Zapis rozmowy Jacka Bańki z prof. Mariuszem Andrzejewskim, dziekanem wydziału finansów Uniwersytetu Ekonomicznego, byłym wiceministrem finansów.
Rozpoczynamy od sprawy niższego wieku emerytalnego – 65 lat dla mężczyzn, 60 lat dla kobiet. Jak pan ocenia niższy wiek, prawdopodobnie bez stażu pracy?
- Oceniam to dobrze. Jak wsłuchiwałem się w trakcie kampanii w zapowiedzi kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy to pamiętam, że w debacie telewizyjnej zapowiadał odwrócenie reformy PO i PSL. Dzisiaj czytam, że związkom zawodowym prezydent złożył dalej idącą obietnicę, że wprowadzi do tego czynnik uzależniający wiek emerytalny od przepracowanych lat. Dla mnie dobrym krokiem jest powrót do rozwiązań sprzed reformy. To jest bezpieczne finansowo.
Finanse to wytrzymają?
- Jak w przyszłości zbiegnie się to z takim rozwojem naszej gospodarki, jaki jest planowany przez Plan Morawieckiego to powinno się to udać.
Przy podniesionych stawkach ZUS?
- Mówi pan o dotychczas podniesionych stawkach? Ja byłem ministrem finansów ze świętej pamięci panią profesor Zytą Gilowską. My obniżaliśmy stawki i zrobiliśmy to jako jedyni w całym 25-leciu. Rząd PO podwyższył składki. Teraz one są na takim poziomie, że nie trzeba ich podwyższać.
Nie pójdą do góry?
- Wchodzimy w kolejny ciekawy temat. Znamy zapowiedzi rządu, że daniny z tytułu ZUS zostaną połączone z daninami z PIT. Należy się spodziewać nowych rozwiązań. Przypomnę, że to propozycja zgłoszona w ostatniej kampanii przez PO. To dobra propozycja. Tutaj wszystkie dobre propozycje należy rozważać. Cieszę się, że mimo iż PiS wygrało wybory, nie zachowuje się politycznie, ale to podejmuje. Popieram to.
Mówimy o jednolitym podatku, który ma zastąpić składki ZUS, NFZ i PIT? To proste sięgnięcie do kieszeni podatników?
- Nie. W wyniku wprowadzenia takiego rozwiązania co się stanie na rynku? Dzisiaj jednym z większych problemów są umowy śmieciowe. Od nich nie płaci się składek ZUS. Ja widzę ten problem na płaszczyźnie wolnej i równej konkurencji. Jak jakaś firma zatrudnia pracowników i ma ich na samozatrudnieniu lub na umowach śmieciowych to nie można mówić o konkurencyjności w stosunku do firm, które pracownikom płacą pełne składki ZUS. To nie jest dobre dla rynku. Kwestia wprowadzenia jednolitej daniny, która połączy podatki dochodowe od osób fizycznych, składki ZUS i na NFZ jest dobrym rozwiązaniem. Przy okazji wprowadzimy jednakowe rozwiązania dla wszystkich. To jest bardzo dobre i potrzebne.
Z zapowiedzi ministra Kowalczyka wynika też to, że więcej mieliby zapłacić ci, którzy zarabiają lepiej. Mówi się o tych, którzy by zarabiali więcej niż 6000 złotych netto.
- Przedyskutujmy to. Mają zapłacić niektórzy więcej. Dzisiaj składki to 18 i 32% w podatku dochodowym. Tych, którzy wchodzą w stawkę 32% jest zaledwie kilka procent w kraju. Są podawane kwoty netto, czyli z tego wynika, że każdy kto zarabia 10-12 tysięcy brutto, być może zapłaci więcej. Ilu jest tych obywateli w kraju? 3-4%. To jest problem, który powinniśmy rozważać? Ci, którzy zarabiają 10-12 tysięcy miesięcznie mają coś takiego jak zawieszenie składek ZUS. Jak dzisiaj w Polsce obywatel zarobi w roku około 120 tysięcy brutto to on potem proporcjonalnie nie płaci składki emerytalnej i rentowej. Dlaczego takiego udogodnienia nie ma w innych warstwach? Nie możemy tego bardzo dobrego pomysłu, który załatwi problem umów śmieciowych przeciwstawiać temu, że być może ci najlepiej uposażeni zapłacą trochę więcej.
Teraz kolejna sprawa, którą można nazwać wzlotem i upadkiem podatku handlowego. Wiele były już minister finansów mówił o podatku handlowym. Próby były. Porażka? W przyszłorocznym budżecie nie zaplanowano wpływów z podatku handlowego.
- Minister Szałamacha wcześniej wprowadził inne dobre rozwiązania. Kibicowałem mu przy podatku bankowym i 500+. On przystąpił do podatku handlowego. Miał przekonanie, że podejmuje ryzyko, że Komisja Europejska to odrzuci. Tym razem minister stracił, ale nie stracił stanowiska z tego powodu. Zamiana na stanowisku wynika z innych i ważniejszych powodów. 1,2 miliarda, które miały wpłynąć do budżetu to aż tak duża kwota? Chodzi o realizację planu gospodarczego partii. Jak przychodzi inny gospodarz ministerstwa finansów to powinniśmy go zapytać co zrobi. Poczekajmy jakie będą decyzje ministra Morawieckiego.
Muszę zapytać o to rozwiązanie. Nie ma ministra finansów, jest minister rozwoju i finansów. Ta osoba jednocześnie pilnuje kasy i po nią sięga. Można być jednocześnie twórca i tworzywem?
- To jest zmiana w naszym kraju niespotykana. To jest dla mnie rewolucyjne. Jako finansista obawiam się o znaczenie ministerstwa finansów, ale znowu to było w programie PiS. Oni wygrali wybory. Odbieram to pozytywnie. Na pewno zetknąłem się w ministerstwie finansów z tak zwaną Polską resortową. To istnieje.
Wyjaśnijmy co to znaczy.
- Nie mogę się definicyjnie wypowiadać. Powiem wprost. Jak wchodzi nowy minister i wiceministrowie to dostają z departamentów na każdą propozycję zmian odpowiedź: nie da się, poczekajmy. Zatem nie ma reform. Żeby to zmienić, trzeba unowocześnić Polskę resortową. Nowy minister jak wchodzi i słyszy od podwładnych, że się nie da to wychodzi do innych ministrów i też mówi, że się nie da. Tak było dotychczas. Wierzę, że to się zmieni. Mamy strategię Mateusza Morawieckiego. To zadanie dla wszystkich resortów gospodarczych. Dobrze, że osoba odpowiedzialna za rozwój, będzie także odpowiedzialna za tę krótką kołdrę.
Polska resortowa w tym kontekście oznacza resorty, czyli ministerstwa. Chodzi o odejście od myślenia silosowego. Tak też się mówi? Jedno ministerstwo sobie, inne sobie i nie ma kontaktu.
- Nie tylko. W każdym resorcie są departamenty. To działa w strukturach archaicznych. Współczesne spółki tak nie działają. Jak tego nie zmienimy w rządzie to nie będzie nowoczesności.
Pan współpracuje z ministerstwem rozwoju. Chodzi o kapitał dla rozwoju, ten segment Planu Morawieckiego. Do tej pory nie poznaliśmy żadnego projektu ustawy. Co z tym Planem?
- My z ramienia Uniwersytetu Ekonomicznego jesteśmy pracownikami i mój zespół podjął się zrecenzowania - w ramach współpracy z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, który podpisał oficjalną umowę na taką recenzję całego Planu – jednej części: kapitał dla rozwoju. Mamy ocenić czy to jest spójne z innymi programami. Inne obszary są zrecenzowane przez innych członków z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Wynika z tego, że premier Morawiecki ma holistyczne podejście do naszej gospodarki w kontekście nie tylko Polski, ale także w kontekście UE i świata. On przedstawia ogromny plan gospodarczy i jako wytrawny ekonomista zaczyna od strategii. Nowy szef musi mieć określoną misję i strategię. Dzisiaj to jest strategia. Jak pan pyta o konkretne programy to pan posługuje się słowami pani premier: dość strategii, przejdźmy do działania. W tym miejscu jest polska gospodarka. Jest Plan Morawieckiego, z którego wynika, że wszystkie ministerstwa, których ministrowie tworzą komitet ekonomiczny, będą teraz musieli wkomponować się ze swoimi programami w działania zapisane w strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Obserwuję to na co dzień. Jestem przewodniczącym rady nadzorczej spółki kolejowej, która jest odpowiedzialna za inwestycje w kwocie 67 miliardów złotych, że minister Adamczyk i jego ministerstwo bardzo dobrze się w to wkomponowuje. Początek jest trudny. Zastaliśmy puste szuflady, ale już to nadrabiamy. W każdym ministerstwie muszą być teraz rzeczywiste działania, które zrealizują kierunki wyznaczone w strategii.
My czekamy oczywiście na konkretne projekty ustaw.
- Jedną podam. Jest wymieniona pomoc dla małych i średnich przedsiębiorstw. To już się dzieje. Jest propozycja obniżenia podatku do 15% dla małych i średnich przedsiębiorców. To jest zapisane w strategii. Jest wiele innych, jak zwiększenie polskiego sektora w bankowości. To jest potrzebne.
Od pewnego czasu trwa dyskusja o ograniczeniu handlu w niedzielę. Podpisy zbierali przedstawiciele Solidarności. Kto na tym straci?
- Nie sadze, żeby ktoś stracił. Zyskamy na tym jako społeczeństwo i gospodarka. Jak wykładam cała sobotę i niedzielę to w poniedziałek jestem dętka. Wszyscy potrzebują jednego dnia odpoczynku.
Będzie pan więcej wykładał w poniedziałek.
- Zgadza się. Są przykłady krajów w UE, które mają taki zakaz, lub nie mają zakazu. Jestem za racjonalnym rozwiązaniem, żeby mniejsze sklepy działały. Zgodziliśmy się też, że w kurortach powinny być odstępstwa, ale jak są duże zakłady pracy handlowe to powinien być zakaz w niedziele. Odpoczynek jest każdemu potrzebny, żeby efektywność naszej pracy była większa.