Prof. Janusz Skalski/fot. Sylwia Paszkowska
Stres i odpowiedzialność
Prof. Janusz Skalski, były dyrektor Instytutu Pediatrii Collegium Medicum UJ i kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w latach 2007-2012, od kilku lat jest na emeryturze. Już nie operuje, ale pozostaje aktywny zawodowo jako konsultant kardiochirurgii dziecięcej. Praca na bloku operacyjnym, mimo ogromnego stresu, dawała mu kilka godzin wyłączenia z innych obowiązków. Dziś jego aktywność koncentruje się na doradztwie i wsparciu zespołów medycznych.
Na emeryturze jestem już od kilku lat, nie schodzę już na blok operacyjny i nie operuję, co nie znaczy, że całkowicie wyłączyłem się z aktywności klinicznej. W szpitalu działam jako konsultant i jeszcze bardzo chętnie zajmuję się lecznictwem, aczkolwiek dobrze wspominam czasy, gdy mogłem zejść na blok operacyjny – mówi prof. Janusz Skalski.
Skala obciążenia w specjalnościach chirurgicznych wymagających najwyższej precyzji jest duża. Stres kardiochirurga czy neurochirurga bywa porównywalny, a czasem większy niż w innych zawodach związanych z odpowiedzialnością za życie. W kardiochirurgii dziecięcej do osiągnięcia pełnej samodzielności potrzeba co najmniej 10-15 lat pracy. Najlepszy okres zawodowy przypada między 40. a 60. rokiem życia. W tym czasie łączą się doświadczenie, sprawność manualna i dojrzałość decyzyjna.
(cała rozmowa do posłuchania)
Dlaczego kardiochirurgia dziecięca?
Prof. Skalski przyznaje, że wybrał tę specjalizację ze względu na satysfakcję z efektów leczenia. Operacje wykonywane we wczesnym dzieciństwie pozwalają pacjentom funkcjonować w dorosłym życiu bez istotnych ograniczeń.
Jest to specjalność, która daje największą satysfakcję z pracy. Ogromną radość z tego, że operowane dziecko i to w bardzo wczesnym wieku może być pełnosprawnym członkiem społeczeństwa, dzięki temu, że zrobiło się coś bardzo pożytecznego we wczesnym okresie życia tego małego człowieka. Ta satysfakcja daje nam popęd do pracy, by się dokształcać i podnosić swoje umiejętności.
Droga do medycyny nie była oczywista. Jako uczeń I Liceum Ogólnokształcącego im. Nowodworskiego w Krakowie był laureatem olimpiady chemicznej i rozważał studia na kierunku chemicznym. Ostatecznie zdecydował się na medycynę.
Postęp w leczeniu najcięższych wad i odpowiedzialność zawodowa
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu dzieci z pojedynczą komorą serca, w tym z zespołem niedorozwoju lewego serca zwykle umierały wkrótce po urodzeniu. Obecnie stosuje się wieloetapowe leczenie operacyjne, które pozwala znacząco wydłużyć życie pacjentów. Choć pacjenci z pojedynczą komorą serca zwykle nie osiągają średniej długości życia populacji ogólnej, postęp medycyny daje realną perspektywę dalszego wydłużania ich życia w przyszłości. W krakowskim ośrodku około 40% wykonywanych procedur kardiochirurgicznych dotyczy właśnie tej grupy pacjentów. Wynika to z wieloetapowego charakteru leczenia – jedno dziecko przechodzi kilka operacji.
W ciągu ostatnich dekad dokonał się przełom. W przeszłości polska kardiochirurgia dziecięca pozostawała daleko za ośrodkami amerykańskimi i zachodnioeuropejskimi. Obecnie wyniki osiągane w Polsce nie odbiegają od standardów światowych, a w niektórych obszarach są porównywalne z najlepszymi ośrodkami.
Zapytany o solidarność środowiska lekarskiego w przypadku błędów, profesor odwołuje się do XIX-wiecznego krakowskiego lekarza i rektora Józefa Dietla.
Lekarza nie wolno winić za niepowodzenie w leczeniu, jeżeli wypełnił swoją rolę należycie i skorzystał z obowiązującej na danym etapie wiedzy medycznej. Jeżeli pacjent umiera, nie można winić lekarza. Natomiast jeśli nie wykorzystał wszystkich możliwości, zrobił to w sposób fatalny i nieprofesjonalny, to jest to zły lekarz. Wykonując bardzo odpowiedzialną operację czy leczenie, należy wykorzystać wszystkie możliwości swojej wiedzy, doświadczenie i obowiązującej nauki. Żeby być dobrym lekarzem, trzeba być dobrym człowiekiem. Jak się jest złym człowiekiem, to tej medycyny nigdy nie będzie się dobrze wykonywać.