Ta historia ma więcej zwrotów akcji niż silnik starego diesla przy trzaskającym mrozie. Od razu rozwiejmy wątpliwości: to stuprocentowy fejk, i to z gatunku wyjątkowo złośliwych.
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Otwieramy skrzynkę mailową, a tam wiadomość rzekomo od administracji serwisu. W załączniku plik PDF o niewinnej nazwie: Weryfikacja_konta.pdf. Wszystko wygląda profesjonalnie — są logotypy, jest urzędowy ton. Czytamy, że musimy natychmiast potwierdzić tożsamość, bo inaczej nasze ogłoszenie zniknie z sieci. I to jest ten moment. Nasz wewnętrzny alarm powinien wyć wniebogłosy.
Zapamiętajmy raz na zawsze: Otomoto nigdy nie przesyła próśb o weryfikację w formie załączników PDF. Jeśli jednak, wiedzeni pośpiechem, klikniemy w przycisk „Przejdź do weryfikacji”, mechanizm oszustwa rusza lawinowo. Trafiamy na stronę łudząco podobną do panelu płatności. Widzimy logotypy niemal wszystkich banków w Polsce. Wybieramy swój bank, wpisujemy login, podajemy hasło — i w tym momencie oddajemy kluczyki do mieszkania oraz dostęp do oszczędności złodziejowi, który tylko na to czekał.
To klasyczny phishing, czyli cyfrowe łowienie naiwnych. Przestępców nie interesuje, czy pan Jan naprawdę sprzedaje Passata. Interesuje ich wyłącznie to, jak najszybciej wyczyścić jego konto do zera. Dlatego zanim cokolwiek klikniemy, sprawdźmy adres nadawcy. Jeśli mail od „wielkiego portalu” przychodzi z dziwnego adresu kończącego się na gmail.com albo zawiera ciąg przypadkowych cyfr — ktoś właśnie próbuje wpakować nas na minę.
Proszę traktować takie wiadomości jak auto ze skręconym licznikiem, zespawane z dwóch różnych egzemplarzy — omijać szerokim łukiem. Bądźmy czujni, bo w tej metodzie oszustwa to nie Niemiec płakał, gdy sprzedawał. To my zapłaczemy, gdy po takim „odświeżeniu konta” zostanie na nim okrągłe zero złotych.