Dziecko ma prawo się nie dzielić. I rzeczywiście, asertywność, stawianie granic i decydowanie o swoich rzeczach są ważne. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie "nie dzielę się" zamienia się w demonstracyjne wykluczenie jednego konkretnego dziecka, na oczach dorosłych. Czym innym jest odmówienie pożyczenia ukochanej zabawki, a czym innym publiczne okazanie komuś, że "nie jest godny" udziału we wspólnej sytuacji. Jeśli dziecko nie chce pożyczyć swojej lalki czy misia – to normalne. Jeśli jednak częstuje jedno dziecko, a drugie ostentacyjnie pomija, komunikat przestaje dotyczyć jedzenia, a zaczyna dotyczyć relacji, pozycji w grupie i przynależności. To właśnie ten moment, w którym dorosły powinien zareagować. Nie chodzi o zmuszanie do dzielenia się za wszelką cenę, ale o zatrzymanie mechanizmu wykluczenia.
Czy dzieci są okrutne świadomie? Czy robią to z premedytacją? Małe dzieci nie, ponieważ sześciolatki czy siedmiolatki nie mają jeszcze w pełni rozwiniętej zdolności patrzenia z perspektywy drugiego człowieka. Empatia, rozumienie emocji innych, przewidywanie skutków własnych działań – to kompetencje, które dopiero się rozwijają. Nawet u nastolatków mózg nie jest jeszcze w pełni "połączony", jeśli chodzi o kontrolę impulsów i wgląd w konsekwencje. Dlatego odpowiedzialność zawsze spoczywa na dorosłych: rodzicach, nauczycielach, opiekunach.