To, że dziecko siedzi na kanapie, nie znaczy, że jest w domu. Ono jest na wielkim cyfrowym dworcu i to bez opieki. Dane NASK są brutalne. Nastolatki siedzą w sieci średnio 5 godzin dziennie. To nie jest hobby. To jest drugi etat.
Taki Discord czy Steam to nie są niewinne czaty o grach. To cyfrowe wyspy, gdzie każdy dorosły może wejść. Co trzeci nastolatek doświadczył tam przemocy. Co czwarty dostał od obcego zdjęcie, po którym każdy rodzic straciłby apetyt. To się dzieje w ciszy, w prywatnych wiadomościach. Tam, gdzie nie sięga żaden algorytm ani oko mamy czy taty.
Nie ma tam monitoringu. Za to grasują oszuści. Genialni aktorzy, którzy podstawiają fałszywe strony. Kradną konta i dane w sekundę. 15% dzieciaków już się na to nacięło.
Teraz najważniejsze. Zły wilk nie zaczyna od warczenia. On zaczyna od - siema, masz fajny styl gry, dam ci darmowe skiny. Tak się wciąga dzieciaki do grup, gdzie memem jest przemoc, a żartem ekstremizm.
Drodzy rodzice, zapamiętajcie jedno. Dziecko z telefonem w ręku nie jest w swoim pokoju. Ono jest na środku autostrady, bez zapiętych pasów. Internet nie ma płotu, a pokój dziecka nie ma ścian, dopóki świeci się w nim smartfon. Rozmowa to nie jest kontrola. To jedyny pas bezpieczeństwa, którego nie da się odpiąć.