Zapis rozmowy Jacka Bańki z rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesorem Wojciechem Nowakiem.
Mówi pan tak – oszukujemy młodych ludzi przyjmując ich w takiej ilości na polskie uczelnie. Jak weźmiemy UJ i biotechnologię, gdzie studia rozpoczyna 100 osób to jaka część z nich została oszukana?
- Żadna. Nie można generalizować. Rynek pracy dla biotechnologów w Polsce i Europie jest otwarty. Nie jest tak fantastycznie otwarty jak 10 lat tamu, gdzie każdego absolwenta od nas porywano, ale to jest dalej kierunek, gdzie łatwość zdobycia pracy jest duża. W tym wypadku nie ma takiego zagrożenia. Dam inny przykład. Absolwenci naszej biotechnologii cieszą się renomą i uznaniem. Jakby tę samą biotechnologię skończyło 100 absolwentów w innej szkole, gdzie naucza się tego od niedawna i my byśmy im o tym nie powiedzieli to byłoby to oszustwo.
Jednocześnie Uniwersytet od lat pozostaje największym pracodawcą w regionie. Nie odbywa się to kosztem jakości? Przyjmuje się taką liczbę studentów, żeby się to opłacało?
- My jesteśmy, tak jak najlepsze uniwersytety w Polsce, w tej wspaniałej sytuacji, że mamy nadmiar kandydatów. U nas przyjęcie na poszczególne wydziały jest konkurencyjne. Nie ma u nas takiej sytuacji, że poszukujemy studenta. To plus marki uniwersytetu. My mamy najlepszych studentów. To nasze perły. Podobnie jest na Uniwersytecie Warszawskim czy Poznańskim. Co z resztą? Tu zaczyna się problem. My tego problemu nie mamy. Mamy najlepszych studentów.
Minister Gowin mówi tak – optymalny model to 12 studentów i 1 pracownik naukowy. Jak pan ocenia te wyliczenia?
- To wskaźnik wzięty z Europy. On jest prawidłowy. Należy do tego dążyć. Różnie to wygląda na różnych wydziałach. Mamy rozrzut od 10-1 i 13-1. Mieścimy się w średniej.
Jednocześnie szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego mówi tak – biorąc pod uwagę ranking szanghajski i obecną pozycję UW i UJ, wystarczy 10 lat, żeby te uczelnie wskoczyły do drugiej setki. To wykonalne?
- Trudno odpowiedzieć czy w 10 lat. Nie chcę mówić o rankingu szanghajskim. On jest specyficzny i nie oddaje rozwoju uniwersytetu. On oddaje potencjał tradycja+aktualność. Rankingiem, który się cieszy duża popularnością jest Nature Raising Star. On pokazuje uniwersytety, które się rozwijają, obojętnie czy to jest Harvard czy UJ, ale startując z określonej pozycji. Ona jest porównywana do jednego poziomu. Ten ranking pokazuje dynamikę rozwoju. Polska i UJ jest tam w dobrym miejscu. Nie można porównywać rzeczy nieporównywalnych. 25 lat temu potencjał UJ a potencjał Oxford czy Harvard były zupełnie różne. Jak nie uwzględnimy tego to ranking jest spłaszczony.
Gdzie jest miejsce UJ w tym rankingu? Czy te rankingi nie są fetyszem, którym się posługujemy jak wytrychem?
- Ja bronię rankingów. To pokazuje pewne trendy, ale trzeba wiedzieć co analizujemy. Są rankingi, które oceniają tylko rozwój naukowy w określonych naukach, najczęściej przyrodniczych. Trzeba wiedzieć o czym się mówi. Nieszczęście w Polsce jest takie, że wszyscy słyszeli o rankingu szanghajskim, ale prawie nikt nie wie jakie tam są punkty. Ja jestem za konkurencja. Ona jest dobra i bardzo wskazana, ale pod warunkiem, że podchodzimy do tego uczciwie. Byłem wiele razy pytany co sądzę o kierunku lekarskim w Akademii Frycza Modrzewskiego. Ja biję brawo i życzę powodzenia, ale pod warunkiem, że będą spełniać normy kształcenia. Konkurencja w szkolnictwie i nauce jest wskazana.
Umiędzynarodowienie, o którym pan mówi to ma być jedno z najważniejszych zadań w nowym roku. Jak to będzie wyglądać w praktyce?
- To punkt kontrowersyjny. W UJ nie zgadzamy się na takie umiędzynarodowienie, że przyjmujemy zza wschodniej granicy studentów, uczymy ich w języku polskim i nie weryfikujemy ich dokonań w rodzimych krajach. My takiego umiędzynarodowienia nie uznajemy. Przez umiędzynarodowienie rozumiemy przyjmowanie studentów na studia pełnoprofilowe w języku angielskim. Będą także w języku rosyjskim. Będzie cały program w obcym języku. Tak rozumiemy umiędzynarodowienie. To nie jest przyjmowanie bądź kogo zza wschodniej granicy. Tak nie robimy. Budzi to sprzeciw, ale my idziemy na jakość. Naszych studentów chcemy mieć najlepszych. Nie może decydować paszport.
W liczbach jakby to miało wyglądać?
- Chcemy dojść do umiędzynarodowienia rządu 30-40%. W tej chwili to 15%. Zależy od kierunku. Ciężko to uśredniać. Na medycynie po angielsku mamy nadmiar kandydatów. Zaczyna być to porównywalne ze studiami dla Polaków. Na europeistykę mamy pełne obłożenie, ale nie ma konkurencji. Chcemy iść w tym kierunku. To już zależy od wydziału.
Skoro mówimy o studentach i o absolwentach to co pan sądzi o pomyśle powołania Narodowej Agencji Współpracy Akademickiej, która by się zajęła między innymi ściąganiem absolwentów, który wyjechali za chlebem z naszego kraju?
- To jest konieczne. To był postulat środowiska od dawna. XXI wiek to wiek konkurencyjności. Musimy być tacy. Nie miejmy złudzeń, że student z USA przyjedzie tu studiować, bo kogoś olśni. My musimy go zachęcić. To musi być wymiana. Jak mamy bardzo dobrych studentów to poślijmy ich na rok do Stanford. To nas będzie kosztować, ale oni nam zrobią świetną opinię. To proces, który musi trwać. My ich przyjmiemy, poślemy na najlepsze uniwersytety. Nie zrobimy tego bez inwestycji, bo nie mamy takiej pozycji jak najlepsi. Musimy się pokazać, żeby inni zobaczyli, że w Krakowie są takie możliwości badań i można studiować na świetnym poziomie tu w tym mieście. To musi być dwustronne. Żeby to ułatwić... To są różne kwestie. Student musi mieć stypendium, musi być ubezpieczony i musi mieć akceptację departamentu stanu USA. To się da zrobić, ale to musi być robione szeroko. To jedyna droga, żeby nasi studenci byli rozpoznawalni i żeby przez przyjazd tych studentów, żebyśmy my byli lepiej rozpoznawalni.
Są zapowiedzi zmian w szkolnictwie wyższym. Od 1 stycznia ma być nowy algorytm finansowania uczelni. Od września 2017 roku nowa ustawa o szkolnictwie wyższym. Jakie są pana oczekiwania?
- Oczekiwania są duże. To jest konieczne. Nie będzie to proces łatwy. Dla niektórych uczelni będzie to dotkliwe, ale nie ma innej drogi. Algorytm finansowania z ilością studentów to absurd. Tak nie może być. Dla niektórych uczelni to będzie bolesne. Drugi przykład. Nie może tak być, że minimum kadrowe jest różne w różnych uczelniach. Postulat w nowej ustawie znowu uderzy w różne uczelnie? Dobrze. Nie można jakości budować na pozorach. Mamy ponad 400 wyższych uczelni i niż demograficzny. Ten worek pieniędzy, odpis PKB, jest taki a nie inny. Nie można tego nie widzieć. Nie można wyjść z założenia, że jakoś to będzie i wszystkim po równo.
Są oczekiwania związane z większymi nakładami na szkolnictwo wyższe...
- To zrozumiałe. Dotacja na naukę i szkolnictwo wyższe w Europie... Jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc. Jesteśmy jednak realistami. Wiemy, że obojętne, z której opcji będzie rząd, PKB nie wzrośnie na tyle, że to pójdzie niesamowicie w górę. Tak być nie może. Cudów nie ma. Worek zawsze będzie ograniczony. Dotacje muszą być jednak co roku większe, żebyśmy doszli do tego poziomu 1,7% PKB. To będzie już dobrze.
W wypadku UJ udział w Europejskiej Przestrzeni Badawczej to jest szansa?
- To duża specyfika. To ma swoje ograniczenia, plusy i minusy. Mam nadzieję, że nasi naukowcy będą się częściej decydować na aplikację na granty z Europejskiej Przestrzeni. Jest świadomość, że należy w to iść. Jest już taki zwyczaj, że nasi absolwenci, którzy rozpoczęli pracę w innych ośrodkach w Europie teraz aplikują o te granty i z nimi chcą wrócić. To dobre i optymistyczne dla nas.
Biorąc pod uwagę zapowiedzi resortu nauki, nowy rok akademicki może być rokiem przełomowym?
- Nie sądzę, żeby był przełomowy. Taki będzie jak nowa ustawa zostanie zatwierdzona. To będzie pewne. Na razie są plany. Mamy algorytm finansowania, ale on musi wejść. Jest zapowiedź, że powstanie struktura ułatwiająca współpracę międzynarodową, ale ona musi zacząć działać. Ja jestem optymistą. To zmiany konieczne. One muszą być zrobione. To, że to wywoła różne opinie, to jest zrozumiałe. To są zmiany, które idą w dobrym kierunku.