest dzisiaj.

 

Te obietnice i deklaracje typu – zbudowanie muru na granicy z Meksykiem, zniszczenie ISIS – będzie chciał aktywni zrealizować? Trump jest ich zakładnikiem czy odłoży te obietnice teraz do szuflady i będzie chłodnym pragmatykiem?

- Myślałem, że po prawyborach, które zawsze tak wyglądają, że trzeba się odróżnić od innych kandydatów, kampania główna będzie wyglądała inaczej. Sądziłem, że będzie pragmatyczna, Trump okaże się kandydatem, którego poprze większość przeciętnych wyborców Republikanów. Okazało się inaczej. On cały czas był tym samym Trumpem, który idzie wbrew poprawności, nie do końca wie jakie ma poglądy przeciętny wyborca Republikanów. Budowy muru jednak się nie wyparł. Było wiele spraw, o których mówił w różny sposób. Trudno się wypowiedzieć. On jest nieprzewidywalny. Trzeba patrzeć kto będzie jego sekretarzem stanu. Mówi się, że to będzie Rudolf Giuliani. Jak to będzie on to trzeba uspokoić świat, który się martwi o zbyt dobre stosunki USA-Rosja. Sam Giuliani nie ma o Putinie tak dobrego zdania jak Trump. Czy jemu da fotel Trump? Z drugiej strony kongres będzie hamował Trumpa. Jak Republikanie będą stać za nim murem to Trump będzie w stanie wybudować mur, zmienić prawo imigracyjne, nominować do sądu najwyższego człowieka, który będzie miał bardzo podobne poglądy jak Scalia [zmarły na początku roku, wpływowy i znany ze swych konserwatywnych poglądów sędzia Sądu Najwyższego USA - przyp. red.] i wtedy większość będą mieć dalej konserwatyści. Będzie pytanie na przykład o legalizację małżeństw homoseksualnych. Rok temu sąd najwyższy uznał tę legalizację za właściwą. Jak zmieni się skład sądu to możliwe jest, że tu też dojdzie do zmian. Trump i Republikanie wygrywając, mają ogromny potencjał, żeby zrobić właściwie co chcą. Jedyne pytanie czy Trump się przeprosi z establishmentem, czy zaprosi do administracji znanych polityków republikańskich, czy będzie szukał wśród tych, którzy go popierali? Niewielu jest znanych polityków, którzy go poparli.

 

Jak ta prezydentura wpłynie na pozycję Polski w świecie i UE i na stosunki USA-Polska? Pamiętam wypowiedź Trumpa. On chwalił to, że Polska konsekwentnie podnosi swoje wydatki na zbrojenia. On też groził, że inni sojusznicy w NATO będą musieli płacić USA za to, że Ameryka chroni ich granice. Jak polityka Trumpa wpłynie na NATO i bezpieczeństwo?

- Mimo że Trump jest nieprzewidywalny i mówił wiele rzeczy, które sobie zaprzeczają, opcje są dwie. Trump może kontynuowac tę politykę. Pamiętajmy, ze Obama mówił wiele o zmianie polityki zagranicznej USA. W rzeczywistości ze względu na interesy amerykańskie i narzędzia, kontynuował politykę Busha. Tu też nie spodziewam się nagłego odwrotu. Sądzę, że w ramach NATO współpraca będzie nadal przebiegała w sposób dla nas satysfakcjonujący. Jednak może okazać się, że inne kraje – jak Francja – uzyskają bardziej istotny głos. One mogą wykorzystać moment zawahania Trumpa. Jest zaskakujące, że republikański kandydat mówił tak wiele o izolacjonizmie. To nie jest taki typowy "maverick" [człowiek politycznie niezależny - przyp.red.] republikański, który nawiązuje do tego, że armię trzeba wysłać i trzeba pompować wielkie pieniądze w militaria. Sądzę, że jak Trump chce uczynić Amerykę znów wielką, Trump nie będzie mógł się odciąć od kwestii militarnych, ale Ameryka nie zamknie nagle granic. Tak samo nie uważam, że nagle Ameryka zacznie w większym stopniu się zaangażuje w konflikt syryjski czy kwestie irańskie.

 

Pan uspokaja. Giełdy są dzisiaj na czerwono, kursy walut szaleją. Za 2 miesiące, po oficjalnym zaprzysiężeniu Donalda Trumpa, wszystko będzie się toczyć rytmem polityki realnej?

- Bilateralne stosunki polsko-amerykańskie nie ucierpią. Nie będzie nagłego odwrotu. Polska nie będzie państwem numer 1 w Europie. My będziemy skupieni na własnych sprawach, ale ochłodzenia stosunków też nie będzie. Pamiętajmy, że w czasie kampanii to Trump spotkał się z Polonią, nie Clinton. To oczywiście gest. Polonia wybiera. Oczywiście Polonia nie determinuje wyniku, ale był gest. Trump o NATO wtedy powiedział więcej niż w trakcie debaty. On wie co powiedzieć, żeby nas zadowolić. Tę retorykę będzie podtrzymywał. Patrzmy co się będzie działo na świecie. W przyszłym roku mamy wybory we Francji, w Niemczech. Jest Brexit, który następuje powoli. To pewne tendencje. Wygrana Trumpa wpisuje się w te tendencje, ten strach i zmianę podejścia społecznego do wielu kwestii: polityki, otwartości, politycznej poprawności. Trump nie będzie zmieniał świata, ale jak będzie miał coraz więcej współpracowników, którzy będą patrzeć tak jak on to pewnie globalnie ten świat będzie się trochę zmieniał.

0%
0%