Polska dostanie prawie 44 miliardy euro na zakupy w ramach programu SAFE. Premier Tusk zapewnia, że 80% tej sumy trafi do polskich firm. Czy polskie przedsiębiorstwa rzeczywiście dysponują najnowszymi technologiami i mają takie kompetencje, by w pełni odpowiedzieć na potrzeby obronne kraju?
- Faktycznie to wielki sukces polskiego rządu. KE zaakceptowała program SAFE. To ponad 130 projektów w zakresie uzbrojenia, infrastruktury i przemysłu obronnego. Polska będzie prawdopodobnie największym beneficjentem tego programu. To dobrze. Jesteśmy zaporą. Polskie firmy sobie poradzą. Trzeba w nie inwestować w zakresie budowy infrastruktury, miejsc schronienia, schronów, amunicji, sprzętu dla armii. Do tego polski sektor kosmiczny, który się dynamicznie rozwija. Do tego cyberbezpieczeńśtwo. Polska ma jednych z lepszych informatyków w UE. Jeszcze rozwój AI dla obrony.
Czyli kompetencje i technologie - tym wszystkim dysponujemy, żeby wykorzystać te pieniądze?
- Tak jest. Budowa dronów także.
Nie budzi pani wątpliwości fakt, że zakupy poza Unią Europejską nie mogą przekroczyć 35% tej sumy? Dotąd kupowaliśmy w Stanach Zjednoczonych przede wszystkim.
- Kupowaliśmy, ale mamy teraz program, na który przeznaczono 44 miliardy euro. Dobrze, że środki będą inwestowane w Polsce i UE. Stoimy u bram wielkiego przemeblowania geopolitycznego. Rosja, USA i Chiny się brutalizują w sposób bezwzględny. Oni sięgają po to, co jest im potrzebne. Żeby Unia była mocnym graczem, też musi się wzmacniać. W naszym interesie potrzebne są dobre relacje z USA i dobra współpraca w UE. To, że część uzbrojenia została zakupiona w USA, nie jest złe. Najważniejsze dzisiaj jest bezpieczeństwo Polek i Polaków. Wszystko - od dyplomacji, po współpracę w kraju - musi być temu podporządkowane.
To jest pytanie do pani nie tylko jako do senatora, ale także do szefowej Izby Zbożowo-Paszowej, czyli do osoby, której bliskie są sprawy polskiej wsi. Czy poparłaby pani proponowaną przez Konfederację zmianę w prawie łowieckim? Chodzi o dopuszczenie do polowań osób poniżej 18 roku życia.
- Jeśli pan mnie pyta osobiście, absolutnie nie. Nie oznacza to, że chcę walczyć z myśliwymi, bo nie, ale trzeba znaleźć balans między myślistwem a ochroną dzieci, szacunkiem dla przyrody. Ta propozycja Konfederacji, czyli cofnięcie zakazu udziału dzieci w polowaniach z 2018 roku, to ruch w złą stronę. Musimy dbać o zdrowie psychiczne, stabilność emocjonalną dzieci. To nasze przyszłe pokolenie. Ono przeszło pandemię. Dzieci mierzą się ze strachem związanym z wojną. Nie trzeba ich narażać też na takie widoki, które mogą być traumatyczne. Rodziny myśliwych chcą przekazywać tę tradycję. Proszę bardzo, ale gdy ten człowiek będzie w pełni ukształtowany. To moje zdanie.
Komisja Parlamentu Europejskiego wprowadza kolejne bezpieczniki do umowy z Mercosurem. Teraz cła mają być nakładane nie tylko gdy import przekroczy 5%, ale także gdy ceny artykułów wrażliwych spadną o 5%. Czy to już powinno uspokoić rolników? Panią uspokaja?
- Nie jest tajemnicą, że od początku byłam sceptyczna do umowy handlowej z Mercosur. Ona w wielu aspektach jest korzystna dla Polski i UE. Unia musi mieć nowe rynki, dostęp do pierwiastków ziem rzadkich. Z punktu widzenia polskiego i europejskiego rolnictwa to jednak kłopot. Nie wszyscy to rozumieją. Kłopoty są dwa. Pierwszy może dotknąć wszystkich. To bezpieczeństwo żywności. Jako Polska musimy się dostosować do bardzo precyzyjnego badania żywności. Żywność z Mercosur nie zawsze spełnia standardy europejskie. Tego nie możemy wpuścić na rynek. Druga sprawa to eksport. Polska wołowina i nasze mięso drobiowe jest eksportowane w znacznej mierze na rynki UE. Tu jest obawa producentów mięsnych, że mięso z Mercosur, które nie spełnia zawsze standardów europejskich i jest tańsze, wyprze nasze mięso eksportowe. Tutaj musimy sobie poradzić.
Jak Koalicja Obywatelska przyjęła w sumie spodziewaną od kilku tygodni albo nawet miesięcy inicjatywę referendalną? Chodzi o odwołanie prezydenta Krakowa i krakowskiej Rady Miasta. Jak w ogóle pani ocenia szansę powodzenia tej inicjatywy?
- Inicjatywa była spodziewana. Mam dwie refleksje. Każdy członek KO ma wielki szacunek do demokracji. Referendum to narzędzie demokracji. To szanujemy. Jednak nie należy tego narzędzia nadużywać. Referendum nie może być dogrywką po przegranych wyborach. Prezydent Miszalski, który został nim całkiem niedawno, zyskał bardzo mocny mandat. On realizuje nie zawsze popierane przez wszystkich mieszkańców projekty, ale są one trudne i odważne. To ważne dla Krakowa.
Jak na tę inicjatywę powinien odpowiedzieć magistrat w pani ocenie? Czy będzie chciał i w jaki sposób przekonywać albo Krakowian, aby nie podpisywali się pod wnioskiem referendalnym, a jeśli uda się zebrać te głosy, żeby zostali w domach? Co będzie chciał teraz pokazać magistrat, w jaki sposób przekonać Krakowian do tego, że warto zaufać obecnej władzy w pani ocenie?
- Z tego co wiem, prezydent Miszalski powiedział wczoraj jasno. Magistrat pracował i będzie pracował tak samo nad najważniejszymi projektami dla miasta – metro, SCT, inwestycje. Ostatnie lata to czas dużych inwestycji miasta. To stanowi pewne obciążenie dla budżetu. Jednak po pierwsze nie stało się nic nadzwyczajnego w kontekście negatywnym, co by uzasadniało taki ruch dzisiaj.
A na przykład S7 przechodząca przez Kraków? Pani w tę sprawę jest zaangażowana bezpośrednio. Jakąś część Krakowian jednak ta sprawa z równowagi wyprowadziła.
- Łącznie z panem prezydentem Miszalskim. W ramach protestów mieszkańców, choćby przed GDDKiA w Krakowie, prezydent Miszalski ze mną i innymi politykami, także przeciwnikami, stał na proteście. Dla strony rządowej, bo przecież jesteśmy członkami KO, to pewna niezręczność, ale prezydent miał odwagę stanąć i powiedzieć - NIE. To działa na korzyść prezydenta. To kompetencje GDDKiA. Prezydentowi się to nie podoba.