|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Miasto na szynach? Nowy ruch w centrum Krakowa

Kolejna Otwarta Debata Radia Kraków. Tym razem dyskutujemy o nowej organizacji ruchu w centrum stolicy Małopolski.

Posłuchaj debaty

Fot. Marek Lasyk

W wakacje Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu chce zmienić organizację ruchu w centrum Krakowa – zmiany obejmą przede wszystkim okolice Filharmonii i ulicy Piłsudskiego oraz Kazimierz. Część ulic stanie się jednokierunkowa, znikną też miejsca do parkowania.

W ten sposób ZIKiT będzie chciał ograniczyć liczbę samochodów w centrum i wyprowadzić z niego ruch tranzytowy. W zamian wzmocniona zostanie komunikacja zbiorowa - tam, gdzie będzie obowiązywał ograniczony ruch, tam tramwaje kursować będą z większą częstotliwością. Jak ocenia ZIKiT, chodzi o kilkanaście procent kierowców, którzy mogliby zrezygnować z jazdy własnym samochodem na rzecz transportu publicznego.

O ograniczeniach ruchu i wzmacnianiu komunikacji zbiorowej podczas kolejnej debaty „Otwarte Radio Kraków” dyskutowali:

 Łukasz Franek - zastępca dyrektora Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu ds. transportu, radni Miasta Krakowa: Mariusz Kękuś, Aleksander Miszalski oraz miejscy aktywiści: Rafał Terkalski i Marek Gilarski. Prowadził Jacek Bańka.

 

Debata „Miasto na szynach? Nowy ruch w centrum Krakowa” - w skrócie

 

 

Reglamentacja ruchu w centrum

 

Łukasz Franek, zastępca dyrektora ZIKiT ds. transportu: "Siatka urbanistyczna jest ukształtowana. Jeśli zakładamy, że nie chcemy tego naruszyć, to jedynym sposobem jest zrównoważone zarządzanie przestrzenią. A to oznacza, że nie powinno być przesycenia jednego środka transportu, najmniej efektywnym jest samochód. To nie oznacza całkowitej likwidacji. Musimy wprowadzić rozwiązania dla obecnych potrzeb. Wiemy, że samochodów jest za dużo i jeśli mamy zadbać o wspomnianą równowagę, to musimy się zastanowić, kto może przyjechać samochodem, a kto nie".

 

Mariusz Kękuś, radny Krakowa: "Jestem przeciwny wszelkim zakazom i nakazom. Kraków rozwija się, ale to, co dzisiaj się dzieje, to chirurgiczne cięcie miasta jest wynikiem wieloletnich zaniedbań. Możemy zachęcać, zmuszać krakowian, by korzystali z komunikacji zbiorowej, ale dajmy im coś w zamian. Ile powstało parkingów P&R, jak skomunikowano je z centrum Krakowa, jak rozwija się kolej aglomeracyjna, jak wyglądają prace w kwestii metra? Jadąc tu do Radia patrzyłem na fatalny stan torowisk. Tramwaje w okolicy Salwatora jadą z prędkością 20km/h. Co z przepustowością? Druga sprawa to termin wprowadzenia zmian, czyli początek lipca. Mieszkańcy wrócą z wakacji i zastaną nakazy i zakazy. Dlaczego zaczynamy zmiany od środka, a nie od zewnątrz?".

 

Aleksander Miszalski, radny Krakowa: "Zgadzam się w jednym, że pewne zaległości infrastrukturalne w Krakowie urosły. Parkingi P&R się budują, ale są wstrzymywane przez protesty mieszkańców. W sprawie metra niewiele się wydarzyło, w kwestii ścieżek rowerowych, mimo że 85% głosujących w referendum poparło sprawę, wydarzyło się mniej niż przed głosowaniem. Miasto ma określoną pojemność. Komunikacji miejskiej nie przyspieszymy, bez ograniczenia ruchu aut. Trzeba działać w dwojaki sposób".

 

Marek Gilarski, miejski aktywista: "Jak słucham dyrektora Franka, to mam wrażenie, że jego wypowiedzi się nie zmieniają. Mówi długo o kiju, a w ogóle o marchewce. Zwiększmy najpierw egzekwowalność opłat w Strefie Płatnego Parkowania. Ja nie jestem od wyręczania urzędników".

 

Rafał Terkalski, miejski aktywista: "Chciałbym zauważyć, że wprowadzane zmiany są dla mieszkańców, a nie przeciwko nim. Tu chodzi de facto o oddanie miejsca mieszkańcom, to im umożliwi strefa zielona. Osoby, które muszą dojechać autem w centrum np. do szpitala, zatrzymują się w korku z osobami, które przyjeżdżają tu na 8 godzin do pracy". 

 

 

Strefa zielona - model, który się sprawdzi? Kraków zamknięty czy mobilny?

 

Łukasz Franek, zastępca dyrektora ZIKiT ds. transportu: "Wszelkie działania w kwestii mobilności zawsze obarczone są pewnym ryzykiem. Opieramy się na własnym doświadczeniu, czyli np. okolic placu na Groblach. To sprawdza się, rozmawiamy z mieszkańcami okolic. Opieramy się też na doświadczeniu innych miast. Ja do Radia przyjechałem klimatyzowanym autobusem, wcześniej tramwajem, który łatwo przejechał dzięki separatorom. Oczywiście infrastrukturalne potrzeby są, ale są też realizowane. Naprawdę transport zbiorowy w Krakowie, pomimo jakichś mankamentów, jest dobry, a nawet bardzo dobry. Rozmawiamy wyłącznie o dostępności samochodów. Natomiast każdym innym środkiem transportu można dojechać. Poza zamkniętymi osiedlami, każdy obszar w Śródmieściu jest dostępny. Jednak samochód, chociaż jest świetnym środkiem transportu, w przestrzeni zurbanizowanej ma cztery podstawowe wady: emituje spaliny, emituje hałas, jest niebezpieczny z punktu widzenia innych użytkowników, zajmuje przestrzeń.

 

Mariusz Kękuś, radny Krakowa: "Żeby rozpatrywać pomysł ZIKiT-u, wystarczy spojrzeć na Strefę Płatnego Parkowania. Zaczęło się od małej dzielnicy, a potem kolejni mieszkańcy kolejnych dzielnic wnioskowali o wprowadzenie u nich strefy. Dlaczego? Bo ruch i parkowanie przenosiło się do nich. To, co wprowadza ZIKiT, skończy się tak samo. Ci ludzie nie zrezygnują, ot tak, z samochodu. 10, 15% ludzi ma się przenieść do komunikacji zbiorowej - ilu tu ludzi? Czas na konkrety, a nie ogólniki. Czy komunikacja zbiorowa to pomieści? Zakazami i nakazami tego nie zdziałamy".

 

Łukasz Franek, zastępca dyrektora ZIKiT ds. transportu: Według wyliczeń, jeżeli 100 tysięcy ludzi trzeba przyjąć do komunikacji, to przyjmiemy to bez problemu.

 

Aleksander Miszalski, radny Krakowa: "A propos strefy parkowania. Zachęcam by spojrzeć na to jak ona działa, a w weekend... nie działa. Mieszkaniec nie jest w stanie ruszyć swego auta w weekend, bo nie znajdzie potem miejsca do zaparkowania, a jeśli to będzie to miejsce oddalone o kilometr od miejsca zamieszkania. Jak patrzy się na miasta europejskie, to widać udogodnienia w strefach - ale tylko dla mieszkańców. W czeskiej Pradze nikt się nie dziwi, że turysta nie wjedzie do samego centrum, bo 90% miejsc jest zarezerwowanych dla mieszkańców. Jeżeli kolejni mieszkańcy poproszą o wprowadzenie stref, to o to chodzi. Mieszkańcy będą mieli swoje miejsca, a przyjezdni, studenci będą musieli przestawić się na inne sposoby dojazdu.

 

Marek Gilarski, miejski aktywista: "Chciałbym odnieść się do konsultacji społecznych, które się odbywały. Było widać, że na spotkaniach w centrum było poparcie dla zmian, ale na Kazimierzu już nie. Na Kazimierzu będzie wprowadzona strefa B. Ale ZIKiT nie respektuje opinii społecznej wyrażonej w sposób najbardziej reprezentatywny. Wiemy, że kilku radnych dzielnicy I uznali projekt ZIKiT za antyspołeczny".

 

Aleksander Miszalski, radny Krakowa: "To jest tak, że jeśli na spotkanie przyjdzie 100 osób, a z tego spora część to stała reprezentacja z Podgórza i grupa przedsiębiorców z meleksów... Nie powiem, że wszyscy mieszkańcy Starego Miasta są za. Ludzie mają wątpliwości. Też nie wszyscy przychodzili na konsultacje. Jak ktoś jest za, to nie przychodzi i nie protestuje".

 

Rafał Terkalski, miejski aktywista: "W autobusie jedzie 150 osób i zajmuje mniej miejsca niż 150 aut. To jest twardy argument. Ja mieszkam w ok. drugiej obwodnicy i wolałbym by pod moim blokiem przejechał jeden autobus, a nie 150 aut. W Starym Podgórzu też bywam i gwarantuję, że można tam spokojnie zaparkować, tylko można to zrobić na przykład na ul. Smolki, a nie na Kalwaryjskiej". 

 

 

Dostęp do usług i szkół - koszty społeczne zmian

 

Łukasz Franek, zastępca dyrektora ZIKiT ds. transportu: "Po to były konsultacje społeczne, każdy głos mieszkańca jest ważny. Braliśmy pod uwagę wszystkie głosy, także te, które się powtarzały. Dominowała kwestia dowozu dzieci do szkół, a w przypadku szkół podstawowych rodzic ma obowiązek przyprowadzenia dziecka do szkoły. Szkoły średnie nie stanowią problemu. Ferie i wakacje pokazują, jak generuje się dodatkowy ruch w związku z dowozem dzieci do szkół. Rozumiem ten problem, bo sam jestem rodzicem i też dowożę swoje dzieci, choć staram się to redukować. Wzięliśmy to pod uwagę i niektóre ulice jak np. Smoleńsk wyłączyliśmy z tego planu. Widziałem natomiast wyniki dla ulic, które zamykano, jak np. Dunajewskiego. I gdy teraz zapytamy tych, którzy prowadzą biznes na placu Szczepańskim, czy chcą powrotu parkingu, w większości odpowiedzą, że nie.

 

Mariusz Kękuś, radny Krakowa: "Chciałbym wierzyć, że mieszkańcy i przedsiębiorcy nie ucierpią, ale ZIKiT nie dysponuje danymi. Ruch w czasie ferii się uspokaja, ale weźmy pod uwagę to, że sporo mieszkańców jedzie wtedy na urlopy. Sporo osób dowozi dzieci po drodze do pracy. Przez zakazy i nakazy może się okazać, że niektóre niepubliczne placówki szkolne zbankrutują, jeśli nie będzie tam możliwości dowozu. Odnośnie SPP, strefy miały być zniechęceniem do wjazdu samochodem do centrum. A teraz słyszę, że mieszkańcy dzielnicy VIII chcą zaapelować o wprowadzenie SPP. Czyli to nie jest rozwiązanie problemu, bo gdzieś te samochody się przenoszą. Odnośnie stref zielonych w innych miastach, nie porównujmy się do Londynu i Barcelony, bo jesteśmy 100 lat za nimi".

 

Aleksander Miszalski, radny Krakowa: "Ja też się zastanawiam, czy niektórzy przedsiębiorcy nie odniosą spadków. Badania jednego duńskiego architekta pokazują jednak, że przy ulicy z ograniczonym ruchem następuje wzrost przychodu. Na pewno te strefy nie mogą być duże. Być może pomysł, by przedsiębiorcy mieli np. bloczki do parkowania dla swoich klientów mógłby się sprawdzić. To jest do dyskusji. Zależy o jakim biznesie mówimy, czym innym jest prowadzenia kawiarni, czym innym antykwariatu z meblami.

 

Marek Gilarski, miejski aktywista: "Opieram się na żywym przykładzie Starego Podgórza. Tam symbolem działań ZIKiT jest słupek i separator, które stawia się przed i ponad ludźmi - w statystykach, że tramwaj jechał 4 minuty krócej. Mówimy o kilkunastu sklepach, które padły. Wielopokoleniowy kiosk na rogu ul. Warneńczyka zamyka się, bo nie utrzyma się tylko z utargu sobotniego. A utarg jest w sobotę, bo wtedy można koło kiosku stanąć. Więc o czym to świadczy?".

 

Rafał Terkalski, miejski aktywista: "Jeśli idzie o biznes, to na pewno w jakimś procencie na pewno zmiany go dotkną. Zadajmy sobie jednak pytanie, czy np. ul. Długa to dobre miejsce, by prowadzić hurtownię. Są obszary, gdzie dobrze prowadzić małe usługi i gastronomię i są miejsca, gdzie dobrze prowadzić dużą firmę. Pytanie, czy komfort życia mieszkańców w danej dzielnicy, trzeba podporządkować istnieniu jednej firmy? Przecież tam lokalizacja jest na tyle atrakcyjna, że na pewno znajdą się chętni do wynajęcia danego lokalu".

 

 

Kto będzie egzekwował nowe przepisy? A komunikacja zbiorowa - czy zda egzamin?

 

Łukasz Franek, zastępca dyrektora ZIKiT ds. transportu: Egzekwowaniem przepisów będzie zajmować się w szerszym zakresie straż miejska, w mniejszym - policja. To też było poruszane na konsultacjach. Efektywna byłaby choćby kontrola kamerą, ale tu na przeszkodzie stanęła ustawa. Jednak pamiętajmy, że jeśli idzie ograniczenia, to mowa o samochodach. Innych środków transportu to nie dotyczy. Mieszkańcy już trochę "przegryźli" ten temat.

 

Mariusz Kękuś, radny Krakowa: Chwała ZIKiT-owi, że prowadzi konsultacje, ale zwróćmy uwagę, że wciąż mała liczba osób wie cokolwiek o zmianach, a te dotyczą naprawdę sporej liczby krakowian. Mieszkańcy w ogóle nie wiedzą o tych konsultacjach. Przychodzą - owszem - aktywiści. Chciałbym by zmiany zostały dobrze przeanalizowane i by mieszkańcy zostali o wszystkim dobrze poinformowani. Nie bez powodu byłem kiedyś przychylny referendum.

 

Aleksander Miszalski, radny Krakowa: "Wydaje mi się, że komunikacja zbiorowa wytrzyma. I mam wrażenie, że jeśli planuje się jakieś zmiany, to jest to wyliczone. Chodzi o przepustowość. A z drugiej strony, ścieżek rowerowych jest jak na lekarstwo, a rowerów coraz więcej. To działa spójnie, to nie są osobne systemy. 

 

 

72%
28%
WARTO ZOBACZYĆ
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 78

Środa, 14 czerwca 2017, 17:38

Jak czytam niektore komentarze to az mi jest przykro. Widac wyraznie ze nas ludzi (mieszkancow) robi sie w buca caly czas, za ich (nasze) pieniadze, zaslaniajac sie dobrem obywatela, ekologia itp. Nikt nie patrzy na to ze buduje sie blokowiska w kazdym wolnym skrawku zieleni, w miejscach gdzie mialy byc parkingi itd. To miasto nie jest z gumy! Zacznijcie szanowac obywateli panowie urzednicy bo dzieki nim macie kase!!! I to glownie od tych co jezdza autami. Dajce im rozsadna alternatywe a nie stosujcie tylko zakazy i nakazy, bo to jest bezczelnosc!!

Odpowiedz

Ola

Środa, 14 czerwca 2017, 17:35

Słucham? Proszę wybaczyć, ale można prosić o gramatycznie poprawną wersję poprzedniego komentarza? Zapraszam do otwartej dyskusji. Zapraszam na spotkania rady. Skoro macie taką wiedzę, a ci co siedzą w temacie nie wiedzą nic to dlaczego nie przyjdziecie i nie zasilicie zastępów pana Franka swoją wiedzą i przykładami. Tylko w Internecie jakieś ciche glosy, a jak trzeba podyskutować to nikogo nie ma. Ludzie na prawdę umieją czytać ze zrozumieniem i wyrobić sobie opinię. Ah...

Odpowiedz

Środa, 14 czerwca 2017, 17:22

Moze jednak ma gosiu bez podpisu, nie wiesz to nie mow...

Odpowiedz

Ola

Wtorek, 13 czerwca 2017, 22:22

Weniger zahlungskräftige Kunden Die Händler an der umgebauten Mariahilfer Straße müssen ihr Sortiment umstellen, beklagt der Präsident der Wiener Wirtschaftskammer, Walter Ruck. Denn zahlungskräftige Kunden mit Auto bleiben aus. Hochpreisige Ware werde nicht mehr verkauft. Profitiert hätte hauptsächlich die Gastronomie. Z największej handlowej ulicy Wiednia zrobi się powoli deptak z rowerzystami i od czasu do czasu autobusem. Niedługo będzie stała jedna kebapbude obok drugiej. Wart poczytać komentarze Wiedeńczyków. Oczywiście, że w niektórych miejscach aut będzie mniej. Tam jest tyle ulic jednokierunkowych, że większość omija to miejsce. Ale na sporej liczbie ulic ruch wzrósł. Gdzieś Ci ludzie bokiem muszą przejechać. Ludzie nie będą przyjeżdżali już na zakupy na Maryśkę bo niedługo będzie tam sama gastronomia co dla zwykłego mieszkańca może być atrakcyjne 1-2 dni w tygodniu. A na zakupy pojedzie do marketu. Mali przedsiębiorcy powoli upadną. Na Maryśce zakrólują siecioweczki.

Odpowiedz

Franka Kochanka

Wtorek, 13 czerwca 2017, 22:08

Niestety nie mam możliwości wrzucenia screenow tutaj, ale jak ktoś poda maila to chętnie podeślę materiały i statystki, którymi dysponuję. Na Kalwaryjskiej będzie jeszcze gorzej. Stare Podgórze i Kazimierz są atrakcyjne turystycznie i mieszkańcy im tam nie pasują. Wszystkie zmiany są pod turystów :/ chcą zrobić skansen z normalnej dzielnicy... Ludzie w końcu nie wytrzymają.

Odpowiedz

Franka Kochanka

Wtorek, 13 czerwca 2017, 22:02

Oho. Trolle się obudziły. Byle zdyskredytować. A ja bardzo dobrze wiem co piszę i powiem, że to Pan/Pani nie wie co pisze. Proszę podać źródło skąd informacje o 13%? Zresztą o czym my rozmawiamy. W Wiedniu zrobili referendum mieszkańcom bezirków, których zmiana dotyczy, zbudowali parking, a u nas zabiera się miejsca ludziom, zamyka nie jedną ulicę, a spore obszary naszego miasta i jeszcze krzyczy, że to w imię ekologii, równocześnie zezwalając na wjazd z abo za 250zł. A troll bez imienia mówi mi, że robię coś pod publiczkę. Nie pisałabym w takim miejscu rzeczy których nie da się sprawdzić. Polecam poszukać głębiej, nie tylko w internecie.

Odpowiedz

Wtorek, 13 czerwca 2017, 03:06

Ta Ola czy Franka Kochanka to nie ma pojęcia. Pisze byle coś napisać tak żeby zgadzało się pod pewną tezę. Od 2012 nastąpił spadek liczby kupujących na wszystkich ulicach handlowych Wiednia. Na Mariahilfer Straße było to 13% mniej. Jest to związane z rozwojem handlu elektronicznego a nie z przekształceniem ulicy w deptak. Wielkie sieci handlowe jak Promod musiały zamknąć swoje sklepy także ze względu na wysokie ceny wynajmu. Forever21 był dla młodych ludzi, którzy nie przyjeżdżali samochodami a zamknął placówkę. Konwersja ulicy nie miała wpływu na liczbę lokali użytkowych, pojawiły się nowe, a nawet nastąpi przypływ tych małych firm z gastronomii. Jeśli chodzi o wzmożony ruch na sąsiednich ulicach to niektóre zyskały ruch a niektóre straciły. Wystarczy poczytać. Wszystko do znalezienia w internecie. http://wien.orf.at/news/stories/2796826/ http://wien.orf.at/news/stories/2788251/

Odpowiedz

krakus

Poniedziałek, 12 czerwca 2017, 10:40

Bardzo bezpiecznie w tramwajach i autobusach, nozownicy, chuligani, lumpy pięknie pachnący, wschodniojezyczni zapychaja , nowy transport bez klimatyzacji - fajnie teraz w Krakowie - rób ta co chce ta. Jak to powiedział słynny aktor przybywszy do Krakowa " skundlony i skur...ny Kraków " gratulujemy władzom Tego Miasta. Zostali powołani do pracy dla dobra mieszkańców i miasta a robią wręcz odwrotnie. Widać pojęcie dobra jest zależne od punktu siedzenia co pokazują apanaże . A Seniorzy po studiach i po wieloletniej pracy poniżani , wyrzucani z mieszkań / niebotyczne czynsze przekraczające nieraz skromne emerytury/ dogorywaja bez podwyżek przy ciągle wzrastajacych elementarnych środków do życia. I jak tu żyć, to nawet nie egzystencja to już bieda - skandal

Odpowiedz

Ola

Niedziela, 11 czerwca 2017, 19:50

ZIKIT sam skazuje ludzi na dojeżdżanie autem. To problem nie tylko Tyńca i autobusu 112, ale świetnie to obrazuje. Tyle kilometrów i jeden zapchany do granic niemożliwości autobus jeżdżący co pół godziny jeśli nie co 45 minut.......

Odpowiedz

Franka Kochanka

Niedziela, 11 czerwca 2017, 19:46

Dzisiaj koleżanka, która od lat mieszka w Wiedniu pozbierała trochę materiałów, sprawdziła to i owo i opowiedziała mi jak wyglądała podobna zmiana na jednej (!!!) ulicy (mowa o Mariahilferstrasse) w Wiedniu, jak była przygotowana, jak skutecznie informowano ludzi i jakie to ma na dzień dzisiejszy skutki! Cały czas mówimy o JEDNEJ ULICY!!! Dodam jeszcze, że na Mariahilferstrasse w skutek zmian obroty spadły o średnio 20% oraz ucierpieli mniejsi przedsiębiorcy. Ruch przeniósł się na poboczne uliczki. Także jakość życia mieszkańców "maryśki" podniosła się trochę, a jakość tych z bocznych uliczek spadła ogromnie. Zlikwidowano również kilkaset miejsc parkingowych (ponad 400 jeśli dobrze pamiętam), ale w zamian zbudowano parking na jeszcze większą ilość miejsc. Nie mówię już o referendum przeprowadzonym w tych dzielnicach i o tym, że CAŁE MIASTO wiedziało o planowanych zmianach. Rozwiązanie krótkowzroczne. Dodam raz jeszcze, żeby każdy wiedział, że do stref zielonych wjedzie ten kto wykupi sobie abonament za 250zł. Wyjdziemy na ulicę jeśli ten człowiek nie przestanie niszczyć naszego miasta!!!

Odpowiedz

dojeżdżacz z przymusu

Niedziela, 11 czerwca 2017, 10:24

"Aleksander Miszalski, radny Krakowa: "A propos strefy parkowania. Zachęcam by spojrzeć na to jak ona działa, a w weekend... nie działa. Mieszkaniec nie jest w stanie ruszyć swego auta w weekend, bo nie znajdzie potem miejsca do zaparkowania, a jeśli to będzie to miejsce oddalone o kilometr od miejsca zamieszkania". - oto znać prawdziwy powód wyrzucania z Krakowa wszystkiego spoza Krakowa. Mieszkaniec gminy, jadąc codziennie do pracy może (i musi) przesiadać się kilka razy, a mieszkaniec Krakowa nie może raz w tygodniu dojechać tramwajem od zaparkowanego auta do domu. Wstyd Panowie Krakowowi dajecie..

Odpowiedz

@Marcin

Piątek, 9 czerwca 2017, 16:47

Myślę, że to Pan nie do końca wie o czym mówi. Zapraszam na Kalwaryjską. Najlepiej koło 18ej. Nie mówię już o huku tramwajów, ale też o drganiach od których są całe kamienice spękane. Tyle tal mieszkałam tam i śmiać mi się chce jak to słyszę. Przejeżdżające auto późnym wieczorem emituje o wiele mniej hałasu i mniej nieprzyjemnego niż zjeżdżające do późnych godzin nocnych do zajezdni tramwaje. A prąd na tramwaje to się z nieba bierze. Koszty społeczne będą takie, że ZIKIT zarobi na każdym kto będzie wjeżdżał do tzw. zielonych stref bo wjazd do nich będzie możliwy po opłaceniu abonamentu za 250zł. A pan Marek już od roku siedzi i grzebie w machlojach ZIKITu i bardzo dobrze wie o czym mówi i jak się różne przepisy/prawa nagina w zależności od potrzeb pana Franka. Zapraszam do głębszej lektury, tylko niech sobie Pan sam poszuka informacji tak jak my szukaliśmy. Pan Franek jakby zjadł zęby na transporcie publicznym to by nie gadał głupot o tym jak to luzacko się wsiada do 144 na Mazowieckiej, czy do 173 na Bieżanowskiej bo to wprost żenujące. I to jeszcze w radiu..........................

Odpowiedz

Marcin

Piątek, 9 czerwca 2017, 10:03

Pan aktywista Gilarski nie ma zielonego pojęcia o czym mówi. Jeśli ktoś twierdzi że komunikacja publiczna emituje tyle samo hałasu i zanieczyszczeń co samochody, to już go dyskwalifikuje jako uczestnika poważnej dyskusji o mobilności miasta. Proszę sobie przełożyć koszty społeczne na efekty, a potem zacząć "punktować" kogoś kto zjadł zęby na transporcie publicznym. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Piątek, 9 czerwca 2017, 10:02

@Franka Kochanka

A on umie czytać , przecież tego nie uczą na PK.

Odpowiedz

HEEEEEEEEEE

Piątek, 9 czerwca 2017, 07:34

@Franka Kochanka

Ale co wymagać od prowincjonalnego urzędnika, który coś słyszał , nie za bardzo to rozumie i dla własnego użytku teoryjki tworzy. I to jest obraz świetnej ółki miejskiej Jacusia M. zwanej dalej zikitem.

Odpowiedz

Franka Kochanka

Czwartek, 8 czerwca 2017, 08:32

Pan Łukasz Franek powinien doczytać co to są strefy ekologiczne!!! Umweltzone nie wprowadzono po to, aby zwiększość dostępność parkowania dla mieszkańców, więc pojawia się tutaj zwykła manipulacja, żeby chyba zatrzeć to co ta dziewczyna chciała powiedzieć. Druga rzecz, akurat w Berlinie można zaparkować praktycznie wszędzie na ulicy (oczywiście wiadomo, przy Brandenburger Tor nie, ale już na Unter den Linden np. tak), a więc pan Łukasz znowu mija się z prawdą. Tylko, że Niemcy dbają o infrastrukturę, a strefy ekologiczne wprowadzono w konkretnym celu (nie jest to zwiększenie dostępności miejsc parkingowych dla wybranych - jak wiemy do zielonych stref będzie można wjechać po zakupieniu abonamentu za 250zł!!!): "In zahlreichen deutschen Städten wurden Umweltzonen eingerichtet, um die Belastung der Luft mit Feinstaub und Stickstoffdioxid zu verringern.". Panie Łukaszu, proszę poczytać: http://www.bmub.bund.de/themen/luft-laerm-verkehr/luftreinhaltung/umweltzonen-umweltplakette/

Odpowiedz

Środa, 7 czerwca 2017, 16:04

@Heh

Wbrew waszej rowerowej propagandzie kierowcy to jest większość.

Odpowiedz

pukpuk

Środa, 7 czerwca 2017, 15:20

@zostawmyParkingiRynkowi

co tak skromnie, 300 złotych? Trzy tysiące niech płacą! Albo trzydzieści! A te parkingi mają prywatne firmy budować gdzie? O, wiem! latające!

Odpowiedz

Ola

Środa, 7 czerwca 2017, 14:39

Jeszcze mnie zastanawia jedna rzecz, bo ludzie komentują, że kto niby jedzie do kiosku po gazety autem. Ja akurat mogę to zrozumieć. Na Kalwaryjskiej było kiedyś mnóstwo sklepów, z iuchami, dewocjonalnia, rossman, spożywcze, jarzyniak, wypożyczalnia wideo, fotograf, mięsny, z bateriami, elektryka, piekarnie. Jest to przelotowa ulica i oczywiście, że ludzie wracając, czy jadąc do pracy zatrzymują się na chwilę, robią sprawunki i jadą dalej. Znam kiosk o których mówił pan Marek Gilarski i w 100% się zgadzam. Chcę jeszcze raz głośno powtórzyć, że z naszego miasta robi się labirynt, a potem pan Franek dziwi się, że powstają patologie. Sam do nich doprowadza brakiem rozwiązań... Prawdziwych, na lata! Nie pseudorozwiąń...

Odpowiedz

Liczydło

Środa, 7 czerwca 2017, 14:38

Sąsiedzi, Mieszkańcy, W Krakowie w strefie płatnego parkowania zniknie w najbliższym czasie mnóstwo miejsc postojowych, Pan Franek nadal nie wie ile, choć zlecił firmie Ekkom pomiary za 224 000 zł, firma do tej pory, nie przedstawiła wyników, ile miejsc ma zostać zlikwidowanych, tu nie chodzi o parkowanie przed swoimi domami, tu chodzi o to, że Franek nie wie z czego żyje, ale lekką ręką wydaje nasze (publiczne) pieniądze.

Odpowiedz