Zdjęcie ilustracyjne/Fot. pexels
Mechanizm clickbaitów
Krzykliwe, emocjonalne tytuły stały się standardem. Nie są to już narzędzia informowania, lecz wabiki, które mają wywołać reakcję emocjonalną i skłonić do kliknięcia. Jednym z przykładów mechanizmu clickbaitowego jest sposób, w jaki media zareagowały na wypowiedź Igi Świątek dotyczącą nagrania Coco Gauff. Amerykańska tenisistka rozbiła rakietę, reagując emocjonalnie.
Każdemu człowiekowi czasem zdarzy się zdenerwować. Ludzie reagują różnie – czasem płaczą, czasem krzyczą, a czasem czymś rzucą i to jest ludzka sprawa. Iga Świątek skomentowała to po ludzku, ponieważ nagranie nigdy nie powinno trafić do internetu. To nie było nikomu potrzebne – mówi dr Agnieszka Całek.
Reakcja tenisistki była wyrazem empatii wobec koleżanki, ale też asertywności osoby, która znajduje się na szczycie kariery i od lat funkcjonuje pod stałą medialną obserwacją. – "Wiele mediów chciałoby mieć dostęp do całego jej życia, do prywatności, relacji rodzinnych. Tymczasem jedyną działalnością publiczną Igi Świątek jest tenis. I tylko do tego mamy prawo jako odbiorcy" – dodaje. Mimo to część internautów i mediów zareagowała krytycznie, atakując zarówno Coco Gauff, jak i Igę Świątek.
(cała rozmowa do posłuchania)
To przykład dominującego dziś modelu dziennikarstwa internetowego, który stoi w sprzeczności z zasadami, jakich uczy się studentów na kierunkach dziennikarskich. Tymczasem młody dziennikarz, trafiając na staż do komercyjnego medium, szybko słyszy, że te zasady "nie działają". Tekst musi zatrzymać odbiorcę na jak najdłużej, zmusić go do scrollowania i obejrzenia wielu reklam. Informacja staje się narzędziem marketingowym.
Naszą ostatnią nadzieją są media publiczne i media obywatelskie, które mają pewne poczucie misji, w których kwestia związana z zyskami nie jest najważniejsza. Ważny jest odbiorca, misja społeczna i to, by rzetelnie przekazywać informacje.
Dr Agnieszka Całek/fot. Sylwia Paszkowska
Clickbaitowe newsy mają realny wpływ na sposób, w jaki odbieramy i przetwarzamy informacje. Odbiorca nie dostaje od razu odpowiedzi, której szuka, co zniechęca go do korzystania z tradycyjnych mediów.
Newsy konstruowane w ten sposób niszczą nam system poznawczy. Dużo łatwiej wejść na portal społecznościowy, gdzie jakiś twórca/influencer te informacje podaje nam od razu, często w nieco atrakcyjniejszej formie i krótszej. To też odzwyczaja nas od szukania informacji w mediach.
Problem polega na tym, że influencerzy często nie są profesjonalistami i nie zawsze mają kompetencje do sprawdzania informacji, czy odpowiedzialnego mówienia o tematach wrażliwych. W efekcie odbiorcy budują obraz rzeczywistości na podstawie źródła niskiej jakości.
Dopamina i scrollowanie
Media nastawione na emocje wpływają także na układ nerwowy. Ciągłe „podlewanie” odbiorców silnymi bodźcami sprawia, że mózg pozostaje w stanie stałego napięcia.
Nasze mózgi są w ciągłym napięciu. To znaczy, że my ciągle czekamy na nowe bodźce. Scrollujemy w poszukiwaniu czegoś, co da nam dopaminę. Spowoduje to, że będziemy zadowoleni, ale to jest impuls. Za chwilę będziemy potrzebować więcej i mózg jest w ciągłym napięciu i gotowości.
Dla porównania przypomina, że człowiek XIX wieku przez całe życie nie doświadczał tylu bodźców, ilu my doświadczamy w ciągu jednego dnia dzięki smartfonom. Stała pogoń za nagrodą dopaminową sprawia, że gdy jej nie otrzymujemy, narasta frustracja. To przekłada się na większą nerwowość, wybuchowość i spadek empatii. Dodatkowym wyzwaniem jest rozwój sztucznej inteligencji, która dostosowuje się do użytkownika bez konieczności negocjowania relacji.