Na referendalną mapę Małopolski - na Kraków, Bochnię, Kalwarię i inne miejsca - spogląda pani jako na rodzaj plebiscytu, kto za, kto przeciw rządowej Koalicji 15 października?
- Nie. To nie jest taka kwestia, że tylko samorządowców z jednej strony sceny ludzie chcą odwołać. Ja na to patrzę z żalem. Jakby całą tę energię skierowaną na przygotowanie kampanii wykorzystać do współpracy dla dobra obywateli, wszyscy by wygrali. Niestety nie sposób się nie zgodzić, że to wilcze prawo opozycji, żeby występowała przeciwko samorządowcom. Jednak tam, gdzie jest współpraca, więcej uda się zdziałać.
Prezydent Krakowa to także szef małopolskiej Koalicji Obywatelskiej, stąd to pytanie o to, czy to jest taki plebiscyt przede wszystkim z Koalicją Obywatelską jako bohaterką? Nowa dynamika na pewno zostanie uruchomiona przez to referendum krakowskie, już nie mówiąc nawet o odwołaniu prezydenta.
- Sam pan wie, że spór jest ten sam. To ciągle przeciwnik polityczny pana prezydenta, który od dawna próbuje z nim sił. Nie udało mu się wygrać wyborów, więc próbuje mieszać. Takie zamieszania do niczego nie prowadzą. Ja wierzę w siłę demokracji, w to, że wyborcy są w stanie sprawdzić i sami odczuć, jak wiele dobrego w Krakwie się dzieje. Wiele się buduje. To się przełoży na komfort mieszkańców. Trudno dziś znaleźć argumenty za tym, żeby prezydenta Krakowa odwoływać. Rozumiem, że tak może być w miejscach, gdzie obywatele mają zastrzeżenia, ale w Krakowie tego nie ma. Popatrzmy, co udało się zrobić prezydentowi Miszalskiemu. Czasem cudze ambicje, które nie zostały zrealizowane w wyborach, trudno jest realizować w referendach.
Mówi pani o ambicjach jednego z kontrkandydatów, ale to taki poligon doświadczalny tak naprawdę przed wyborami parlamentarnymi. Sprawdzi on to, jaki efekt przyniosą wspólne działania Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej w Krakowie.
- Gospodarowanie wspólnym mieniem, dbanie o dobro mieszkańców, o dobre usługi to nie jest poligon. Jak ktoś uprawia sobie politykę, nie jest to odpowiedzialne. Wierzę, że obywatele to ocenią.
Chociaż oczywiście podnoszą kilka problemów inicjatorzy referendum, choćby zadłużenie, Strefa Czystego Transportu. Można wymieniać, ale zostawmy to...
- Problemy są i zawsze będą. Mądrość opozycji powinna polegać na tym, żeby gdzie mogą, współpracowali. Czasem warto uderzyć się we własne piersi, jak mówimy o zadłużeniu, bo poprzednicy jednak zostawili bardzo poważne długi, traktując samorządy nierówno, dając pieniądze tym, których lubią. Nieco rozsądku i samokrytyki. Nie bijatyka, ale mądre działanie dla dobra obywateli.
Wymiana uprzejmości pomiędzy ambasadorem Stanów Zjednoczonych i premierem Tuskiem oraz to zerwanie dyplomatycznych stosunków ambasadora Stanów Zjednoczonych z marszałkiem Sejmu raczej nas oddala czy może przybliża do decyzji parlamentu w sprawie podatku cyfrowego?
- Często gorące głowy powiedzą za dużo. W dyplomacji każdy wariant jest niedobry. Warto się trzy razy zastanowić.
O marszałku Czarzastym pani mówi teraz?
- I o marszałku Czarzastym, i o panu ambasadorze. Jego gorąca głowa i chęć obrony prezydenta Trumpa okazała się bardzo buńczuczna. Należy polać oliwą i uspokoić temperaturę dyskusji. Nie ma potrzeby okładania się. Kwestia nagrody Nobla dla prezydenta Trumpa jest inna. Przychylam się do zdania premiera Sikorskiego i marszałka Czarzastego. Niech prezydent pomoże sprawiedliwie zakończyć wojnę w Ukrainie. Wtedy będzie 100% kandydatem do tej nagrody i Polska go wesprze. Czy to ma wpływ na podatek cyfrowy?
Być może nie będą państwo chcieli drażnić już Amerykanów?
- Co to znaczy drażnić? Pokój, wojna w Ukrainie, tysiące istnień ludzkich… Jak o tym mówimy, nie chodzi o kategorię drażnienia. Jest gdzieś granica szaleństwa. Dzisiaj pokój na świecie jest kluczowym tematem. Jak rozmawiamy w takich kategoriach, podatek cyfrowy nie powinien na to wpływać.
Czy teraz nie doszliśmy do ściany? Może państwo nie będą chcieli teraz drażnić najważniejszego sojusznika i ten projekt dotyczący podatku cyfrowego trafi do szuflady?
- Mam nadzieję, że zostanie sprawiedliwie położony na stole i doprowadzimy to do końca. Kraje europejskie mają ten podatek. Czemu Polska by nie miała tego zrobić? Te pieniądze powinny pracować w naszej gospodarce. To duże pieniądze. Nikomu nic się nie stanie, jak będzie to płacił. To nie jest drażnienie kogoś. Inne kraje mogą mieć ten podatek, ale nagle ktoś ma humor, mamy się wycofać? Nie. Traktujmy się poważnie. Pieniądze dla kultury i nauki by się przydały. Rozmowa nikomu nie zaszkodziła jeszcze.
Zakaz dostępu młodzieży do 15. roku życia do mediów społecznościowych też uderzy w amerykańskie Big Techy. Czy zatem większość polityków chce także i tę ustawę forsować?
- Apeluję o zdrowy rozsądek. Na szali jest bezpieczeństwo dzieci i młodzieży i interesy firm, które produkują sprzęt i są wielkimi koncernami, dostawcami usług. Nie mam tutaj wątpliwości. Najważniejsza jest ochrona dzieci i młodzieży przed złem w sieci. Nie ma tutaj porównania. Bezpieczeństwo jest najważniejsze. Tu powinna się toczyć dyskusja. Nie jest kwestia, czy będzie zakaz. To kwestia postawy nauczycieli, rodziców i prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed tym, czego nikt czasami nie jest w stanie wychwycić. Prawna ochrona być powinna. Biznes i ochrona dzieci to kwestie nieporównywalne. Wprowadzajmy mądre zapisy. Wszystkim nam powinno zależeć na bezpieczeństwie młodzieży w sieci.
Kolejna sprawa to edukacja zdrowotna. Wydawało się, że Ministerstwo Edukacji Narodowej jest zdeterminowane do tego, by uznać ten przedmiot za obowiązkowy. Oznacza to, że zyskałby ten status rok przed wyborami, od września tego roku. Jakie są dziś głosy w Koalicji 15 października? Forsować zmianę statusu, czy zostawić jak jest? Jakbyśmy do tego dodali zakaz używania smartfonów także od 1 września… To wszystko na rok przed wyborami parlamentarnymi. Jakie dzisiaj są głosy polityków Koalicji Obywatelskiej w tych dwóch sprawach?
- Dla mnie najważniejszy jest interes dzieci, ich ochrona. Ta ochrona, poza cyfrową, to też mądra edukacja, czyli dostarczanie im szerokiej wiedzy w zmieniającym się świecie. Chodzi o cyfryzację, edukację zdrowotną, psychiatrię, mądre odżywanie się, sport. Edukacja zdrowotna jest potrzebna w szkole. Zrobić wszystko, żeby to było obowiązkowe? Ja bym była za tym. Gdy nie została wprowadzona jako przedmiot obowiązkowy, nic się nie zmieniło na dobre. Żałuję, że dziś dalej jest szereg problemów psychicznych, emocjonalnych, zdrowotnych. Nie możemy na to opowiedzieć. Nie mamy narzędzi, które by mogły ludziom pomóc. Nie należy wygaszać dyskusji o tym przedmiocie. On powinien być w szkole. Sukces przedmiotu zależy od tego, jak przekonamy nauczycieli.
Na razie jest nieobowiązkowy. 30% uczniów korzysta z tych zajęć.
- Żałuję tego bardzo.