Fot. PAP/Grzegorz Momot
Srebrny medal i dożywotni przelew
Srebrny medal Kacpra Tomasiaka zdobyty w Predazzo podczas igrzysk olimpijskich Mediolan–Cortina wywołał nie tylko sportowe emocje, ale także szeroką dyskusję o systemie finansowania polskiego sportu. Dziewiętnastoletni skoczek narciarski, choć od początku sezonu prezentował wysoką formę, dla wielu obserwatorów okazał się zaskoczeniem. Razem z medalem pojawił się temat tzw. emerytury olimpijskiej – dożywotniego świadczenia wypłacanego medalistom.
Docenienie takiego sukcesu, który jest bardzo istotny z punktu widzenia państwa, budującego pozytywną energię w kraju, to jest bardzo dobry pomysł
– podkreśla dr Marcin Karwiński z Uniwersytetu Ekonomicznego.
Emerytura olimpijska: symbol, nie problem systemowy
Jak zaznacza ekspert, liczba beneficjentów emerytur olimpijskich jest niewielka, a same świadczenia stanowią jedynie ułamek wydatków na sport.
To jest kropla w morzu potrzeb w stosunku do tego, co tak naprawdę jest potrzebne, żebyśmy stworzyli program, który pozwoliłby nam nie przegrywać igrzysk
– mówi Karwiński.
Przypomina również historie sportowców z lat 80., którzy mimo sukcesów mistrzowskich nie mieli zabezpieczenia finansowego po zakończeniu kariery. W tym kontekście emerytura olimpijska jawi się nie jako przywilej, lecz forma elementarnego uhonorowania najwyższych osiągnięć.
Problem leży niżej – w systemie i sposobie wydawania pieniędzy
Zdaniem rozmówcy Radia Kraków, kluczowym problemem polskiego sportu nie jest wysokość nakładów, lecz ich struktura.
My wydajemy pieniądze jak Amerykanie, mając ich o wiele mniej i mając o wiele mniejszy potencjał ludnościowy
– zauważa.
Polska próbuje finansować zbyt wiele dyscyplin jednocześnie, nie budując realnej przewagi w żadnej z nich. Tymczasem mniejsze kraje, jak Norwegia, Węgry czy Nowa Zelandia, wyraźnie postawiły na specjalizację, koncentrując środki tam, gdzie mają największe szanse medalowe.
Związki sportowe pod presją
„Nie będę ukrywał, że nie jestem fanem związków sportowych” – przyznaje Karwiński, wskazując na brak realnej odpowiedzialności za sposób wydawania publicznych pieniędzy.
Jako przykład patologii przywołuje sytuacje, w których na igrzyska wysyłane są rozbudowane delegacje działaczy, podczas gdy sami sportowcy mają ograniczone wsparcie organizacyjne. „Jeżeli zapaśnik mówi, że jego partner się nie zmieścił do samolotu, bo musieli polecieć działacze, to wiemy, że coś jest nie tak” – podkreśla.
Gdzie Polska ma realne szanse?
Zapytany o możliwe kierunki specjalizacji, Karwiński wskazuje przede wszystkim łyżwiarstwo szybkie i short track, korzystające z zaplecza w Tomaszowie Mazowieckim. „Jest tam dużo medali do zdobycia, a więc to się naturalnie opłaca” – mówi.
Wśród sportów zimowych wymienia także snowboard i narciarstwo dowolne, a w letnich – wspinaczkę sportową czy deskorolkę. Zwraca przy tym uwagę, że rozwój musi opierać się na dostępnej infrastrukturze i szerokiej bazie szkoleniowej. – „Ich musi być dużo, żebyśmy mieli z czego wybierać” – podsumowuje, odnosząc się do konieczności masowego uprawiania sportu już od najmłodszych lat.