Po nadzwyczajnym szczycie w Londynie, politycy europejscy, w tym premier Tusk, prezydent Macron, mówią o przebudzeniu się Europy z geopolitycznego letargu. To ma być koniec wakacji od historii. Czy ta odpowiedzialność, o której mówi szef polskiego rządu, to także decyzja o dołączeniu polskich żołnierzy do francuskich i brytyjskich, jeśli zapadnie decyzja o wysłaniu na Ukrainę sił rozjemczych? Rozumiem, że już po wyborach prezydenckich.
- Żadne takie decyzje na ten moment nie zapadły. Są decyzje ws. wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Trzeba przyznać, że Europa się przebudziła. Widać zjednoczenie i poczucie odpowiedzialności za region. Nam najbardziej zależy, żeby w Ukrainie był sprawiedliwy pokój, żeby Ukraińcy mogli żyć w bezpiecznym, niepodległym państwie, żeby granica z Rosją była jak najbardziej odsunięta od wschodniej granicy Polski i UE.
Jeśli szef polskiego rządu mówi, że musimy wziąć na siebie odpowiedzialność za pokój na Starym Kontynencie, to co to znaczy?
- To, że musimy wesprzeć Ukrainę w walce o sprawiedliwy pokój. Każdy chce zakończenia walk. Po wizycie prezydenta Ukrainy w USA, jako Europa musimy wziąć większą odpowiedzialność. Dla nas najbardziej opłacalny jest sprawiedliwy pokój. To nasz kontynent. W 100% Europa zachowała się adekwatnie. Trzeba wziąć na siebie negocjacje pokoju, zbrojenia, inwestowanie w obronność. Tylko gdy będziemy silni, będzie pokój w Europie.
Mówi pani, że musimy wziąć na siebie odpowiedzialność. My jako Europa. Jakie propozycje powinny płynąć z Warszawy? Polska przecież sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej, a jakoś nie widać tego przywództwa.
- Sprawujemy prezydencję. Polska jest krajem, który jest chwalony przez prezydenta USA. My bierzemy odpowiedzialność, blisko 5% PKB przeznaczamy na zbrojenia. My mamy najsilniejszą i największą armię w Europie. To jest doceniane w NATO. Inne kraje Europy mają iść za nami. Takie deklaracje padły w Londynie. Deklaracje ogłoszą państwa członkowskie UE, ale nawet premier Włoch, która ma dobry kontakt z prezydentem USA, także uważa, że podzielona Europa to coś najgorszego. Widać jedność i przebudzenie.
Szkoda, że państw bałtyckich zabrakło w Londynie, narażonych w pierwszej kolejności na nową rosyjską agresję.
- Dobrze wiemy, że spotkanie w Londynie było zaplanowane przed rozmową prezydenta Ukrainy z prezydentem USA. Premier Wielkiej Brytanii zadzwonił i przed spotkaniem dyskutował wspólne stanowisko. Kraje bałtyckie na pewno będą zapraszane na takie szczyty. Nie ma problemu.
W sytuacji zagrożenia zwykle rośnie społeczne poparcie dla władzy. Pani dostrzega to w sondażach Rafała Trzaskowskiego? Jeśli już to one lekko topnieją i to tak regularnie.
- Nie zauważyłam, żeby regularnie topniały. Karol Nawrocki ma większe problemy. W PiS boją się, że Mentzen go przeskoczy. Rafał Trzaskowski ma stabilne poparcie. Wahnięcie na 1-2% to normalne. To nie ma nic wspólnego z topniejącym poparciem. To może być błąd statystyczny. Karol Nawrocki nie jest w stanie nawet zebrać poparcia partii PiS. To PiS ma problem, Karol Nawrocki ma problem. My codziennie pracujemy, żeby nie stracić poparcia i iść do przodu.
Pani, jako osoba związana zawodowo ze sferą finansową, jakiej odpowiedzi oczekiwałaby od Rafała Trzaskowskiego na zapowiedzi Karola Nawrockiego? Podniesienie drugiego progu podatkowego, obniżenie podatku VAT oraz podniesienie progu, po przekroczeniu którego obowiązuje podatek od zysków kapitałowych. Chodzi oczywiście o podatek Belki.
- Z całym szacunkiem do Karola Nawrockiego, ale jego konwencja była podkreślaniem tego, czego rządowi PiS się nie udało zrobić przez 8 lat. Mnie to dziwi. Zainteresowanie sprawami Polski dla Karola Nawrockiego zaczęło się w trakcie kampanii. On powinien pamiętać, że PiS wprowadził Polski Ład, który zwiększył składkę zdrowotną dla wszystkich. To było 225 stron zmian w ustawach i regulacjach. PiS komplikuje system podatkowy i zdrowotny w Polsce. PiS mógł zmniejszyć VAT, ale nie zrobił tego. Podatki różne były zwiększane. Mówienie teraz o zmniejszaniu podatków jest karkołomne. Wiele tych postulatów padło z ust Mateusza Morawieckiego i nie zostało zrealizowanych. Prezydent na to nie ma wpływu. Teraz się troszczą o zmniejszanie podatków?
Myśli pani poseł, że zobaczymy Rafała Trzaskowskiego na Podhalu, rozmawiającego o zmianach w pracy fiakrów na drodze do Morskiego Oka?
- Te zmiany były wprowadzane przez minister klimatu. Rozmowy zakończyły się sukcesem i kompromisem. Wszystkie strony były na konferencji prasowej i to potwierdziły. Rozmowy są zakończone. Rafał Trzaskowski pewnie odwiedzi jeszcze Podhale. Był już między świętami w Łopusznej. Takie spotkanie z fiakrami i lokalną społecznością pewnie będzie.
Z tego porozumienia nie są zadowoleni ani fiakrzy, ani Fundacja VIVA. Podejrzewam też, że Koalicja 15 października też nie zdobywa na Podhalu dodatkowych punktów za to porozumienie w sprawie fiakrów. Pani jest zadowolona z tego porozumienia z ministerstwem klimatu i środowiska?
- Rozmawiałam ze wszystkimi stronami. Prawda jest taka, że świat się zmienia. Zmienia się wrażliwość społeczna. Trzeba dbać o lokalną tradycję, ale przyjmujemy miliony ludzi z Polski i świata. Alternatywy dla osób, które z powodów ochrony zwierząt nie chcą z tego korzystać, a nie są w stanie dotrzeć pieszo nad Morskie Oko, są dobre. To się sprawdziło. Kompromis został osiągnięty, bo zmienia się wrażliwość społeczna. Jako Podhale się do tego dostosowujemy w odpowiednim zakresie. Konie będą w Morskim Oku. Na tym fiakrom zależało. Nie widzę powodów, żeby czuć niepokój.
Słyszy pani jednak z Podhala głosy niezadowolenia.
- Sama minister Kloska mówiła, że przy kompromisie żadna ze stron nie jest zadowolona. Każdy idzie na ustępstwa. To trudny kompromis, ale wszyscy się na niego zgodzili. Podhale rozumie wrażliwość społeczną. Kiedyś psy na łańcuchu pilnowały domu, teraz to członkowie rodziny. Nie jest tak, że całe Podhale jest zainteresowane tym, żeby konie za wszelką cenę nad Morskim Okiem były. Zawsze broniliśmy fiakrów, swoich. Jednak fiakrzy czy starosta tatrzański rozumieją zmiany na świecie. My chcemy gościć wszystkich. Krok po kroku trzeba iść do przodu. Nie wszyscy będą zadowoleni, ale wszyscy to rozumieją.