Mamy taką bombę, która rozsadza nasze stereotypy o tych cyfrowych tubylcach. Wyniki badania pod tytułem "Polacy nie dają się nabrać na dezinformację" pokazują, że nasza pewność siebie to jest czysta iluzja. Wydawało nam się, że Zetki scrollują TikToki z prędkością światła i widzą wszystko, a w rzeczywistości 58% z nich przyznaje bez bicia, że nie ma pojęcia, czy to, co widzą, to prawda, czy ściema.
Młodzi tracą kompas w gąszczu informacji, a seniorzy to prawdziwi optymiści. Aż 39% osób powyżej 65. roku życia twierdzi, że nigdy nie padło ofiarą fejka. Czy są odporni? Nie, po prostu rzadziej zauważają, że ktoś ich robi w konia, zwłaszcza gdy w grę wchodzą obrazy wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Wtedy połowa dziadków i babć bezradnie rozkłada ręce. Zatem młodzi toną w nadmiarze, a starsi po prostu nie widzą pułapek.
Jak to jest jednak możliwe, że fejki nas łapią, skoro wydaje nam się, że jesteśmy tacy czujni, zwłaszcza ci, którzy mają wyższe wykształcenie i dyplomy na ścianach? Z badań wynika, że dyplom... nas nie ratuje. Ludzie z dyplomem uczelni wyższej dają się nabierać niemal tak samo często jak ci po podstawówce. Różnica jest taka, że ci pierwsi po prostu szybciej się orientują.
Jak nas łapią? Wyobraźmy sobie grupę na Facebooku. Najpierw post o tym, jak naprawić kran, potem przepis na szarlotkę, a między nimi nagle informacja o trzeciej wojnie światowej albo o tym, że technologia 5G jest groźna dla ludzkości. Fałszywe tezy pseudonaukowca. Łykamy to razem z tą szarlotką, bo jesteśmy uśpieni i wyluzowani.
Co z tym zrobić? Spokój nas ratuje. Cyfrowa higiena to nie jest fizyka kwantowa, to jest po prostu chłodna głowa. Widzisz coś szokującego? Nie lajkuj, nie podawaj dalej, nie dzwoń do cioci z rewelacjami. Poczekaj, sprawdź oficjalne źródła, policz do dziesięciu. Czy naprawdę chcemy, żeby algorytmy i farmy trolli sterowały naszym nastrojem przy porannej kawie?