Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Włodzimierzem Bernackim.
Jak pan odebrał słowa Włodzimierza Czarzastego wypowiedziane na manifestacji w Białymstoku, że partia rządząca do prowadziła do tego, że ludzie patrzą na siebie złym wzrokiem i źle mówią o sobie?
- Tak, a w Ameryce biją murzynów. Te komentarze odnoszące się do wydarzeń w Białymstoku nie są zadziwiające, ani zaskakujące, biorąc pod uwagę klimat kampanii i sposób jej prowadzenia przeciwko rządowi. Nie jestem tym zaskoczony.
Jeśli weźmiemy dzisiejsze badania IBRiS publikowane w Rzeczpospolitej, wynika z nich, że Polacy pytani o to, kto odpowiada za wydarzenia w Białymstoku, na pierwszym miejscu wskazują narodowców. Na drugim miejscu jest jednak partia rządząca, na trzecim Kościół.
- Jakbyśmy zapytali o przyczyny plam na Słońcu, pewnie wyniki też by były interesujące. W mojej opinii tak skonstruowany sondaż wskazuje na pewien cel polityczny, który został zrealizowany. Ten sondaż i jego wyniki mówią wiele o formacie, jaki udało się zrealizować przez główne media w Polsce. To pytanie i odpowiedzi pokazują to rozedrganie. Te wyniki nie mówią nic o faktycznych przyczynach tego, co wydarzyło się w Białymstoku. Gdyby zwrócono się do osób, które w sposób naukowy zajmują się badaniem zjawisk społecznych i politycznych, te odpowiedzi byłyby o wiele ciekawsze niż wyniki IBRiS-u. Zamówienie zostało zrealizowane.
Mamy w studiu Radia Kraków profesora politologii UJ. Jakie zjawiska społeczne dostrzega pan w Białymstoku?
- Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić wielkie napięcie kulturowe między naszą częścią Europy i Europą zachodnią. Gender studies na zachodzie jest traktowane jako rodzaj teorii naukowej, uprawnionej do prowadzenia badań społecznych. Płeć bada się nie z takiej perspektywy, jak my to robimy. Płeć się traktuje jako następstwo funkcji społecznych. Jeśli spoglądamy na zachód, Europa znajduje się w czasie postmaterialnym. Rywalizacja o przeżycie, minimum socjalne jest za nami. My funkcjonujemy w innej przestrzeni. Ten model rodziny definiowany w Polsce, o czym mówi konstytucja, że to mężczyzna i kobieta… Jeśli zestawimy to z presją ideologiczną zachodu, zrozumiemy, że jak się zastanawiamy nad konfliktem w Białymstoku to wiedzmy, że obok tego zderzenia mamy do czynienia z nierozważnymi działaniami prezydenta Truskolaskiego. On pozwolił na kilka manifestacji blisko siebie. Kiedy uczestniczyłem w mszy świętej w Warszawie i potem w przemarszu na Krakowskie Przedmieście, gdzie znajdował się krzyż, to pamiętam sytuację, że w nocy Obywatele RP ustawili mocne głośniki, z których było słychać wielki ryk. Miałem ochotę podejść, wyrwać te kable. Zderzenie tych dwóch światów – rozmodlonych ludzi i tego wielkiego ryku – to…
To oznacza, że...
- To oznacza, że w Białymstoku i wielu innych miejscach formuła tych manifestacji jest prowokacyjna. Jeśli pytamy o przyczyny takiej agresji narodowców i prawdopodobnie kiboli, popatrzmy w konkretne miejsce i zastanówmy się, co się stało. Popatrzmy na liczbę osób zatrzymanych, na zarzuty. Nie wolno bawić się zapałkami.
Nie wierzę, że naukowa refleksja dotycząca gender tak przytłoczyła kiboli, że poszli bić 14-latków.
- Nie chcę komentować agresji. Wie pan, że jestem przeciwnikiem agresji. Znowu powtórzę. Moje środowisko polityczne zawsze będzie się upominało o prawo do wyrażenia opinii i manifestowania wszelkich poglądów. Ja tego nie akceptuję, ale ci ludzie powinni mieć swobodę. Jednocześnie będziemy ostro zwalczać agresję, bez znaczenia kto ją stosuje.
Które miejsce na tarnowskiej liście Zjednoczonej Prawicy dostanie uciekinier z Kukiz’15, Norbert Kaczmarczyk?
- Ta decyzja zapadnie pewnie jutro. Zbiera się komitet polityczny. On zatwierdzi listy. Nie nazwałbym posła Kaczmarczyka uciekinierem. Paweł Kukiz zrobił wszystko, żeby wypchnąć ze swojego środowiska ludzi aktywnych, którzy chcą działać dla dobra Polski.
Jaka to wartość dla tarnowskich struktur PiS?
- To złe pytanie. Nie powinno być pytania o wartość dla struktur PiS. To powinno być pytanie, jak to się przełoży na ilość głosów. Start Norberta Kaczmarczyka z listy PiS przyniesie ten efekt w postaci większej liczby głosów.
Skoro struktury mają się tak dobrze to dlaczego liderem listy tarnowskiej nie został żaden z parlamentarzystów, ale marszałek Pieczarka?
- Z prostej przyczyny. Wynik pani Anny Pieczarki w wyborach do Sejmiku jest rekordowy. Tym samym można domniemywać, że ten wynik też będzie bardzo dobry.
Pan wystartuje do Sejmu czy Senatu?
- Na pewno nie do Sejmu. Trwają dyskusje i debata. Marszałek Karczewski i władze PiS sugerują, żebym startował do Senatu. To nie jest jednak rozstrzygnięte. Na pewno nie będę startował do Sejmu. Jestem profesorem, pracuję. W przeciwieństwie do części polityków…
… ma pan do czego wracać, że tak brutalnie powiemy.
- Tak.
Który okręg do Senatu?
- Nie chcę o tym mówić. To nie jest jeszcze rozstrzygnięte.
Jaką dziedziną powinien zająć się minister Szczerski, polski kandydat na komisarza UE?
- Minister Szczerski – z racji wykształcenia: nauki o polityce, systemy polityczne, UE – będzie tym człowiekiem, który jest jokerem. Profesor Szczerski zawsze mówił, że oddał się do dyspozycji premiera i prezydenta. Teraz także oddał się do dyspozycji Ursuli von der Leyen. Ta układanka jest szersza niż nasza perspektywa.
Wrócę do perspektywy akademickiej. Z czym wyjechała z Polski nowa szefowa Komisji Europejskiej? Nastąpi jakaś zmiana w stosunkach Warszawy z Brukselą?
- Już widzę zmianę. Doceniona została rola Polski. Przyjazd do Warszawy przyszłej szefowej Komisji Europejskiej jest docenieniem roli Europy środkowej. Trzecia wizyta to Chorwacja. Jest docenienie Bałkanów. Z perspektywy Brukseli zrozumienie dla naszego miejsca będzie większe. To też zrozumienie, że ta przestrzeń jest wielka nie tylko zasobem ludzkim, ale też potencjałem gospodarczym. To już jest ta zdecydowana zmiana.
Czyli reset jest możliwy w tych stosunkach?
- Nie chcę się posługiwać tą kategorią. Każdy z nas podczas pracy na komputerze unika resetowania systemu. Trzeba brać pod uwagę, że relacje Warszawy z Brukselą był przedstawiane tylko negatywnie. Trzeba docenić pozytywne rzeczy. Mam nadzieję, że Bruksela pójdzie po rozum do głowy. Chyba już poszła.