Konkur palm w Lipnicy Murowanej. Fot. Damian Radziak
Posłuchaj audycji Przed horyzontem
Emocje od samego świtu
Palmowa Niedziela zaczyna się bardzo wcześnie, jeszcze zanim na rynku pojawią się tłumy. Z różnych stron nadchodzą „gęsiego” twórcy palm, niosąc swoje niebywale długie dzieła.
Istotne są zasady. Palmy mogą być wykonane wyłącznie z naturalnych materiałów, bez użycia gwoździ, drutu czy sztucznych sznurków, a ich trzon tworzy się z wikliny. Ozdoby powstają z bibuły i roślin zimozielonych, najczęściej bukszpanu
- mówi Agnieszka Żołna-Zdunek, dyrektorka Gminnego Domu Kultur.
Od 7.30 zaczyna się spektakularny, choć momentami ryzykowny, proces stawiania palm. To niebywale widowiskowa i jednocześnie najbardziej nieprzewidywalna część dnia. Równolegle rusza jarmark wielkanocny i scena dla zespołów regionalnych. Z rynku dobiega też dziarskie granie strażackiej orkiestry, która dobudza resztę mieszkańców Lipnicy.
Wszystkie ręce na pokład, a konkretnie do palmy
Każda palma powstaje dzięki pracy wielu osób i jest efektem zaangażowania całych rodzin, w których tradycja przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Dziadkowie, rodzice i dzieci dzielą się obowiązkami, jedni przygotowują konstrukcję, inni zajmują się zdobieniami. Agnieszka Żołna-Zdunek podkreśla, że w konkursie biorą udział także szkoły, strażacy i lokalne stowarzyszenia. Jednym z kryteriów oceny jest smukłość, bo palma w najgrubszym miejscu czyli na wysokości około metra musi mieć grubość, którą można objąć dłońmi. W tym roku dodatkowym wyzwaniem jest kategoria jubileuszowa.
Postanowiliśmy stworzyć palmy na 700 lat Lipnicy Murowanej. Jej wysokość to 700 cm z niewielką tolerancją
- dodaje dyrektorka GDK.
Nikt nie mówił, że będzie łatwo
Warunki pogodowe od lat są jednym z największych wyzwań dla uczestników konkursu, bo w dniu stawiania sporo zależy także od natury. W przeszłości Niedziela Palmowa nie zawsze przebiegała w wiosennej aurze, zdarzało się, że organizatorzy i mieszkańcy musieli najpierw dosłownie odgarniać śnieg z rynku. Wiatr to także wróg konkursu. Zdarzało się, że palmy nie wytrzymywały próby i ulegały złamaniu.
Czasem to naprawdę cud, że udaje się je postawić
- mówi Andrzej Goryl, twórca rekordowej palmy, mierzącej niemal 38 metrów.
Dla uczestników konkursu każda edycja to nowe doświadczenie, nawet jeśli mają za sobą wieloletnią praktykę. Choć wysokość wciąż budzi emocje, wielu z nich z czasem skupia się na większej dbałości o piękno palmy.
W tym roku moja palma ma 22 metry, ale najważniejsze, żeby była piękna
- mówi Andrzej Leszczyński, wielokrotny zwycięzca lipnickich zmagań, podkreślając, że doświadczenie uczy pokory i pozwala spojrzeć na konkurs szerzej niż tylko przez pryzmat rywalizacji.
Niechże one strzegą od burzy i gradu
Dzisiejszy rozmach Niedzieli Palmowej w Lipnicy Murowanej wyrasta z wizji Józefa Piotrowskiego, sołtysa, poety i inicjatora konkursu, który jako pierwszy dostrzegł, że lokalna tradycja może stać się wydarzeniem o wyjątkowej randze i znaczeniu dla całej społeczności.
Jak wspomina jego córka, Aniela Gromala:
Tata marzył o takiej Niedzieli Palmowej, o takim rozgłosie, ale widział nie tylko konkurs, ale przede wszystkim sposób na ocalenie i pokazanie dziedzictwa, które zaczynało zanikać.
W jego zamyśle najważniejsze było to, by ludzie znów wrócili do wspólnego tworzenia palm i przeżywania tego dnia razem. Dziś, patrząc na tłumy na lipnickim rynku i palmy sięgające nieba, łatwo zobaczyć, jak ta pierwotna idea stała się trwałym elementem lokalnej tożsamości.