Jeśli na naszych skrzynkach pocztowych jest wiadomość, że nasze składki się nie zgadzają i musicie kliknąć w link, żeby wyprostować sprawę, mamy jedną radę. Głęboki oddech i ręka z dala od myszki. To jest stuprocentowy fejk i nowa zabawka cyberprzestępców, którą namierzył CERT Polska.
Oszuści grają na naszych dwóch najczulszych strunach. Strachu przed urzędem i nadziei, że może coś nam zwrócą. Jak to działa? To taki cyfrowy teatr jednego aktora. Mail wygląda profesjonalnie. Logo NFZ na miejscu, czcionka się zgadza. Klikasz i trafiasz na stronę, która jest kopią rządowego serwisu. Jeden do jednego, tylko że zamiast urzędnika po drugiej stronie siedzi gość, który tylko czeka, aż wpiszesz tam swój login do banku albo numer PESEL. NFZ to nie jest kumpel z Facebooka. Oni nie wysyłają linków do szybkiej weryfikacji w mailach.
Jak w takim razie nie dać się złowić? Dwie złote zasady. Pierwsza - miej oko na linki. Prawdziwe strony rządowe zawsze, ale to zawsze kończą się na .gov.pl.
Druga zasada - zamiast klikać w to, co podsuwają, zamknij maila, odetchnij małopolskim powietrzem i sam wpisz adres oficjalnej strony albo zaloguj się do internetowego konta pacjenta. Tam jest cała prawda.
Podsumowując, jeśli NFZ pisze do nas w sprawie błędnych składek przez link w mailu, jest to taka sama prawda jak to, że od jutra hejnał mariacki będzie wybrzmiewał do ostatniej nuty, bo trębacz wreszcie wybaczył tamtemu tatarskiemu łucznikowi.
Dbajcie o swoje dane i nie dajcie się złowić.