Jak zaznaczył profesor, nie chodzi o „dwieście milionów”, lecz o około 44 miliardy euro, czyli blisko 186 miliardów złotych.
- To ogromna suma - podkreślił.
Zdaniem eksperta pieniądze z programu SAFE powinny zostać przeznaczone przede wszystkim na dozbrojenie wojska. Chodzi nie tylko o nowoczesne systemy uzbrojenia, ale także o uzupełnienie braków w podstawowym wyposażeniu.
- Moglibyśmy dozbroić wojska operacyjne, Wojska Obrony Terytorialnej, a także jednostki tworzone z rezerwistów. Rezerwista nie może dostać tylko karabinu i hełmu. Musi mieć odpowiedni sprzęt i wsparcie - zaznaczył prof. Kozerawski.
Profesor zwrócił uwagę, że doświadczenia wojny w Ukrainie pokazują, jak ważne jest szybkie zwiększanie zdolności obronnych. Polska – jako państwo frontowe na wschodniej flance NATO – nie może liczyć czasu w dekadach. Decydujące będą najbliższe lata.
Szansa dla Małopolski
Na programie SAFE mogą skorzystać także firmy z Małopolski. Wśród zakładów współpracujących z wojskiem wymienia się m.in. Zakłady Mechaniczne w Tarnowie, Grupę Azoty oraz firmę Ponar z Wadowic.
Jak wyjaśnił profesor, wiele produktów tych firm ma tzw. podwójne zastosowanie - cywilne i wojskowe. Przykładowo hydraulika siłowa produkowana w Wadowicach może być wykorzystywana w armatohaubicach Krab, transporterach Rosomak czy bojowych wozach piechoty Borsuk.
- Inwestycje w przemysł obronny to nie tylko bezpieczeństwo, ale też rozwój gospodarki. Korzyści mogą być wielopłaszczyznowe - mówił ekspert.
Jego zdaniem duża część środków powinna zostać wydana w Polsce lub w ramach współpracy z europejskimi partnerami. Warunkiem jest jednak rozsądne i konsekwentne planowanie wydatków.
Czego brakuje polskiej zbrojeniówce?
Prof. Kozerawski przypomniał, że polski przemysł obronny przez lata był niedoinwestowany. Dopiero po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku zaczęto poważnie myśleć o jego odbudowie.
Największym wyzwaniem jest dziś produkcja amunicji - zarówno klasycznej, jak i rakietowej czy dronowej.
- Musimy mieć zdolność wytwarzania i magazynowania amunicji w takich ilościach, jakie zużywa się na realnym froncie - podkreślił.
Ekspert wskazał również na potrzebę rozwijania produkcji dronów oraz zdolności serwisowania sprzętu wojskowego w kraju. Bez tego - jak zaznaczył - trudno mówić o pełnej niezależności w czasie ewentualnego konfliktu.
Potrzebna nowa strategia
Profesor zwrócił uwagę, że wydatkowanie tak dużych środków musi być oparte na aktualnej strategii bezpieczeństwa narodowego. Obowiązujący dokument pochodzi z 2020 roku.
- Najpierw trzeba mieć dobry plan strategiczny, a dopiero potem wydawać pieniądze - podkreślił.
Odniósł się także do krytyków programu SAFE. Jego zdaniem pożyczka oferowana w ramach Unii Europejskiej jest korzystna i pochodzi od zaufanych partnerów. W przeciwieństwie do wcześniejszych zakupów, finansowanych wysoko oprocentowanymi kredytami spoza Europy, środki z SAFE mogą zostać przeznaczone na rozwój krajowych technologii i produkcji.
- To szansa, by budować własne systemy uzbrojenia i inwestować w polską gospodarkę - podsumował prof. Kozerawski w Radiu Kraków.