Mama dwóch dziewczynek, dziesięcioletniej i sześcioletniej, obiecała starszej córce telefon na dziesiąte urodziny. Do tej pory dziewczynka nie miała własnego urządzenia, więc prezent miał być wyjątkowy. Problem pojawił się w momencie, gdy o planach usłyszała młodsza siostra. Reakcja była natychmiastowa: ona też chce telefon. Zaczęły się pytania, czy może dostać własny? A jeśli nie, to może telefon będzie wspólny? A może starsza siostra powinna się nim dzielić? Czy kupić starszej córce telefon, ale pod warunkiem, że będzie musiała udostępniać go młodszej?
Problem nie dotyczy wcale telefonu. Chodzi raczej o to, że rodzice coraz częściej starają się za wszelką cenę chronić dzieci przed najmniejszą niewygodą. Młodsze dziecko jest smutne, że nie dostaje prezentu? Natychmiast próbujemy coś wymyślić, żeby wyrównać sytuację. Tymczasem fakty są proste. Urodziny jednego dziecka to jego święto. Tak samo, jak imieniny czy inne ważne okazje. Jeśli zaczniemy "wynagradzać" rodzeństwu fakt, że nie ma urodzin, wpadamy w absurd. Rodzice często działają z najlepszych intencji. Chcą, by dzieci czuły się dobrze, nie przeżywały przykrych emocji i nie były zazdrosne. Jednak w praktyce bywa odwrotnie. Chronienie dziecka przed każdą frustracją sprawia, że nie uczy się ono radzenia sobie z emocjami. A przecież życie składa się także z czekania i z sytuacji, które są niewygodne.
Innym zwyczajem, który zaczyna się pojawiać, jest kupowanie dodatkowego prezentu dla rodzeństwa dziecka obchodzącego urodziny. Rodzice czasem mówią dzieciom, by wzięły coś małego dla brata lub siostry solenizanta, żeby im nie było przykro. Urodziny są dniem jednej osoby i to ona powinna być w centrum uwagi. Najtrudniejsza dla wielu rodziców jest zgoda na to, że dziecko czasem będzie niezadowolone.