Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z senatorem PiS, wiceministrem edukacji i nauki, Włodzimierzem Bernackim.
Na tę decyzję czekają nie tylko dzieci, ale także rodzice i nauczyciele. Chodzi o decyzję ws. powrotu dzieci do szkół o feriach. Tę decyzję poznamy w przyszłym tygodniu, a dzisiaj jedynie państwa ministerialną rekomendację?
- Dzisiaj o godzinie 10.00 zbiera się rządowy zespół zarządzania kryzysowego. Na zespole rozstrzygnie się, jakie działania będziemy podejmować. Zwłaszcza jeśli chodzi o powrót dzieci do szkół. Chodzi o klasy I-III. Jednocześnie wydaje się, że to, jaka decyzja będzie, uzależnione jest od dzisiejszych wyników, ile osób zakażonych Covid będzie wykazanych w statystykach. Dotyczyć to będzie badań przeprowadzonych wczoraj. Mamy do czynienia z niebezpieczną tendencją wzrostową od poniedziałku. Widać, że liczba rośnie. Ze strony ministerstwa i władz oświatowych, wszystko jest przygotowane do powrotu. Są przeprowadzone rozmowy z tymi, którzy są odpowiedzialni za nadzorowanie epidemiologiczne, kuratorami, ministerstwem zdrowia. Są procedury, które ewentualnie będą wdrożone. Nikt nie będzie zaskakiwany decyzjami o powrocie do szkoły. Dzisiaj najpierw o 10.00 rządowy zespół, około południa informacja od ministra Czarnka ws. wspólnego stanowiska na podstawie informacji ministerstwa zdrowia.
Jak pan wspomniał, liczba przypadków zakażeń w ostatnich dniach niepokojąco rośnie. Rozumiem zatem, że decyzja będzie uzależniona od liczby przypadków dzisiejszych i stwierdzanych w kolejnych dniach. Jeśli zapadnie decyzja kierunkowa i okaże się – oby nie – że liczba zakażeń w przyszłym tygodniu dramatycznie wzrośnie, decyzja będzie mogła ulec zmianie?
- Jeśli dzisiaj liczba zakażeń będzie wysoka, tym samym wątpliwa staje się możliwość powrotu dzieci klas I-III do szkół. Wszystko wynika z mapy. Niepokojące informacje płyną z Czech, Słowacji, Niemiec. Nie jesteśmy w odosobnieniu. Ta tendencja wynikająca z pory roku, gdy zapadalność na grypę jest większa niż w innym okresie. Do tego czas świąteczny sprzyjał kontaktom rodzinnym, była możliwość dostrzeżenia, że spotkań poza domem też było dużo. Widzieliśmy wiele osób, które nie przestrzegały reżimu.
Wiadomo, że mają się rozpocząć testy przesiewowe nauczycieli. Sformułują państwo jakieś zalecenia dla dyrektorów szkół, jeśli chodzi o to, jak nauka w klasach I-III miałaby wyglądać? Mam na myśli wypowiedzi ministra Czarnka o tym, żeby dzieci pracowały w tak zwanych bańkach. Klasy miałyby być od siebie oddzielone, nauczyciele by się nie spotykali z innymi nauczycielami i uczniami.
- Tak. Pierwsza kwestia to badania przesiewowe. W Małopolsce około 10 tysięcy nauczycieli zgłosiło się do badań. One będą przeprowadzane pewnie w przyszłym tygodniu. To jest przygotowane, ale decyzja dzisiaj zapadnie. Nauczyciele, którzy trafią do szkół, będą mieli wynik ujemny. Procedury gwarantują ograniczenie kontaktu między dziećmi z poszczególnych grup. Dyrektorzy w dużej mierze już ćwiczyli podobne rozwiązania. Nawet gdyby ktoś z nauczycieli wypadł, dyrekcja będzie miała obowiązek zorganizowania tak zajęć, żeby wszystkie grupy były zaopiekowane, żeby zajęcia przebiegały normalnie, jak na czas pandemii. Procedury są. Ryzyko będzie zminimalizowane.
Niepokojące wnioski przynoszą badania skutków nauki zdalnej zlecone przez Rzecznika Praw Dziecka. Ponad 80% ankietowanych nastolatków narzeka na brak kontaktu z rówieśnikami. Połowa ankietowanych rodziców i nastolatków negatywnie ocenia wpływ nauczania zdalnego na zdrowie fizyczne i psychiczne. Można pokusić się o pierwsze wnioski, jakie będą długofalowe skutki nauki zdalnej dla dzieci i całego systemu edukacji?
- To doświadczenie jest chyba pierwszym takim, które spowodowało poszerzenie naszej wiedzy. To pokazuje, że kontakt dziecka z innymi dziećmi, z osobami dorosłymi, które nie są rodziną, tworzy ważną przestrzeń edukacyjną i wychowawczą. To socjalizuje. Przez te kontakty stajemy się częścią szerszych społeczności. Tym samym kształtujemy cechy ważne w późniejszych okresach życia. Pandemia pokazuje, jak ten kontakt jest ważny. Nie tylko kontakt chłodny. Kiedyś mówiliśmy o naszym społeczeństwie jako o jednostkach. Dopiero teraz możemy obserwować negatywne efekty izolacji, w której znajdujemy się wszyscy. To wymiar społeczny, wychowawczy, edukacyjny. Dotyczy to nie tylko uczniów, ale też studentów. To nie tylko ograniczony kontakt studenta z profesorem, ale też ograniczenie możliwości prowadzenia badań, które studenci realizują przy przygotowaniu prac. To też ograniczone wyjazdy, kontakty międzynarodowe. Erasmus wisi na kołku. Nie jest realizowany. To doświadczenie, które mam nadzieję, nie będzie trwałe. Efekty na pewno będą trwałe, ale mam nadzieję, że wyjdziemy z tego dołka. Pojawiła się szczepionka, są kolejne szczepionki. To daje nadzieję, że rok 2021 będzie rokiem powrotu do normalności.
Jest pan senatorem PiS. W dużej mierze w rękach Senatu spoczywa decyzja ws. wyboru nowego Rzecznika Praw Obywatelskich. Mamy obecnie trzy kandydatury. Profesor Piotr Wawrzyk jest popierany przez Zjednoczoną Prawicę. Do tego są Zuzanna Rudzińska-Bluszcz i Robert Gwiazdowski. Wyobraża pan sobie, że dla kandydatury Piotra Wawrzyka, który uzyska większość Zjednoczonej Prawicy w Sejmie, uda się uzyskać większość w izbie, w której pan pracuje?
- Mam nadzieję, że tak się stanie. Ta świadomość potrzeby wyboru Rzecznika Prawo Obywatelskich jest niezbędna. Spośród tych kandydatów, ten posiadający większość Sejmu, powinien być zaakceptowany przez Senat. Jak będzie? Zobaczymy dość szybko. Trzeba też mieć świadomość gry politycznej. Te trzy kandydatury nie będą ostatnimi, które będą zgłaszane w najbliższych miesiącach.
Gdyby miała być kolejna faza wysiłków zmierzających do wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich, widzi pan w dalszych etapach jako realną kandydaturę Jana Marii Rokity? Tę kandydaturę zaproponował prezydent Andrzej Duda.
- Ja doskonale rozumiem sugestię płynącą od prezydenta. Część osób, które współpracują z prezydentem, to są byli współpracownicy Jana Marii Rokity. To nie jest zaskakująca sugestia. Jeśli jednak chodzi o wybór Rzecznika Praw Obywatelskich, jest konieczność znalezienia konsensusu między większością sejmową i senacką. Żadna kandydatura zgłaszana z zewnątrz nie ma szansy na sukces. Taka kandydatura, jeśliby się okazało, że profesor Wawrzyk nie uzyska większości, następna kandydatura musi być uzgodniona między dwoma większościami. Chodzi o wsparcie kandydatury przez środowisko PSL, ale także pewnie przez część konserwatywną PO. Ja ze spokojem czekam na te wybory w Sejmie i Senacie. Ze spokojem czekam też na przyszłe rozdanie. Mam jednak nadzieję, że kandydatura profesora Wawrzyka uzyska poparcie Senatu. RPO wybiera Sejm za zgodą Senatu.