Za najważniejsze osiągnięcie minionego roku w Tarnowie uznaje pan ustabilizowanie finansów miasta. Tymczasem w rok 2026 Tarnów wchodzi z budżetem grubo przekraczający miliard, w tym 130 milionami na inwestycje. Według przedstawicieli Rady Miasta nie ma wśród nich inwestycji rozwojowych. Rozpoczynamy rok kontynuacji stagnacji w Tarnowie?
- Opozycyjnych radnych... Zwracam uwagę, że wśród tego, co uważam za dobre w zeszłym roku to też 90 milionów z Funduszy Szwajcarskich na inwestycje rozwojowe, jak remont ulicy Lwowskiej. To uruchomi nam tereny inwestycyjne za szpitalem. To też inwestycja w najmłodszych, czyli remont Pałacu Młodzieży. Trudno nie zauważyć inwestycji, które planujemy. To Planty Jakubowskiego, Kantoria. Wszystko po to, żeby Tarnów był jeszcze lepszym miejscem do życia.
Mówi pan o tych 90 milionach z Funduszy Szwajcarskich, bo też miasto zajęło pierwsze miejsce w rankingu dzięki projektowi Idea Tarnów. Jest już jakaś umowa podpisana w tej sprawie?
- Dosyłamy ostatnie dokumenty. Wszystko jest na dobrej drodze. Jak koledzy z samorządów pytają mnie, jaka firma nam pisała ten wniosek, mówię, że najlepsza firma, czyli nasz urząd. Wielkie dzięki naszym pracownikom za to.
Kiedy konkretnie pieniądze wpłyną na konto Tarnowa, bo na razie jeszcze umowy nie ma? Mówi pan, że dopiero przygotowywane są dokumenty, które uruchomią tak naprawdę pieniądze.
- To pytanie do Ministerstwa Funduszy, ale niebawem.
Które z tych działań w ramach Idei Tarnów będą kluczowe, prorozwojowe dla Tarnowa?
- Przed chwilą powiedziałem. Te największe, które mają ciężar finansowy. To 30 milionów na remont ulicy Lwowskiej i połączenie granicy ze szpitalem, uruchomienie terenów inwestycyjnych. To też remont Pałacu Młodzieży, na co czekaliśmy kilkadziesiąt lat. To była moja decyzja, żeby Pałac Młodzieży był ważnym elementem tego wniosku. Jest też szereg mniejszych projektów nakierowanych na rozwój biznesu. Chcemy zrobić w Tarnowie Targi Żywności. Tu się produkuje świetną żywność i będziemy to pokazywać.
Dobrze, że pan mówi o tym inwestowaniu w młodzież, bo też Tarnów wyludnia się szybciej niż się spodziewano. Niemal co czwarta osoba ma co najmniej 65 lat. W ogóle dziadków jest dwa razy więcej niż wnucząt, mówiąc umownie. Czy jest coś, co mogłoby zahamować albo osłabić choćby ten trend? Czy ma pan w ogóle jakieś pomysły na to?
- Rzetelność wymaga, że to problem wszystkich średnich miast, nie tylko Tarnowa. To Kalisz, Włocławek, Płock, Opole, Nowy Sącz. Mamy problemy. Krakowa to nie dotyczy niestety. Poza dużymi miastami mamy wszędzie ten sam problem, czyli mała liczba urodzeń. Zamykane są oddziały położnicze. W Tarnowie w szpitalu miejskim liczba porodów wzrosła, ale też przez problemy dookoła. Zachęcamy do rodzenia dzieci, ale ten trend jest poza nami.
W ogóle wskaźniki demograficzne mamy w Polsce fatalne. Niż demograficzny przychodzi też przez tarnowskie przedszkola. Już teraz to widać. To samo zresztą dzieje się w Krakowie. Jakie ma pan plany dotyczące łączenia szkół, zmiany siatki szkół? Czy w tym roku dojdzie do jakichś konkretnych zmian?
- Rozmawiamy z dyrektorami szkół i przedszkoli. Akcja społeczna w ubiegłym roku spowodowała, że poszło więcej dzieci niż się spodziewaliśmy. Oczywiście to było mniej niż rok temu. Było tych oddziałów mniej, no bo siłą rzeczy otwieramy tylko te oddziały, do których zapisały się dzieci. Było ich mniej, ale więcej niż się spodziewaliśmy. Chcemy pokazywać zalety publicznych przedszkoli.
Przede wszystkim żywienie, które jest na miejscu. Każde przedszkole ma kuchnię. Będziemy się starali pokazywać dobre strony. Mamy problem w żłobkach. Jest dużo mniej dzieci, a jedną z pierwszych moich decyzji było zaniechanie budowy nowego żłobka. To była świetna decyzja. Mielibyśmy problem z zapełnieniem tego obiektu i wypełnieniem wskaźników niezbędnych do rozliczenia dotacji. Będziemy się z tym zmagać.
Niż przedszkolny niebawem dotrze do podstawówek. Kiedy pan zaprezentuje jakąś nową siatkę szkół podstawowych? Chodzi tutaj o łączenia oczywiście.
- Pytanie, czy w Tarnowie jest to potrzebne. Rodzic powinien decydować, ale w granicach pewnego systemu. Pracujemy nad naborem do podstawówek, żeby zrównoważyć potrzebę wyboru szkoły z potrzebą bliskości. Tak działa ustawa Mała Szkoła. Będziemy się temu przyglądać. To będzie ważny rok z punktu widzenia tego, gdzie rodzice chcą lokować dzieci.
Rozumiem, że do takich połączeń dojdzie, jest to nieuniknione?
- W perspektywie 6 lat ten problem do szkół podstawowych dotrze. To dziś jest w przedszkolach.
W maju ma się rozpocząć w Tarnowie rewolucja biletowa, czyli dziesięć złotych na wszystkie linie, ale tylko dla posiadaczy Karty Tarnowskiej, którzy też opłacają wywóz odpadów. Ma pan jakieś symulacje, czy też prognozy dotyczące zwiększenia liczby pasażerów po wejściu w życie tej rewolucji? To jest pierwsze pytanie. Drugie pytanie, w jaki sposób zmieni się stosunek wpływów z biletów do sumy, jaką do komunikacji publicznej będzie dopłacać miasto?
- Tarnów to nie Kraków. Na komunikację patrzymy nieco inaczej. W Krakowie ilość pasażerów i wpływy z biletów to ważny element finansowania systemu. U nas z komunikacji korzystają głównie osoby starsze – zwolnione z opłat – i młodzież. Chcemy, żeby młodzież z Tarnowa korzystała z obniżonych cen biletów. To prawie jak za darmo - 5 zł za bilet miesięczny, ulgowy. Chcemy też policzenia pasażerów, stąd ta symboliczna odpłatność. Ubytek z tego powodu nie obciąży tak bardzo budżetu miasta. Już dziś ledwie 20% to wpływy z biletów. Chcemy, żeby ona była dostępna i przyjazna. Dlatego odwróciłem niekorzystny trend spadku liczby wozokilometrów w Tarnowie. Stawiam akcent na komunikację miejską. Teraz Wierzchosławice przeszły pod parasol Kolei Małopolskich, my postaramy się uzupełnić liczbę kursów w mieście.
20% kosztów funkcjonowania komunikacji zbiorowej to wpływy z biletów. W Krakowie to 35%, stąd ta podwyżka ostatnio na 119 złotych. Czy są symulacje dotyczące tego, ilu tych nowych pasażerów korzystać będzie z komunikacji miejskiej w Tarnowie?
- Rozumiem, że w Krakowie nam zazdrościcie. Można się przeprowadzić do Tarnowa, ale nie można porównywać tych systemów. W Krakowie większość ludzi jest skazana na komunikację miejską. W Tarnowie nie ma takich korków. Komunikacja nie stanowi alternatywy dla samochodu, więc cenowo chcemy to uatrakcyjnić.
Jeszcze pytanie o Arenę Jaskółka Tarnów. 60 milionów kosztowała budowa Jaskółki. Na nowy rok zarezerwowane jest zaledwie kilka terminów na imprezy komercyjne. Miasto corocznie płaci 2,5 miliona złotych za utrzymanie. Dlaczego Jaskółka świeci pustkami i jak to zmienić?
- Mam już bilet na marcowy występ stand-up. Mam nadzieję, że będzie nieco więcej imprez w Tarnowie. Chciałbym, żeby Arena miała charakter sportowy i te wydarzenia tam będą. Są olimpiady przedszkolaków, piłkarze ręczni tam grali. Chciałbym, żeby Arena żyła, dlatego szukamy osoby, która się tym zajmie i z tego będzie rozliczana. Chcemy równoważyć sport i rozrywkę. Arena powinna służyć mieszkańcom. Mam nadzieję, że to się ruszy. Czy to będzie wicedyrektor, czy menadżer? To sytuacja otwarta. Ostatnio nawet Tauron Arena nie jest w 100% dochodowa i trzeba do niej dopłacać. Takie obiekty to obciążenie dla samorządów. Chciałbym płacić jak najmniej.