Zapis rozmowy Jacka Bańki z prof. Bogusławem Skowronkiem - filmoznawcą z Uniwersytetu Pedagogicznego, który był promotorem doktoratu honoris causa Andrzeja Wajdy na tej uczelni.
W jaki sposób filmy Wajdy ukształtowały naszą dzisiejszą wrażliwość? Wajda mówił o historii, literaturze i mitach narodowych.
- Twórczość Wajdy ukształtowała nas Polaków w sposób bardzo mocny. Wajda potrafi stworzyć coś co nazywam idiomem polskiej kultury. On potrafił wizualizować te problemy, te zjawiska, te kategorie, nawet te najbardziej bolesne, które są dla nas ważne. Jakby nie było „Popiołu i diamentu”, nasze wyobrażenie tragizmu tamtego pokolenia AK by nie istniało. Jakby nie Wajda i jego późniejsze filmy jak „Ziemia obiecana” nie byłoby rozmowy o XIX-wiecznej Łodzi, kapitalizmie. Jakby nie „Człowiek z żelaza”, „Człowiek z marmuru” a potem „Wałęsa – człowiek z nadziei” to etos Solidarności nie były taki. Dalej literatura. My myślimy obrazami Wajdy. Jak powiemy Iwaszkiewicz i Wyspiański to jawią nam się obrazy z Łapickim, Olbrychskim, bez znaczenia ile było przedstawień „Wesela”. On stworzył te kadry. Jak mówimy „Pan Tadeusz” i „Zemsta” to są to te toposy. Wajda potrafił znaleźć coś, co dla Polaków jest istotne z punktu widzenia wizualnej historii. On potrafił to przekuć na obraz. My myślimy obrazami Wajdy. Możemy się z nim nie zgadzać, nie lubić jego filmów, protestować przeciwko jego zaangażowaniu, ale my myślimy obrazami Wajdy.
Te filmy to klucze do zrozumienia tego kim jesteśmy?
- W pewnym sensie tak. Jak Wajda odbierał swojego Oscara to powiedział, że będzie mówił po polsku, bo on myśli po polsku. Przy czym owa polskość w jego wydaniu to nie są nacjonalistyczne wąskie myśli. To polskość dojrzała. Wajda przeżył 90 lat, był świadkiem najważniejszych wydarzeń. Od ojca zamordowanego w Katyniu, przez okupację i socrealizm. On tego dotknął. Dlaczego Wajda tak dobrze w nas trafia? On potrafił przez filmy nawiązać kontakt z widzami. On dotykał tego co nas boli. My sobie tego nie uświadamialiśmy nawet, ale on potrafił to wyrazić. To mistrzostwo. My w nim jesteśmy.
Nie dotyczy to wszystkich filmów?
- Nie. Zdecydowanie. To też plus Wajdy. Mówiąc o nim, mamy na myśli te wielkie dzieła historiozoficzne. Andrzej Wajda to też twórca, który próbował się brać za inne tytuły.
Bułhakow na przykład.
- Właśnie. Cały teatr, wielka sztuka. Adaptacja Conrada, która nie była do końca udana. „Panna Nikt” - też film nie do końca udany. On poszukiwał. To wielka sztuka. Twórca, który mógłby osiąść na laurach, ciągle poszukiwał. On niedawno dostał nagrodę za innowacje techniczne w „Tataraku”. Twórca, który miał kilkadziesiąt lat szukał. To plus. To nie jest monolit. On kręcił na przykład film „Niewinni czarodzieje”. Bardzo lubię ten film – skromny, dyskretny. To też Wajda, ale wyciszony.
On wpłynął na całe pokolenia filmowców czy został twórcą osobnym?
- Na całe pokolenia. Wajdę się mniej lub bardziej świadomie cytuje. Jest film, który niedawno miał premierę. Tytułu nie wymienię. Młoda dziennikarka prowadzi śledztwo. To jest wszystko Agnieszka z „Człowieka z marmuru” i „Człowieka z żelaza”. Jak my chcemy zrobić film o tym jak nasza historia wpływa na nas to bierzemy podświadomie coś co wykreował Andrzej Wajda. My go naśladujemy. Co zrobił Wojciech Smarzowski w „Weselu”? Nawiązywał do Wyspiańskiego i do „Wesela” Wajdy. On dotyka tych strun. Jak inni twórcy chcą być poważnie traktowani to muszą się jakoś do niego odnieść.
Mówimy o filmie, ale był też teatr. Słynna „Zbrodnia i kara”.
- Tak. Ja nie jestem teatrologiem, ale bym powiedział tak, że gdyby nie inscenizacje krakowskie Wajdy to nasz sposób myślenia o teatrze by się zmienił. Gdyby nie Krystyna Zachwatowicz, która z nim współpracowała, stworzyła kostiumy i oprawę... Andrzej Wajda stworzył też spektakle Teatru Telewizji. To był nie tylko twórca kinowy i teatralny, ale telewizji też nadał swój charakter. Gdyby jeszcze te studia malarskie do końca wypaliły – Wajda przecież studiował w Krakowie na ASP – to byłby wyśmienitym malarzem. Nie zapominajmy, że to twórca Mangghi. To krakowianin. On stworzył instytucję, która na stałe wpisała się w krajobraz tego miasta. Jak na reżysera i twórcę filmowego ma wielkie dokonania.
On do końca mówił ważnym językiem czy w pewnym momencie to przestawał być ważny głos w dyskusji o Polsce i świecie?
- W mojej opinii do końca mówił ważnym językiem. Oczywiście film „Wałęsa – człowiek z nadziei” mógł się jawić jako film nie do końca spełniony, choć nie jest to do końca zły film. To przecież „Powidoki” - ten film, który teraz zakończył, który jest pokazywany na festiwalach i czeka na premierę – jest bardzo aktualny. „Powidoki” mówią o kondycji artysty w czasach marnych. Wajda miał doskonałą intuicję, żeby przez historię socrealistycznych męk twórcy malarza pokazać to, co jest teraz aktualne jak chodzi o kondycję artysty i inteligencji w każdych czasach. To język, który nawiązuje wprost, mimo że koduje to w postaciach historycznych.
Takich dzieł, które tłumaczyły współczesność było wiele. Wspomniana „Ziemia obiecana”, czyli kapitalizm i my na początku nowej drogi..
- Oczywiście. W latach 70. jak ten film powstał to był to także komentarz do bogacącej się Polski Edwarda Gierka, który próbował stworzyć wspaniały, wielki i dostatni kraj. To był doskonały komentarz. Jak mówimy o artyście, że jest wielki, bo jest uniwersalny to jest to truizm. Ale to jest prawda w odniesieniu do twórczości Andrzej Wajdy. On jest uniwersalny. Mówiąc o Powstaniu Warszawskim widzimy „Kanał”, nie film Janka Komasy. Na tym polega ta uniwersalność. Jak mówimy o tym czym jest patriotyzm – czy chcemy, czy nie – będziemy się odwoływać do Andrzeja Wajdy.
Nawet odbiór Dostojewskiego odbywa się poprzez Wajdę.
- Ależ tak. My będziemy widzieć Dostojewskiego przez kreację Radziwiłłowicza, Stuhra, Stary Teatr. On nam odczytał idiom naszego kraju i dostarczył obrazy, którymi myślimy. To wizualne wzorce myślenia.
Dla pana które filmy Wajdy są najważniejsze?
- Trudne pytanie. Jak Andrzej Wajda odbierał doktorat honoris causa na naszej uczelni myśmy na ten temat rozmawiali. Wtedy mówiłem o jego wczesnych filmach. Jednak Andrzej Wajda to są te wielkie dzieła. Jako polonista jak oglądałem po raz pierwszy „Wesele” Wyspiańskiego to stwierdziłem, że nie da się tego lepiej zrobić. Jak oglądałem „Ziemię obiecaną” to znowu to samo.
A „Popioły”?
- „Popioły” i moje ukochane adaptacje iwaszkiewiczowskie... To jest to. Nawet w „Pannach z Wilka” jest cały wielki geniusz. Mam kłopot ze znalezieniem najlepszego filmu Wajdy. To cała grupa. Są filmy mniej udane jak „Panna Nikt”. Sam Wajda powiedział, że nie trafił z tym słuchem społecznym. Te dzieła, które wymieniłem, te adaptacje i te teksty, które były tylko pożywką, jak „Popiół i diament” to jest to ten największy Wajda. To nie jest jeden film.
A jego zaangażowanie społeczne i polityczne? Dla pana jest to ważne?
- Nie chcę oceniać tego zaangażowania. Ktoś powie, że jestem po tej lub innej stronie. Ja mówię o artyście. Obowiązkiem artysty jest być zaangażowanym społecznie. Andrzej Wajda wiedział, że jak mówi o ważnych sprawach to nie może być obojętny. On nie był politykiem. Był jedną kadencję senatorem, ale nie wspominał tego najlepiej. On wolał zabierać głos przez filmy. Jego udział był jednoznaczny, ale to sztuka była tą płaszczyzną, gdzie się wypowiadał. Szanuję jego zaangażowanie i podziwiam. Jako artysta zrobił to, co artysta zrobić powinien. On nie milczał.
Czyli jak mówimy o autorytetach to o takich osobach jak Andrzej Wajda?
- Tak. To jest dobre postawienie sprawy. Kwestia autorytetu jest dzisiaj problemem, ale mogę powiedzieć z całą świadomością – Andrzej Wajda to autorytet nie tylko dla twórców filmowych, teatralnych, ale także dla wszystkich zaangażowanych w poważne myślenie o nas, o historii, naszej tożsamości. Można się z nim nie zgadzać. Jednak ten człowiek dyskusję podejmuje i staje się punktem odniesienia w polemice. To filar. Non omnis moriar. Właśnie to zostanie po Andrzeju Wajdzie – jego twórczość.