Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z wicemarszałkiem Małopolski, Tomaszem Urynowiczem.
„Nie zaśmiecaj naszego domu” - takie jest hasło kampanii Urzędu Marszałkowskiego, która do końca sierpnia ma zwracać uwagę na ochronę obszarów zielonych przed zaśmiecaniem. W jaki sposób? Tylko takim edukacyjnym przekazem?
- To wymiar edukacyjny. Problem zaśmiecania terenów zielonych to nie jest problem tylko kampanii wakacyjnej. Ona nie jest skierowana tylko do turystów. Turysta nie wnosi do lasu wersalki czy wanny.
Choć śmieci niestety też często wnosi.
- Tak. Problem zaśmiecania terenów zielonych występuje przez cały rok. Wpływ na to mają okoliczni mieszkańcy, nie turysta. Ta kampania to cykl działań województwa. Najpierw była akcja Czyste Tatry, teraz ta, za chwilę będzie inna, dotycząca Ekointerwencji. Przygotowujemy się do wprowadzenia uchwały antysmogowej. To się łączy ze sobą. Kwestia ochrony środowiska to nie tylko powietrze. Te sprawy łatwiej wspólnie komunikować. Chodzi o mentalność i nasze codzienne działania.
Setki kilogramów odpadów zbierają wolontariusze sprzątający Tatry czy Puszczę Niepołomicką. Takie akcje zwracają uwagę na problem, ale nie rozgrzeszają też tych, którzy śmiecą? Co jakiś czas wolontariusze po nich przecież pozbierają.
- Takie akcje należy traktować jako apel. To skupienie uwagi mediów na danym temacie. To są wydarzenia jednorazowe, brakuje systematycznego podejścia do kwestii ochrony środowiska. Bez tego jednak nie da się organizować inaczej. Dwa razy do roku jest sprzątanie Dłubni. Za każdym razem i tak wyciągamy śmieci. Apelowanie o zmianę postaw musi być. Jednorazowe akcje o tak dużych zasięgach mają znaczenie. One skupiają uwagę i niestety biją kolejne rekordy. Skala problemu jest wielka. Jestem wdzięczny organizatorom takich akcji. Bez najważniejszych sojuszników, bez nas samych, jesteśmy słabsi. Małopolska realizuje wiele programów edukacyjnych. Realizowanych jest wiele projektów. One już przynoszą efekty. To na przykład Ekointerwencja. Ona przełamała takie myślenie, że jak poinformuję, że ktoś coś złego robi, to jestem donosicielem. Działam w interesie ochrony środowiska zgłaszając negatywne działania. Sam zgłaszałem zaśmiecanie lasu. Sprawcę złapano. Informujemy o wzrastającej liczbie zgłoszeń. One dotyczą głównie palenia śmieci, ale pojawiają się sygnały o zaśmiecaniu rzek, lasów. Świadomość mieszkańców wzrasta.
W Singapurze za wyplucie gumy do żucia na chodnik można dostać mandat warty około 1500 złotych. Kiedy do agendy politycznej te sprawy wejdą na tyle poważnie, że w końcu pojawi się ugrupowanie, które powie, że trzeba zaostrzyć przepisy, bo samą edukacją i akcjami za wiele nie zwojujemy?
- Edukacja musi iść w parze ze zmianą przepisów. Żeby przepis był respektowany, musi być powszechna zgoda na jego stosowanie.
Nie ma jej dzisiaj?
- Liczby mówią, że jest problem. Dzisiaj segregowanych jest 32% śmieci w Małopolsce. Są gminy, gdzie nie ma Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Są gminy w Małopolsce, gdzie nie sprawdza się, jak realizowane są przepisy dotyczące ochrony środowiska. Znamy patologie. Wnosi się na tereny zielone wersalki, wanny, gruz. Ta walka musi się toczyć dwuwymiarowo. Przepis i edukacja. Mamy tendencję omijania przepisów i bagatelizowania prawa. Musi być zaostrzenie prawa i podnoszenie świadomości. Działanie na szkodę środowiska to działanie na szkodę życia i zdrowia ludzi.
Pod koniec sierpnia Sejmik Małopolski ma przyjąć deklarację „Małopolska wolna od plastiku”. To kolejny etap działań zwracających uwagę na problem odpadów, których powstawanie możemy minimalizować? Można kupić wodę mineralną w szklanej butelce, nie w plastikowej.
- Oczywiście. W tej deklaracji chcemy wystąpić jako przykład. Małopolska zakłada, że podległe Urzędowi Marszałkowskiemu jednostki wdrożą dyrektywę plastikową znacznie wcześniej, niż się to wydarzy z mocy obowiązującego prawa.
Unijne przepisy wejdą w życie w 2021 roku.
- Tak. Chcemy to zrobić wcześniej, pokazać, że się da. Stąd przyjęcie deklaracji, które jest planowane na najbliższym Sejmiku.
Podobno krzykiem mody jest używanie talerzyków z otrębów pszennych. Można je nawet potem zjeść. Takie będą wykorzystywane w Urzędzie?
- Nie wiem jakie. To będą zamówienia publiczne. Takie przyrządy też testujemy.
Pan spodziewa się, że czeka nas w Krakowie prawdziwie antysmogowa rewolucja? 1 września wchodzi w życie całkowity zakaz palenia węglem i drewnem. Już teraz wiemy, że w tę datę wejdziemy z 4000 palenisk, które nie zostały zlikwidowane.
- Zwróciłem uwagę prezydentowi Majchrowskiemu na konieczność doprecyzowania planów kontroli i rozwiązywania problemów nierozwiązanych. Trzeba wskazać termin rozwiązania kwestii tych 4000 palenisk. 1,5 tysiąca to trudne paleniska.
Co to znaczy?
- Albo budynek jest do wyburzenia, albo inaczej nie da się ogrzewać. Różnie bywa. To, że jest to trudne, nie zwalnia nas z myślenia, jak to rozwiązać. Tego oczekujemy od miasta. Kraków jest pierwszym miastem, Kraków przyjął na siebie ten ciężar. Ten przykład musi być sprawnie wdrożony. Na doświadczeniach Krakowa będą się uczyć następni. Zależy nam, żeby w Krakowie uchwała weszła w życie sprawnie.
Są takie paradoksy, jak ten opisywany przez Dziennik Polski. Mieszkaniec Krakowa zlikwidował piec w swoim lokalu przy ulicy Dobrego Pasterza – nie są to obrzeża Krakowa – i usłyszał od pracowników MPEC, że nie ma możliwości przyłączenia go do ciepła systemowego ani do sieci gazowej.
- To te trudne przykłady. Nie zastąpię prezydenta Majchrowskiego i nie wyręczę go. Trzeba zdefiniować społeczną rolę MPEC. Rachunek ekonomiczny bierze górę, ale społeczna rola związana z rozwojem sieci ciepłowniczej jest też istotnym elementem. Poważna debata o rozwoju sieci ciepłowniczej musi być.
Mówi pan o tym, że doświadczenie Krakowa będzie istotne dla innych małopolskich gmin. Jak pan ocenia siły i środki zgromadzone do tego, żeby egzekwowanie tej uchwały sprawdzać? Miasto zapowiada, że będzie 30 strażników miejskich, urzędnicy z wydziału ds. jakości powietrza. Będą ich wspierać inspektorzy WIOŚ. Na Kraków takie siły wystarczą?
- Raczej nie. Taki charakter miało moje wystąpienie. Rozmawiajmy wcześniej o kontrolach. Nie jesteśmy w stanie przyjąć informacji, że Kraków na miesiąc przed wejściem w życie uchwały ma jakieś obszary, które wymagają interwencji. Musi być informacja, promocja, muszą być sprawne akcje. Został miesiąc. Deklaruję pomoc Urzędu Marszałkowskiego w akcjach informacyjnych. Walka jest tego warta. Na przykładzie Krakowa nauczymy się wszyscy. Mamy za sobą batalię sądową, kilka lat przygotowywania uchwały. Źle by się stało, jakby na finiszu mieli przekonanie, że są niedostatki. Trzeba intensyfikować działania. Wakacje nas nie zwalniają z myślenia o tym. Musimy wdrażać projekty informacyjne. Tego samego oczekujemy od miasta. Posługujemy się badaniami. 70% mieszkańców wie, że jest uchwała antysmogowa. Nieco ponad 20% wie, czego dotyczy. Jeśli walka ma mieć realne efekty, trzeba jeszcze wiele zrobić.