Mieszkańcy otrzymują gorące posiłki i ogrzewają się przy otwartym ogniu obok mobilnej kuchni zorganizowanej przez weteranów 3. Brygady Szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy w Kijowie, 31 bm. Do Ukrainy powróciły ekstremalne mrozy, a w Kijowie oraz w kilku innych obwodach doszło do niemal całkowitego blackoutu w wyniku przeciążenia systemu spowodowanego masowanymi rosyjskimi atakami na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Fot. PAP/Vladyslav Musiienko
Czy sącząca się od miesięcy antyukraińska propaganda wpłynęła, w pana ocenie, w jakiś sposób na zaangażowanie Polaków w akcje pomocowe?
Na pewno jakoś wpływa. Widać wyraźnie, że to, co działo się na początku - ta wielka mobilizacja narodowa - przygasło. Tylko trzeba się bardzo mocno zastanowić, do jakiego stopnia wpłynęła na to propaganda, a do jakiego naturalne zmęczenie.
Muszę jednak powiedzieć, że mimo oczywistego hejtu, mimo poddawania nas tej propagandzie i mimo działań - jak choćby spotkania jednej z partii, na którym wygłaszano niezwykle promoskiewskie tezy - ta mobilizacja wciąż jest ogromna.
Zajmuję się pomocą dla Ukrainy i ostatnio organizowaliśmy kolejne wyprawy z pomocą. Wieźliśmy generator, oczywiście nasza skala jest mniejsza, ale także pojazdy dla armii ukraińskiej. Środki na samochód zebrałem w ciągu kilku godzin, na duży - piętnastokilowatowy - generator również bardzo szybko. Teraz jedziemy z kolejnym. Zabieramy też samogotujące się zupy, ogrzewacze do rąk i butów. To wszystko udało się zebrać w niezwykle krótkim czasie. Ludzie odpowiadają na te apele bardzo mocno.
Ja w swojej działalności nie odczuwam spadku wsparcia. A to, co wydarzyło się w Archidiecezji Krakowskiej wraz z nowym metropolitą - zbiórka na generatory - jest niezwykle potrzebne. To odgrywa ogromną rolę w budowaniu relacji polsko-ukraińskich i było działaniem bardzo odważnym.
Byłem wczoraj na mszy i niestety nie usłyszałem ani słowa na ten temat. To pokazuje pewne napięcie, które istnieje. Ale sama zbiórka jest czymś absolutnie znakomitym.
A w Krakowie pan profesor był czy poza Krakowem - w archidiecezji?
W archidiecezji, pod Krakowem. Myślałem, że to będzie dobra okazja, by powiedzieć coś o potrzebie solidarności. Takie słowa nie padły. To tylko pokazuje, że pewne napięcia są realne.
Natomiast krakowska zbiórka - podobnie jak warszawska, gdzie zebrano bardzo poważną kwotę - została w Ukrainie niezwykle zauważona. Te działania mają ogromną moc, zarówno w relacjach międzypaństwowych, jak i w relacjach międzyludzkich.
Kiedy pomoc trafia do małych gmin i ośrodków - tak jak w naszym przypadku - realnie zmienia atmosferę. Mam nadzieję, że właśnie w tym trudnym czasie jest to jedno z najlepszych narzędzi przeciwdziałania propagandzie moskiewskiej.
A czy to napięcie, o którym mówił pan profesor, związane z polityką wewnętrzną, jest dostrzegane w Ukrainie?
Oczywiście, że tak. Do niedawna odczuwano to tak, jakby Polacy się odwrócili. Jasne, Polska pomaga - także militarnie, choć tej pomocy się nie nagłaśnia. Ale ludzie, którzy tam cierpią, nie zawsze to od razu odczuwają.
Negatywne głosy obecne w Polsce są natychmiast podchwytywane przez propagandę moskiewską, która działa również w Ukrainie. Dlatego każda nowa pomoc pokazuje: nie wolno wierzyć tej propagandzie. Polacy są, pomagają i reagują wtedy, gdy pomoc jest naprawdę niezbędna.
A czy dyskutowane są możliwe zmiany polityczne? Dwie konfederacje u władzy - trudno wtedy mówić o pomocy dla Ukrainy.
Oczywiście w Polsce są partie, które próbują wykorzystać przestrzeń stworzoną przez moskiewską propagandę i nastawiać ludzi przeciwko Ukraińcom. Ale moje doświadczenie od początku wojny jest ponad podziałami.
Na początku robiliśmy zbiórki wspólnie z Komitetem Obrony Demokracji i Fundacją im. Janusza Kurtyki. Dziś, gdy proszę ludzi z bardzo różnych środowisk i o bardzo różnych sympatiach politycznych, reakcja jest podobna - pomagają.
Mam wrażenie, że politycy próbujący budować kapitał na antyukraińskiej, prorosyjskiej narracji mogą się na tym przejechać. Coraz więcej osób rozumie, że wojna Ukrainy to także wojna o nasze bezpieczeństwo. I że wsparcie Ukrainy jest w naszym egzystencjalnym interesie.
Pod koniec roku wchodzimy w tryb wyborczy. Patrząc na notowania skrajnych partii, antyukraińskość może się politycznie opłacać.
Może, ale mam wrażenie, że coś się zaczyna odwracać. Wierzę, że taka postawa będzie coraz częściej postrzegana jako moralnie obrzydliwa i politycznie nieopłacalna. Atakowanie Ukrainy jest dziś jednoznaczne z opowiedzeniem się po stronie Moskwy. A coraz więcej Polaków to widzi.
Dużo mówiliśmy o pomocy organizowanej przez Archidiecezję Krakowską. Jak pan ocenia bilans tej akcji?
To wspaniale, że archidiecezja się zaangażowała. Caritas działa od początku i jest obecny nieustannie, my z nim współpracowaliśmy już przy pierwszych transportach.
To, co zrobił kardynał Ryś, jest naprawdę czymś wielkim. W czasie zmęczenia wojną sam dał przykład - także finansowy - i jasno powiedział: jako Kościół musimy pomagać.
Ta pomoc już dotarła do Kijowa i do miejscowości, które są w dramatycznej sytuacji. Dostarczamy generatory do szkół, w których są uchodźcy, do małych gmin na wschodzie Ukrainy. Kiedy słyszymy, że dzięki generatorowi ludzie mają ciepło, wodę i światło - to jest niezwykle poruszające.
Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim, którzy przekazują często naprawdę duże środki, w bardzo trudnym czasie.
Gościem Radia Kraków był profesor Fryderyk Zoll z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu w Osnabrück.