Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłem PiS, Włodzimierzem Bernackim.
IPN i CBA to instytucje zatruwające życie publiczne – tak powiedział na niedzielnej konwencji programowej PO Grzegorz Schetyna. Jak do tej opinii pan się odnosi? Za powołaniem CBA i IPN głosowali posłowie PO.
- Tak. Zdecydowanie. W hotelu sejmowym mieszkam drzwi w drzwi z Markiem Bernackim, posłem PO. Jak chodzi o działanie CBA to prawe skrzydło PO było zdecydowane tę instytucję utrzymać. To co powiedział Schetyna jest jednoznacznym sygnałem – skręcamy mocno w lewo. CBA może być przykre w działaniach, ale raczej wobec prominentnych osobistości, w tym również z PO. To wydaje się być głównym przesłaniem szefa PO. Podobnie jak IPN. Faktycznie można uznać, że zmiany są konieczne. One zostały dokonane. Dr Jarosław Szarek obejmując prezesurę w IPN, objął nową strukturę. On obok dotychczasowych zadań będzie zajmował się upamiętnieniem męczeństwa, walki z narodowym socjalizmem i faszyzmem. To jest związane z realizowaniem polityki historycznej.
To może być chwytliwy element programu PO? Te instytucje stały się przykre dla obywateli?
- Zwykły obywatel z CBA nie będzie miał do czynienia. Jego działalność jest skierowana wobec osobistości prominentnych – polityków i osób, których pozycja jest inna niż przeciętnego obywatela. Jak chodzi o IPN to sądzę, że jest to deal między Schetyną a Lechem Wałęsą. Obecność Lecha Wałęsy była możliwa tylko dlatego, że ten punkt się pojawił.
Węgrzy zdecydowaną większością głosów wsparli premiera Viktora Orbana ws. obowiązkowych kwot relokacji uchodźców i opowiedzieli się przeciwko oddawaniu tej kompetencji w ręce Brukseli. Referendum nie jest prawnie wiążące. Dlaczego Orban zdecydował się na jego rozpisanie?
- Tu stanowisko premiera Orbana było jasne i wynikało z podstawowego pytania dla premiera rządu. To pytanie dotyczące kwestii suwerenności. w tym zakresie, który dotyczy decyzji tak istotnych jak kwestia przyjmowania migrantów. Premier Orban powiedział wyraźnie, że wynik tego referendum będzie legitymacją dla działań rządu.
Czyli chodzi o mocniejszą pozycję wobec Brukseli?
- Tak. To podkreślenie rangi i znaczenia istoty pojęcia suwerenności a także rangi i znaczenia suwerena. Tym suwerenem jest naród węgierski. On da premierowi wskazanie w jakim kierunku powinien zmierzać, także w debacie, która odbędzie się w tym tygodniu w Bratysławie.
On potrzebuje takiego wsparcia? Nawet w niedzielnym wywiadzie dla Welt Am Sonntag szef austriackiej dyplomacji powiedział i wezwał Niemców, żeby nie stawiali pod pręgierzem Polski i Węgier w kontekście polityki migracyjnej. On wezwał także Unię do wycofania się z decyzji o relokacji migrantów do wszystkich krajów wspólnoty, bo ten cel jest nierealistyczny.
- Po kilku miesiącach ataku medialnego państw starej Unii wobec Węgier i Polski widzimy, że rząd niemiecki i francuski mówią jasno. Oni przyznają Warszawie rację.
Dzisiaj „czarny poniedziałek”. Kobiety protestują przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Będzie ogólnopolski strajk kobiet na wzór tego z Islandii z 1975 roku. Mają być manifestacje, wiele kobiet deklaruje, że skorzysta z prawa do urlopu na żądanie, lub przyjdzie do pracy na czarno. Pana taka społeczna mobilizacja niepokoi czy pan się cieszy?
- Jako polityk i jako politolog muszę stwierdzić, że te manifestacje, które będą miały miejsce z mojego punktu widzenia są dobrym przejawem aktywności publicznej. Nie podzielam poglądów osób manifestujących, ale jako zwolennik społeczeństwa obywatelskiego, w którym jest swoboda wyrażania poglądów uważam, że takie zjawiska są normalne. Chcę dodać, że jak chodzi o tę kwestię to zawężenie problemu, o którym mówimy tylko do kobiety jest nadużyciem. Jako mężczyzna i ojciec uważam, że każdy mężczyzna i ojciec, który ma udział w tym cudzie, powinien mieć taki sam głos jak kobieta. Nie rozumiem dlaczego kobiety chcą realizować dyktaturę.
Nie żałuje pan jako parlamentarzysta PiS, że odrzuciliście i nie skierowaliście do komisji obywatelskiego projektu, który liberalizuje prawo aborcyjne, nawet jak nie zgadzacie się z tym projektem? Wcześniej była mowa, że żaden obywatelski projekt nie zostanie a priori odrzucony.
- Na posiedzeniu klubu PiS przed posiedzeniem Sejmu była wyraźna sugestia, żeby parlamentarzyści PiS głosowali za tym, żeby projekt wszedł do komisji. Z drugiej strony klub PiS jest konserwatywny. Trudno mieć pretensje do polityków, że tak zagłosowali.
Trochę jednak zadziałaliście wbrew obietnicom.
- Zgadza się.
Na najbliższym posiedzeniu Sejmu pan będzie przedstawiał opinię komisji regulaminowej i spraw poselskich immunitetowych ws. wniosku komendanta miejskiego policji w Łodzi o zgodę na uchylenie immunitetu prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego. Prezes NIK powinien się bać?
- Nie. To taka sytuacja, że na ostatnim posiedzeniu komisji regulaminowej była podjęta uchwała opiniująca pozytywnie wnioski, które się pojawiły ze strony komendanta policji z Łodzi i prokuratury ws. przekroczenia dopuszczalnej prędkości w sposób znaczący...
To było na początku roku?
- Tak. Prezes NIK, mimo że nie miał do tego prawa, przyjął mandat i oddał prawo jazdy. W tej nowej prawnej sytuacji prezes NIK będzie mógł teraz zapłacić mandat w wysokości 500 złotych i oddać prawo jazdy policji. W drugiej sprawie jest rzecz ważna. Chodzi o kwestie związane z naruszeniem przepisów o konkursach na stanowiska w NIK. Będzie on mógł stanąć przed sądem. Prezes NIK robił wszystko przez swoich pełnomocników, żeby nie dopuścić do posiedzenia komisji. Gdybym nie znał pism pełnomocników to mógłbym uwierzyć we wszystko o czym Krzysztof Kwiatkowski mówił. On mówił, że to wszystko długo trwało, że wreszcie będzie mógł stanąć przed sądem. Prezes Kwiatkowski robił wszystko, żeby prace komisji odsunąć w czasie.
Jest pan człowiekiem nauki. Rozpoczyna się kolejny rok akademicki. Wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin chce stawiać na doskonałość naukową - bardziej na jakość kształcenia, mniej na liczbę osób z wyższym wykształceniem. Znowu do uczelni wysyłany jest sygnał – koniec z polityką masowego kształcenia?
- To stanowisko nie tylko wicepremiera, ale także opinia środowisk naukowych. Trzeba pójść w kierunku dobrze pojmowanej ekskluzywności jak chodzi o działanie szkół wyższych. Ważne jest to, żeby istniały „markowe” uniwersytety, gdzie wymagania wobec kandydatów do studiowania i tytułów naukowych będą zdecydowanie wyższe niż teraz. Trzeba podejścia globalnego, żeby spowodować zainteresowanie finansowe wśród rektorów, żeby oni stawiali na jakość a nie na ilość. Wiem, że to brzmi jak z Engelsa, ale rzeczywiście tego związku między ilością a jakością nie zauważyliśmy.
Jak pan ocenia swoją pracę naukową z perspektywy zasiadania w sejmowych ławach?
- Lepiej rozumiem tych, którzy znajdują się w przestrzeni publicznej. Lepiej rozumiem też działania tych polityków, którzy funkcjonowali dawno temu. Rozumiem lepiej ich działania w tamtym czasie.